index index sezon klub historia artykuły forum fanpage typer ksiazki kontakt
mapatop
Strona główna
Forum
Fanpage
Twitter
Archiwum newsów
Ostatnio na forum
Mapa strony
Regulamin

Dodaj do ulubionych
Startuj z JuvePoland


Drużyna
Mercato 2018/19
Piłkarz sezonu

Juventus
Terminarz
Lista strzelców
Lista kartek
Lista asyst

Serie A
Terminarz
Tabela

Liga Mistrzów
Terminarz
23.01.2010 11:03:27 | komentarzy: 16 | czytano: 5637 razy

Początek ich wspólnej historii sięga 1923 roku. Za sprawą kapitana Bianconerich, Antonio Bruny oraz przedsiębiorcy Edoardo Agnellego, Juventus na stałe połączył się z piemonckim rodem założycieli Fiata. Dziś głównym spadkobiercą majątku oraz przewodniczącym rodzinnego holdingu Agnellich jest 33-letni John Elkann. I choć w jego żyłach płynie krew dziadka, uznawanego za najwierniejszego kibica Juventusu w jej historii, nie wydaje się ona być już biało-czarnego koloru. Czy śmierć Gianniego i Umberto była początkiem końca namiętnego, ponad 80-letniego romansu Agnellich ze Starą Damą?

Śladami dziadka

Na piastowane przez siebie stanowisko John, syn Margherity Agnelli oraz jej pierwszego męża Alaina Elkanna, francusko-włoskiego dziennikarza i pisarza, został namaszczony przez dziadka w 1997 roku. Swoją decyzję Gianni podjął po śmierci Giovanniego Alberto Agnellego, syna Umberto, który w wieku 33 lat zmarł na rzadką odmianę raka żołądka, a któremu miał pierwotnie przekazać władze nad rodzinną firmą. Od tamtej pory Gianni starał się prowadzić Johna tą samą drogą, którą sam przebył swego czasu u boku Giovanniego Agnellego seniora. Wspólne wyjazdy na narty, żagle, ale i długie popołudnia spędzane razem w biurowym kompleksie w Lingotto, nauka oraz ciężka praca. "Nikt nie rodzi się z rangą. Trzeba na nią zapracować" - powtarzał Gianni.


John Elkann

Zanim jednak John trafił pod skrzydła dziadka, ukończył szkołę podstawową w Nowym Jorku oraz liceum Victora Duruy'a w Paryżu. Od najmłodszych lat wiele podróżował u boku matki oraz po jej rozstaniu z Alainem Elkannem, przybranego ojca Sergio de Pahlena. Młody John sporo czasu spędził w Brazylii oraz Wielkiej Brytanii. Do Włoch po ukończeniu liceum został ściągnięty przez Gianniego, który uważał, że wnuk powinien pracować w Fiacie i za którego namową John rozpoczął studia na Wydziale Inżynierii Przemysłowej Politechniki Turyńskiej. W trakcie studiów Gianni podjął decyzję o włączeniu go do zarządu, by młody Jaki - jak mawiają na Johna członkowie rodziny, mógł poznać pracę w firmie od podszewki.

Tak rozpoczęła się jego przygoda z Fiatem, nie od razu jednak od pracy za biurkiem. W czasie studiów praktyki zawodowe odbył w salonie dilerskim w Lille, gdzie sprzedawał samochody, pracował w fabryce lamp samochodowych w Birmingham, a także w zakładzie w Tychach, gdzie pełnił rolę szefa zespołu pracującego przy taśmie montażowej. "Dziadek widział, że jestem mocno zaangażowany w pracę. Cenił ludzi, którzy wiedzieli, co chcą robić w życiu. Wierzył w tych, którzy dążyli do ciągłego rozwoju" - wspomina John w jednym z wywiadów. Politechnikę ukończył w 2000 roku, z wyróżnieniem i tytułem inżyniera.

Na głęboką wodę przyszło mu wypłynąć nagle, w wyjątkowo trudnym i delikatnym dla koncernu momencie. Śmierć Gianniego w 2003 roku oraz jego młodszego brata Umberto rok później spowodowały, że przyszłość firmy pogrążonej w jednym z największych w jej historii kryzysów stanęła pod znakiem zapytania. John czuł się odpowiedzialny za wyciągnięcie rodzinnego koncernu z kłopotów. Był wówczas wiceprezesem rodzinnej spółki inwestycyjnej Ifil, mianowanym wcześniej przez dziadka w nagrodę za dobre wyniki w nauce, ciężką pracę i zgromadzone doświadczenie.

Z tyskiej fabryki na szczyt

John ElkannWraz z Gianluigim Gabettim, który objął stery nad firmą po śmierci Umberto, swój plan postawienia koncernu na nogi oparli na prostej filozofii: chronić, dostarczać pieniądze i dać w spokoju pracować mianowanemu w 2004 roku na dyrektora generalnego grupy Fiat - Sergio Marchionne. Ruch ten okazał się strzałem w dziesiątkę. Po trzech latach firma, która jak stwierdził niegdyś w jednym z wywiadów Sergio bliska była "śmierci przemysłowej", wyszła na prostą.

A John? Dał się poznać elicie światowego biznesu jako człowiek od "czarnej roboty". Kiedy w wieku 32 lat zgodnie ze statutem rodzinnego holdingu mógł stanąć na jego czele, nikt, a zwłaszcza 84-letni prezes Gabetti nie miał wątpliwości, że przewodnictwo w firmie należy się właśnie jemu. "John jest świetnie przygotowany, aby objąć tą posadę" - stwierdził ustępujący prezes. "Jest inteligentny i odpowiedzialny. W ostatnich latach udowodnił, że świetnie potrafi sobie radzić w sytuacjach kryzysowych. Jest wtedy pełen godności, a podejmowane przez niego decyzje zawsze są mądre" - wtórował mu Henry Kissinger, amerykański polityk, dyplomata oraz przyjaciel Gianniego Agnellego.

John prócz majątku odziedziczył po Giannim pracowitość i klasę. Zawsze ubrany w idealnie skrojony garnitur, dostojny, pewny siebie. W odróżnieniu od Gianniego stara się unikać kontaktów z mediami. Niezbyt wylewny, pod tym względem z kolei w niczym nie przypominający uważanego swego czasu za włoskiego playboy'a Adwokata. W chwilach wolnych od pracy, podobnie jak przed laty dziadek, lubi jeździć na nartach oraz żeglować.

Gianniemu nie udało się jednak zarazić Johna swoją największą pasją, którą nie były wbrew pozorom samochody, a piłka nożna i drużyna Juventusu. "Ludzie przychodzą na stadion, żeby się dobrze bawić. Ja się bawię tak jak inni" - skromnie mówił o sobie Gianni. Nikt jednak nie miał wątpliwości, że oglądanie Starej Damy w akcji było dla niego czymś więcej niż przyjemnością. "Kiedy ogląda mecze Juve wydaje się spokojny. Wystarczy jednak spojrzeć na jego ręce i nogi. Są bez przerwy w ruchu" - mówił o nim niegdyś Cesare Romiti, były dyrektor wykonawczy Fiata.

John ElkannDo historii przeszły poranne rozmowy Gianniego z długoletnim prezydentem klubu, Giampiero Bonipertim. Codziennie o szóstej rano Adwokat dzwonił do niego, by dowiedzieć się co dzieje się w drużynie Juventusu. Był mentorem, doradcą, opiekunem. John w sprawy klubu woli się nie angażować, ma od tego ludzi. Interweniuje jedynie w momentach krytycznych. Czasem zjawi się na meczu na Stadio Olimpico, czasem wypowie o sytuacji w klubie. Bardziej z obowiązku niż z pasji.

Lapo - ulubieniec dziadka

Być może to właśnie z braku zamiłowania do calcio to nie John, a jego młodszy brat Lapo, był ulubieńcem Gianniego. Zapatrzony w dziadka, który był dla niego największym autorytetem, starał się go naśladować na każdym kroku. Podobnie jak Gianni, Lapo jest zagorzałym kibicem Juventusu oraz miłośnikiem mody. Często można go zobaczyć na trybunach Stadionu Olimpijskiego, często ubranego w oryginalny, czasem kontrowersyjny sposób.

Podobnie jak John swoją dzisiejszą pozycję Lapo zawdzięcza dziadkowi. W 2001 roku Gianni chcąc zadbać o przyszłość drugiego wnuka polecił go wspomnianemu wcześniej Henry'emu Kissingerowi, którego Lapo po przeprowadzce do Stanów Zjednoczonych został osobistym asystentem. Do Włoch wrócił rok później ze względu na pogarszający się stan zdrowia dziadka oraz po to, aby w rodzinnej firmie zająć się marketingiem i promocją marki. Miał ożywić jej wizerunek i jak się później okazało jego pomysły, do których należą m.in. rozpinane bluzy z nazwą firmy, zawsze trafiały w samo sedno. Na samych gadżetach Fiat zarobił wówczas prawie 5 milionów dolarów. Odważny, ekstrawagancki, o trudnym charakterze - taki właśnie jest Lapo.


Lapo Elkann

Charakter ten jednak bardziej wpędził go jak na razie w poważne tarapaty, niż doprowadził do zawodowych sukcesów. To właśnie Lapo jest autorem największego skandalu ostatnich lat, uderzającego w reputację rodziny Agnellich. 15 października 2005 roku turyńskie pogotowie zabrało nieprzytomnego Elkanna z domu 53-letniego transwestyty Donato Broco, zwanego Patrizią. Pod koniec całonocnej libacji, w której udział wzięły także dwie inne prostytutki-transwestyci, Lapo stracił przytomność z powodu przedawkowania narkotykowego koktajlu, mieszanki kokainy z heroiną. Ratownicy, którzy rozpoczęli reanimację od razu po przeniesieniu go do karetki przyznali później, że nie wiele brakowało, a Lapo nie udałoby się utrzymać przy życiu. Przytomność odzyskał dopiero po trzech dniach.

Policyjne śledztwo odkryło drugie życie Lapo. Wykazało, że jest uzależniony od kokainy. San Salvarino, turyńską dzielnicę "czerwonych latarni", skąd zabrało go pogotowie, odwiedzał regularnie. Początkowo korzystał z usług prostytutek, później prostytutek-transwestytów, którym wręczał drogocenne prezenty i za których usługi płacił sowicie ponad panujące tam standardy. Po wyjściu ze szpitala rodzina wysłała go do kliniki odwykowej Meadows w Wickenburg, w Arizonie. "Byłem głupi i bardzo żałuje tego, co się stało. Wierzę, że dostanę od życia drugą szansę" - stwierdził wówczas w jednym z nielicznych wywiadów.

Lapo ElkannPo wyjściu z kliniki Lapo zamieszkał w rodzinnym apartamencie w Miami. Do normalnego trybu życia wrócił po dwóch latach, zakładając własną firmę produkującą odzież - "Italia Independent". W ubiegłym roku ponownie zajął się promocją marki rodzinnego Fiata. Zaręczył się z Biancą Brandolini d'Adda i przeszedł na judaizm. "Kiedy borykałem się z największymi problemami w moim życiu, wielu rubinów podało mi pomocną dłoń. Ostatnio odkrywam piękne tradycje tej religii. Chcę żyć według zasad, które są mi najbliższe" - stwierdził pół roku temu w rozmowie z dziennikarzami. "Myślę także, że byłbym dobrym ojcem. Na pewno nie jednym z tych, którzy pracę i karierę stawiają ponad rodzinę" - dodał. I choć wydaje się, że Lapo dojrzał, to skandal z przed nieco ponad czterech lat odbija mu się czkawką do dziś, a kojarzony jest przede wszystkim z tamtymi wydarzeniami.

Jedyny spadkobierca

Podczas gdy Lapo walczył z nałogiem, jego starszy brat John zdobył władzę nad Fiatem i stale ją umacnia. We Włoszech nie wszyscy jednak jego sukces uznają. Wśród wielu panuje opinia, że po śmierci Giovanniego Alberto, John był tak naprawdę jedynym kandydatem do objęcia schedy po Adwokacie.

Pierwszy z braci Gianniego - ekscentryczny Giorgio, który cierpiał podobno na poczucie niższości wobec starszego brata i szczerze go nienawidził, zmarł z przedawkowania narkotyków w szwajcarskiej klinice w Lozannie w 1965 roku, nie pozostawiając potomstwa. Drugi z braci - Umberto, choć aż o 13 lat młodszy i tak był grubo po sześćdziesiątce. Syna Gianniego, Edoardo, nigdy władza i dobra materialne nie interesowały. Niejako zmuszony na krótko zasiadł w Radzie Dyrektorów Starej Damy. Jego praca nie przynosiła jednak żadnych efektów, zrezygnował niedługo po tragedii na brukselskim Heysel. Zafascynowany mistycyzmem, franciszkanizmem i buddyzmem podróżował po świecie. W 2000 roku znaleziono go martwego pod mostem na trasie Turyn - Savona, niedaleko Fossano. Według policyjnych ustaleń Edoardo popełnił samobójstwo. Rok po jego śmierci wielkie kontrowersje wzbudził irański film dokumentalny, którego twórcy twierdzą, że Edoardo padł ofiarą spisku syjonistów i został zamordowany. Teoria ta nie znalazła jednak potwierdzenia w faktach.


Umberto, Edoardo i Giovannino Agnelli

Kandydatury Tiberto Brandoliniego, Alessandro Giovanniego Nasiego czy Luki Ferrero de Gubernatisa di Ventimiglia - bliższych lub dalszych krewnych braci Agnellich wysoko postawionych w strukturach firmy, tak naprawdę nigdy nie były brane pod uwagę. Młodszy i ze zdecydowanie mniejszym doświadczeniem Lapo także nie miał większych szans w "starciu" ze starszym bratem. Jedynym, który mógł zagrozić pozycji Johna był Andrea, syn Umberto Agnellego. Ten jednak, zgodnie z dżentelmeńską umową pomiędzy Giannim i Umberto z 1994 roku, miał w przyszłości objąć prezydenturę w Juventusie, a nie rodzinnej firmie jako całości.

Dodatkowo John był zabezpieczony prawie 1/4 z 30% akcji rodzinnej spółki komandytowej Giovanni Agnelli & C. Sapa, której akcjonariuszami są potomkowie Edoardo Agnellego i Virginii Bourbon del Monte di San Faustino. Akcję otrzymał od dziadka w 1996 roku, kiedy lekarze zdiagnozowali u niego raka prostaty i kiedy postanowił przejść na emeryturę. Dwa lata później na czele Fiata miał stanąć Giovannino. John obchodził wówczas 21. urodziny.

Przejęcie władzy

Po śmierci Gianniego zgodnie z postępowaniem spadkowym John otrzymał kolejne akcje jako jego spadkobierca - 1/3 z 25% należących do dziadka. Dwie pozostałe części trafiły w ręce żony i córki Adwokata, Marelli i Margherity. Każde z nich miało wówczas po około 10% wszystkich akcji spółki. Następne 10%, tyle że do podziału na kolejne trzy osoby, przypadły najbliższym Dottore (Umberto Agnellego) - żonie Allegrze oraz dzieciom, Annie i Andrei, spośród których ich faktycznym zarządcą stał się ten ostatni. Pozostałe akcje - kolejnym spadkobiercom.

Zgodnie z wolą Adwokata zapisaną w testamencie, który chciał aby to John stanął na czele firmy, Jaki otrzymał od babci przypisane jej 10% akcji jako darowiznę. Z matką nie poszło tak łatwo. Po długich namowach i pod presją rodziny, Margherita postanowiła odsprzedać swoją "działkę" matce za 105 milionów euro. Ta z kolei ponownie oddała je w ręce wnuka - Johna, który z dokładnie 33,33% wszystkich akcji rodzinnej spółki mógł przejąć kontrolę nad firmą. Dodatkowo wnuk Gianniego żyje w bardzo dobrej komitywie m.in. z Edoardo Umberto Teodorani Fabbrim, Lupo Rattazzim czy wspomnianymi wcześniej Tiberto Brandolini i Alessandro Nasim - wujkami i kuzynami, także posiadającymi część akcji. Sojusz z nimi daje mu kolejne 4-5%.


Rodzina Agnellich

John za wszelką cenę stara się nie być wyblakłą kopią dziadka. Chce stworzyć swoją własną historię. Przyszłości firmy nie chce opierać wyłącznie na przemyśle motoryzacyjnym w ścisłym powiązaniu z krajową gospodarką, a na inwestycjach międzynarodowych, w sektor usług finansowych, biznesowych, w nieruchomości. W marcu ubiegłego roku to właśnie z jego inicjatywy, z połączenia spółek Ifi i Ifil doszło do powstania największego rodzinnego holdingu w Europie - Exor, którego wartość aktywów szacuje się dziś na około cztery miliardy euro. Na jego czele stanął sam John, a nowo powstały holding stał się posiadaczem m.in. 60% akcji Juventusu.

W rękach tyrana?

Po śmierci Umberto, Andrea Agnelli u boku Luciano Moggiego i Antonio Giraudo był przygotowywany do objęcia w przyszłości schedy po prezydencie Vittorio Chiusano. Członkowie Triady chcieli w ten sposób oddać hołd jego ojcu. Już wcześniej Andrea, podobnie jak Lapo zagorzały kibic Starej Damy, pracował w strukturach Juventusu zajmując się rozwojem i promocją marki. Zanim to nastąpiło, ukończył Międzynarodowy Koledż im. Świętej Klary w Oxfordzie oraz studia na Uniwersytecie Luigi Bocconiego w Mediolanie. Doświadczenie zawodowe zbierał na przeróżnych stanowiskach we Włoszech i zagranicą, m.in. w Iveco-Ford w Londynie, w sprzedaży i marketingu w Piaggio czy hipermarkecie Auchan w Lille.

Później zaliczył wspomnianą przygodę z Juventusem, a także z Ferrari, Uni Invest i Philip Morris International. W 2005 roku dołączył do rodzinnej spółki Ifil (obecnie Exor), gdzie był odpowiedzialny za strategiczny rozwój firmy, a rok później wszedł do jej Rady Dyrektorów, w której pozostaje do dziś. Od 2004 roku jest także członkiem zarządu Fiata. Jednym słowem człowiek, który potrafi sobie poradzić w każdym środowisku i w każdych warunkach.

Woli ojca i jego umowy z Giannim nie udało się jednak póki co wypełnić i do prezydentury w Juventusie Andrei bardzo daleko. Powód? Według znanego włoskiego dziennikarza Luigi Moncalvo, to John widząc w kuzynie mocnego i zagrażającego mu rywala, konsekwentnie starał się go odsuwać od zespołu Starej Damy. Skok na fotel prezydenta Juve oznaczałby dla Andrei także znaczący skok jego popularności i w przypadku sukcesów, a te z drużyną jaką Bianconeri mieli przed aferą były niemal pewne, falę poparcia.


John Elkann

Niechęć Johna do Andrei i Triady potwierdza sam Luciano Moggi. "Wiedzieliśmy, że nie wszystkim pomysł mianowania Andrei prezydentem się podoba. Nikt jednak nie przypuszczał, że będą podejmowane tak dalece idące kroki, aby temu zapobiec. Powiedzmy sobie szczerze, kuzyni nie przepadają za sobą. Każde nasze działanie w jego sprawie było tłumione w zarodku. Obecny właściciel Starej Damy to człowiek, który chciał zniszczyć ludzi z poprzedniego zarządu" - stwierdził Moggi. Zagadnięty na temat objęcia prezydentury przez syna Umberto dodał: "Nie łudźmy się. Przy obecnych władzach klubu jest to po prostu niemożliwe".

Golf zamiast calcio

Koniec Triady w 2006 roku oznaczał także koniec dla Andrei w Juventusie. Ten, który miał zostać prezydentem Bianconerich, po aferze Calciopoli całkowicie zrezygnował z życia klubu. Pozostawał nad w strukturach firmy, jednak zamiast piłki wybrał... golf. Został członkiem Włoskiej Federacji Golfa, a w 2008 roku mianowano go nawet naczelnym dyrektorem Royal Park Golf & Country Club. Jego niedawna wizyta w ośrodku treningowym w Vinovo, notabene wraz z Johnem, była jego pierwszą od 3,5 roku. Od kiedy powołano nowe kierownictwo klubu, Andrea na trybunach Stadio Olimpico zasiadł tylko raz - podczas pożegnalnego meczu Pavla Nedveda, którego był zagorzałym fanem. "Zobowiązania wobec federacji golfa pochłaniają mnóstwo czasu. Rok 2009 był dla nas niesamowity, o czym świadczą sukcesy braci Molinarich (Francesco i Edoardo, najlepsi obecnie włoscy golfiści, rodowici turyńczycy, przyp. red.). Krok po kroku staramy się wskakiwać na coraz to wyższy pułap" - stwierdził w rozmowie z dziennikarzem Tuttosport.

Andrea AgnelliPo ostatnich "wyczynach" piłkarzy Starej Damy wściekli kibice domagali się rewolucji w strukturze organizacyjnej klubu. Transparentami podczas meczu z Catanią dali jasno do zrozumienia, że na stołku prezydenta klubu chcieliby widzieć właśnie Andreę. Sam zainteresowany podziela jednak zdanie Moggiego i póki co swojej przyszłości nie wiąże z Juventusem. "Chcielibyśmy na przestrzeni najbliższych trzech lat sięgnąć po Ryder Cup (jedno z najcenniejszych golfowych trofeów na świecie). Nie jest to jednak marzenie, tylko konkretny cel" - stwierdził. Na pytanie czy myśli o powrocie do Juventusu, odpowiada krótko i wymijająco: "Może kiedyś..."

Andrea, jest póki co ostatnim potomkiem rodziny o nazwisku Agnelli. Z żoną Emmą Winter są szczęśliwymi rodzicami 3,5-letniej Bayi, która urodziła się dwa dni przed pierwszą rocznicą śmierci dziadka Umberto. Niewykluczone, że dzieje rodu "królów Turynu", jak mawiano swego czasu o rodzinie Agnellich we Włoszech, zakończą się właśnie na Andrei. Po przejęciu władzy przez Johna Juventus znalazł się w rękach rodziny zastępczej - Elkannów. I choć nadal ma ona decydujący wpływ na to co dzieje się w klubie, to pała do Bianconerich raczej miłością na odległość. Stanowisko po Giannim Agnellim znalazło swojego następcę. Nic jednak nie jest w stanie zastąpić jego charyzmy, wsparcia oraz wkładanego przez całe życie wysiłku, ku chwale jego ukochanej Starej Damy.


Autor: DeeJay
Źródła: Wprost 27/1998 (814), Rzeczpospolita 114/2008 (8015), Polityka 26/2004 (2458), Il Foglio (9 maj 2009), archiwum La Rapubblica (www.repubblica.it), www.magazine.libero.it, www.tuttomercatoweb.com, www.diquadila.splinder.com

wloski | 23.01.2010 | 11:10:59
"sukcesy braci Molinarich" coś mi to nazwisko mówi :D

Peja | 23.01.2010 | 12:27:46
Świetny artykuł. Rzucił trochę światła na właścicieli Juventusu.

Mateys | 23.01.2010 | 12:51:57
Czlowiek uczy sie cale zycie. Fajny artykul ;>

Dybala 4ever | 23.01.2010 | 13:30:43
Ja tam wolę,żeby sprzedali ten klub, bo widzę ,że po śmierci dziadków wnukowie mają szczerze gdzieś Juventus. Niestety smutne,ale prawdziwe ;(.

freddie88 | 23.01.2010 | 13:50:35
Oby dzis czuwał nad Juve :)

KINIEK | 23.01.2010 | 14:30:19
fajny artykuł, poszerza horyzonty

Maly | 23.01.2010 | 14:40:32
zaraz będzie, że to John sprokurował Calciopoli...

Bartek(Juventino) | 23.01.2010 | 15:24:01
@Mały
o pęknięciu w rodzinie Agnelli mówiło się wiele razy w kontekście calciopoli, więc to nie od "zaraz" są takie teorie.


FalsoVero | 23.01.2010 | 16:35:04
Golf ważniejszy od Juventusu, ten człowiek jest śmieszny... Andrea albo Lapo( mimo swojej przeszłości) mogą coś zrobić jeżeliby zajęli "stołek" ponieważ pan golfista woli kijki...

Judzio | 23.01.2010 | 17:00:46
chyba coś ci się poplątało :D To Andrea zajmuje się teraz golfem a nie John ;]

FalsoVero | 23.01.2010 | 17:16:34
Judzio racja przepraszam, rozmach, nerwy, zażenowanie obecną sytuacją...

trayor | 23.01.2010 | 17:57:19
No, no jestem pełen podziwu dla twórcy artykułu ;) bardzo ciekawy i świetnie się czyta!

JUVEWWO2 | 23.01.2010 | 20:46:32
jestem w bardzo negatywnym szoku. ta rodzina przeżywa same tragedie ; jeden umiera na raka , drugiego jak zwykłego menela znajdują martwego pod mostem , trzeci ćpa i ru.ha dziewczyny z ptaszkami. po tym artykule wiemy że to John Elkan jest winny obecnej sytuacji w Juve , chytry koleś,LUCEK szykował nam prezesa w postaci Andreii a przebiegły John rozbił trijade złożoną z doświadczonych ludzi żeby posadzić na stołkach secco i blanca . Ktoś niedawno na forum Juve pytał dlaczego prezesem jest Francuz , wystarczy skojarzyć kim jest ojciec JOHNA i gdzie sam John spędził sporą część życia, może nawet czuje się bardziej Francuzem niż Włochem. Żal patrzeć w przyszłość.

Bobby X | 24.01.2010 | 14:24:17
brawo! świetny artykuł

Podpora | 30.01.2010 | 1:27:46
Do póki zarząd się nie zmieni.. to sorry ale nic nie osiągniemy :(
Teraz w Juve zamiast lepiej będzie coraz gorzej ! ;/
Jedyni ludzi którzy mogą coś zamieszać to Kibice !! choć i tak nie dadzą rady... lizy się papier a nie czyste chęci.


Podpora | 30.01.2010 | 1:29:07
Swoją drogą co za Włoch z tego Johna jak on blady jak dupa w porównaniu do Dziadka przez duże D !


Aby móc komentować, musisz być zarejestrowany i zalogowany.

KSIĘGARNIA WYDAWNICTWA SQN JPDROID - JUVEPOLAND NA ANDROIDA

Znaki towarowe JUVENTUS, JUVE i logo Juventusu są własnością Juventus F.C. Spa, Turyn, Włochy.
The trade names and marks JUVENTUS, JUVE and Shield Device are the exclusive property of Juventus F.C. Spa, Turin, Italy.
Copyright (c) 1997-2019 JuvePoland -- Wszelkie prawa zastrzeżone