index index sezon klub historia artykuły forum fanpage typer ksiazki kontakt
mapatop
Strona główna
Forum
Fanpage
Twitter
Archiwum newsów
Ostatnio na forum
Mapa strony
Regulamin

Dodaj do ulubionych
Startuj z JuvePoland


Drużyna
Mercato 2018/19
Piłkarz sezonu

Juventus
Terminarz
Lista strzelców
Lista kartek
Lista asyst

Serie A
Terminarz
Tabela

Liga Mistrzów
Terminarz
Prasa polska
Prasa zagraniczna
Internet
Felietony
Wywiady
Biografie
Primavera
25.02.2014 15:48:39 | komentarzy: 7 | czytano: 4069 razy

Sam na sam z Alessandro Del Piero

FourFourTwo Polska

Czy faktycznie jest "wspaniałym" bramkarzem? Czy finał Euro 2000 wciąż go prześladuje? Czy odrzucił ofertę Liverpoolu z powodu tragedii na Heysel? I o co chodzi ze szczęśliwą koszulką Noela? Na wasze pytania odpowiada... Alessandro Del Piero

"L'Australiano", jak obecnie nazywa go włoska prasa, wciąż prezentuje najwyższy poziom podczas swojego piłkarskiego wygnania. Za sprawą Del Piero w zeszłym sezonie w A-League odnotowano najwyższą frekwencję w historii rozgrywek. Jak przystosował się do nowego życia?

Miał pan zaledwie siedem lat, kiedy reprezentacja Włoch sięgała po mistrzostwo świata w 1982 roku. Jaki miało to wpływ na pana? Czy grali tam pańscy piłkarscy idole, czy też może ktoś inny był pana bohaterem z dzieciństwa?
Bryan Smith poprzez Facebooka.

To był dla mnie wspaniały czas - naprawdę, naprawdę świetny! Kiedy doświadczasz czegoś takiego jako dziecko, z miejsca stajesz się zagorzałym fanem. Pamiętam euforię po finale. Miałem własną flagę, zrobioną z drewna znalezionego w domu, bodajże bambusowego. Mama uszyła mi trójkolorowy proporzec we włoskich barwach. Po spotkaniu wszyscy wybiegliśmy na ulice, a kierowcy samochodów robili niesamowity hałas swoimi klaksonami - to było niesamowite. Wówczas nie rozumiałem jeszcze, co znaczy być mistrzem świata, ale znałem już wartość wygranej. Tamci piłkarze z miejsca stali się idolami wszystkich Włochów, a na mnie, jako fana Juventusu, triumfatorzy z Turynu [w finałowej drużynie było aż sześciu zawodników "Starej Damy" - w tym Marco Tardelli, Paolo Rossi oraz kapitan, Dino Zoff] mieli ogromny wpływ, Bez dwóch zdań.

W Internecie można znaleźć informację, że zaczynał pan swoją przygodę z futbolem od grania na bramce, ponieważ pańska matka nie chciała, aby doznał pan kontuzji. Czy to prawda? Jak panu szło?
Michael Alexanderson, email.

Tak, to prawda. Mama chciała, żebym cały czas grał na bramce, więc nie miałem okazji porządnie się spocić. Grywaliśmy codziennie, dlatego każdego dnia powtarzała mi; "Dobrze, możesz wyjść na dwór, ale masz stać na bramce, tak żebyś się nie spocił, nie złapał jakiejś choroby i nie zrobił sobie krzywdy". Zawsze odpowiadałem: "Taaaaaak mamo" [Alex naśladuje mimiką ogromny ból, jaki sprawiała mu taka decyzja mamy]. Czasami udawało nam się osiągnąć kompromis. Poza tym, byłem świetnym bramkarzem! Uwielbiałem grać na bramce, ale najlepsze rzeczy, zawsze działy się w momencie, gdy miałem piłkę przy nodze. Często wychodziłem z akcją do przodu i rozgrywałem. Stanie na bramce było dla mnie nudne, natomiast gra ofensywna zawsze leżała w mojej naturze.

Jak wiele znaczyły dla pana lata, które na wczesnym etapie kariery spędził pan w Padovie? Czy wciąż spoglądał pan na ich wyniki, gdy grał już dla Juventusu?
Matthew England poprzez email.

Naturalnie, że śledziłem ich poczynania. Będąc ich fanem, zawsze pierwszą rzeczą, o jaką pytałem, był wynik. Czas, który tam spędziłem, znaczy dla mnie wiele, bo rozwinąłem się tam pod każdym względem. To było pouczające, ale także bardzo trudne, Cieszyłem się każdą chwilą tam spędzoną, lecz nie można zapominać jak bardzo był to dla mnie ważny okres.

Wciąż nie potrafię zrozumieć, jakim cudem udało się panu zdobyć wspaniałą bramkę po uderzeniu wolejem z pierwszej piłki w meczu z Fiorentiną w 1994 roku. Czy znaczyło to coś więcej, ponieważ nie był pan zbyt długo w Juve, a takie akcje pozwalają pokazać umiejętności? Czy to najładniejszy gol, jakiego pan strzelił?
Santiago Mendez Vazquez, Facebook.

Była to bardzo wyjątkowa chwila - wszystko działo się bardzo szybko, trwało dosłownie kilka sekund, a pomogło nam bardzo, gdyż przegrywaliśmy jeszcze 0:2 na dwadzieścia minut przed końcem meczu. Byliśmy na drugim miejscu w tabeli, a Fiorentiną na pierwszym. Moje trafienie z doliczonego czasu gry pozwoliło nam wygrać 3:2, więc ten gol znaczył dla mnie bardzo wiele, ale jeszcze więcej dla drużyny, gdyż uwierzyliśmy, że jesteśmy w stanie wygrać mecz. To był przełomowy moment w walce o mistrzostwo, które Juventus zdobył po raz pierwszy od dziewięciu lat. Wszyscy cieszyliśmy się niesamowicie, zarówno fani i piłkarze, nie mówiąc już o mnie. Byłem młodym graczem i pierwszy raz w życiu zdobyłem tak ważną bramkę. Bezsprzecznie to wciąż najładniejszy gol, jakiego strzeliłem w karierze, Niezbyt często widuje się takie trafienia. Moja bramka należy do tych klasy światowej, bo oprócz spektakularnego i pięknego wykończenia, była także bardzo ważna. Zdobyłem kilka innych, równie ważnych, ale nigdy tak ładnych.

Czy to pan zaoferował się do strzelania rzutu karnego w serii jedenastek podczas finału Ligi Mistrzów z Ąjaxem Amsterdam w 1996 roku? Czy też był pan wcześniej wyznaczony? Dlaczego do piłki nie podszedł wówczas Luca Vialli?!
Gareth Smith poprzez email.

Tak, sam zdecydowałem się wziąć w tym udział. Dlaczego nie Luca Vialli? Odpowiedź jest bardzo prosta - nie był w tym dobry [śmiech]. W swojej karierze nie zdobył on wielu bramek z rzutów karnych. W tym momencie, w tym bardzo delikatnym momencie, nie mam jednak pojęcia, jak został dokonany wybór. Zgłosiłem swoją gotowość i otrzymałem zielone światło. Najskuteczniejsi w naszej drużynie: Vladimir Jugović oraz Gianluca Pessotto trafili. Warto w takim momencie zaufać komuś, nawet jeśli ktoś wcześniej nie wykonywał, "jedenastki", ale jest bardzo, bardzo pewny siebie. Tak więc decyzja została podjęta i pod wpływem piłkarzy, którzy czuli się wówczas najlepiej.

Jak pan uważa, powinien się znaleźć w wyjściowej jedenastce na finał Ligi Mistrzów z Borussią Dortmund w 1997 roku? Czy po wygranej w poprzednim roku, wierzył pan, że uda się zwyciężyć, gdy padł gol na 2:1? Jaka była pańska pierwsza myśl, gdy Lars Ricken zdobył bramkę lobem, w swoim pierwszym kontakcie z piłką po wejściu na boisko?
Giannis Douzgos poprzez Facebooka.

Zacząłem na ławce. Wszedłem w drugiej połowie i zdobyłem ładną bramkę, ale wszystko, co pamiętam z tego finału, to ogromne rozczarowanie i zawód. To normalne emocje, gdy przegrywa się tak ważny mecz. Staliśmy przed wyborną szansą, ale w takich spotkaniach trzeba być perfekcyjnym w każdym elemencie gry. W sytuacjach, gdy o triumfie decyduje jeden mecz wszystko się może zdarzyć. Bramka Rickena zwaliła nas z nóg, gdyż bardzo dobrze zaczęliśmy drugą połowę, a wtedy zdarzyła się ta niesamowita akcja. Było to podręcznikowe wykończenie kontrataku.

Sezon 1997/98 w pańskim wykonaniu był niesamowity: 20 bramek w Serie A oraz korona króla strzelców Ligi Mistrzów. Czy wówczas był pan u szczytu formy, czy też przyszedł on później? Jaki wiek jest pana zdaniem najlepszy dla napastnika?
Tom Smith poprzez email.

Tak, ten okres był naprawdę bardzo udany, dodatkowo pod względem fizycznym czułem się dobrze przez cały rok. Oprócz finału Ligi Mistrzów, kiedy borykałem się z urazem. Mimo wszystko, ten sezon był wspaniały, gdyż zdobyłem wiele bramek i zaliczyłem mnóstwo asyst. To był naprawdę kompletny rok. Najlepszy wiek dla napastnika? To zależy od poziomu dojrzałości danej osoby, nie ma żadnej reguły.

Wciąż czuje się pan zawiedziony lub czuje winny z powodu niewykorzystanych szans w finale EURO 2000, podczas którego pojawił grał pan jako rezerwowy?
Lewis poprzez email.

Miałem dwie dobre okazje - dwa momenty, kiedy powinienem zachować się lepiej. Tak uważam. Cóż, jednak mecz toczył się dalej. Mieliśmy przewagę, aż do momentu, gdy w ostatniej chwili Francja doprowadziła do remisu. Oczywiście, nie jestem z tego powodu zadowolony, ale sześć lat później odkryłem, że tak musiało być. Jeśli przegranie w finale mistrzostw Europy sprawiło, że wygraliśmy mistrzostwa świata, to dla mnie brzmi to dobrze!

W 2001 roku został pan wystawiony do gry przeciwko Bari w Serie A, co miało miejsce mniej niż tydzień po tym, jak zmarł pański ojciec. Jak trudna była to decyzja?
Marco de Luca poprzez email.

Było ciężko, ale zarówno dla mnie, jak i dla mojej mamy oraz brata było to czymś naturalnym. Mam tutaj na myśli fakt, iż mój ojciec chciałby mnie zobaczyć na murawie. Tak też się stało, lecz od tamtego momentu sezon wyglądał już zupełnie inaczej. Moje futbolowe życie również się zmieniło po śmierci taty.

W wywiadzie dla FFT z 2002 roku wspominał pan, że za każdym razem, gdy zdobywał pan bramkę po poważnej kontuzji kolana w 1998 roku, ludzie mówili "Stary Del Piero wrócił". Czy było to irytujące? Jak według pana Fernando Torres poradzi sobie z podobną sytuacją?
Burak Celik poprzez email.

To nie było irytujące. Tak to wszystko po prostu działa. Po kontuzji zawsze trudno jest wrócić do poziomu sprzed urazu. Wtedy mi się udało, lecz za każdym razem gdy zdobywałem gola. słyszałem "O tak, nareszcie! Mamy go z powrotem! Mamy!". A kiedy nie trafiałem pojawiało się: "Och... no tak... racja". Jednak nie, nie było to wkurzające. Kontuzja szybko mnie "opuściła", więc na całe szczęście nie było to jakimś wielkim problemem. Piłkarze zmieniają się i dojrzewają cały czas. W ciągu jednego roku Fernando Torres wygrał Ligę Mistrzów i sięgnął po mistrzostwo świata z Hiszpanią. Nieustannie na nowo definiuje siebie jako piłkarza. Wydaje mi się, że kiedyś zdobywał więcej bramek, ale mniej wygrywał. Teraz wygląda na to, że mniej strzela, a częściej święci triumfy. Nikt nie ma prawa do krytyki, bowiem zawsze można spojrzeć na sytuację z całkiem innej strony.

Co czuł pan w chwili, kiedy Alberto Gilardino wystawił panu piłkę w ostatniej minucie półfinału mistrzostw świata w 2006 roku? Wiadomym było, że jeśli piłka zatrzepoce w siatce, zagracie w finale — towarzyszyło temu zdenerwowanie, iż nie może pan spudłować, czy raczej spokój ducha z pewnością, jak ta akcja się zakończy?
Adam Perkins poprzez Twittera.

Tak chwila, w której piłka wpadła do bramki, oznaczała, że jesteśmy w finale. Strzelane gola w ostatniej minucie półfinału jest niezwykle ważne, to oczywiste. Pozwoliłem działać własnemu instynktowi, a moje umiejętności dały o sobie znać w najlepszy z możliwych sposobów, więc wszystko poszło dobrze. Zawsze jest odrobina strachu, ale wówczas został on stłamszony determinacją i pewnością siebie.

Nawet fani Realu Madryt żegnali pana owacjami na stojąco, gdy opuszczał pan murawę po strzeleniu dwóch goli w meczu przeciwko "Królewskim" w Lidze Mistrzów w listopadzie 2008 roku. Spowodowało to u pana dreszcze na całym ciele?
Mashhood Miah poprzez email.

O tak. To był fantastyczny moment. Kiedy grasz trudne i ważne wyjazdowe spotkanie przed trybunami z tak głośnym dopingiem, które widziały największych mistrzów tego świata, a one żegnają cię owacją na stojąco - tak, jest to największy komplement, jaki może spotkać piłkarza. Zwycięstwo, strzelenie dwóch goli, otrzymanie owacji nie tylko od własnych fanów, ale także od kibiców rywala... To było coś niesamowitego, niezapomnianego.

Ile wiedział pan na początku o aferze Calciopoli? Jaka była reakcja piłkarzy, kiedy została ona ujawniona?
Scott Marsh poprzez email.

Wszyscy rozmawiali o wszystkich i o wszystkim. Tak to właśnie wygląda we Włoszech. To, co wydarzyło się tamtego lata, było sprzeczne z regułą, gdyż w ciągu zaledwie 20 dni wszystko się rozstrzygnęło. Normalnie sprawy trwają we Włoszech wieczność - pięć. sześć, dziesięć lat [śmiech]. Ale wtedy nie działały żadne reguły, sprawdzające się wcześniej. To było tak odrealnione, iż trudno było w to uwierzyć. Nie jest tajemnicą, że tamten rok był dla mnie i dla Juve trudnym okresem [w Serie B], ale poradziliśmy sobie z tym - wygraliśmy ligę, a ja zostałem capocannoniere (królem strzelców). Tak jest ze wszystkim w życiu, Jeśli podchodzisz do czegoś z sercem, wiarą i determinacją, oddając się w całości, zawsze ci się uda.

Przez te wszystkie lata obserwował pan, jak pańscy koledzy z Juventusu opuszczają klub na rzecz innych drużyn - od Realu Madryt [Zinedine Zidane] po Middlesbrough [Fabrizio Ravanelli], Nigdy nie rozważał pan odejścia? Brał pan pod uwagę angielskie kluby? I czy naprawdę odrzucił pan ofertę Liverpoolu ze względu na szacunek wobec kibiców Juventusu, którzy zginęli w tragedii na Heysel?
Liam Shaw poprzez email.

Tak, były momenty w mojej karierze, kiedy zastanawiałem się nad przeprowadzką do Anglii. Ale zazwyczaj były to krótkie chwile zawahania, po których docierało do mnie. że Juventus oferuje mi najlepszą ścieżkę kariery. Tak więc niczego nie żałuję. Należy jednak przyznać, iż angielska liga jest wciąż najlepsza na świecie. Niezależnie, czy grałem przeciwko klubom stamtąd jako gracz Juventusu, czy też spotykałem się z piłkarzami w reprezentacjach, to zawsze było wielkie wydarzenie. Tak więc, kto wie, może gdybym nadal był młody i miał przed sobą wiele lat kariery...? Nie mam pojęcia, na pewno byłoby to miłe. Liverpool? To delikatny temat. Kiedy pojawiła się oferta od nich, byłem już po słowie z Sydney, więc niezbyt mogłem się wycofać. Podjąłem już decyzję i chciałem pozostać fair. Tak więc nie musiałem myśleć o innych aspektach, jak tragedia w Heysel. Niemniej, to co zdarzyło się na Heysel, było straszne i wciąż wielu fanów Juventusu nie może się z tym pogodzić. Moją jedyną nadzieją jest, aby takie coś nigdy więcej się nie powtórzyło, niezależnie czy dotyczy to fanów z Włoch, Anglii, czy jakiekolwiek innego miejsca. Mecz piłkarski powinien być źródłem radości oraz zabawy dla każdego Miejscem, gdzie wspiera się swoją drużynę i wszyscy są zadowoleni.

Zidane, Nedved, Maldini... Miał pan okazję grać z wieloma wybitnymi piłkarzami. Kto był najlepszy u pana boku, a kto najlepszy, z kim musiał się pan zmierzyć?
Alex Pino poprzez email.

[Szuka odpowiednich słów, wypisując niewidzialną listę na stoliku swoim palcem] Wymienienie jednego nazwiska byłoby ryzykowne, gdyż mam za sobą wiele lat kariery, podczas której zmierzyłem się z tak wielką liczbą mistrzów, a u boku jeszcze większej liczby miałem okazję grać - to niemożliwe. Grałem w jednej drużynie z takimi zawodnikami jak: Vialli, Baggio, Nedved, czy Zidane. Każdy z nich w swoim czasie był numerem jeden. Przeciwnicy? Mierzyłem się z Maldinim, ale wcześniej także z Baresim. Grałem przeciwko Cannavaro, Thuramowi - przeciwko graczom, którzy byli najlepsi na swoich pozycjach. Miałem także przyjemność grać u boku Peruzziego i Buffona, bramkarzy będących najlepszymi na świecie w danym okresie. Stawałem na przeciwko van der Sara i wielu, wielu innych golkiperów, znajdujących się u szczytu karier. Tak więc nie chcę wybierać jednego nazwiska. Wolę powiedzieć, że było mnóstwo świetnych piłkarzy, którzy zawiesili poprzeczkę bardzo, bardzo wysoko.

Z pewnością ciężko było rywalizować z Francesco Tottim, ale patrząc wstecz, jest pan sfrustrowany, że nie dostawał więcej szans w reprezentacji Włoch? Czy liczył pan na częstsze występy pod wodzą Marcello Lippiego?
Anderies Brink poprzez email.

Pewnie, że byłoby miło zagrać w większej liczbie spotkań. Wybór menadżera to jednak wybór menadżera. Tak naprawdę, dzieliliśmy sporo wspólnych lat, nie tylko pod wodzą Lippiego, więc interesujące byłoby móc częściej występować razem na boisku. Przecież kiedy to się działo, wychodziło nam to bardzo dobrze.

Jak to się stało, że zaprzyjaźnił się pan z Noelem Gallagherem i czy naprawdę przekonał pan go do ubrania tych samych "szczęśliwych" ubrań na finał mundialu w 2006 roku, które miał na sobie podczas półfinałów? Jaka jest pana ulubiona piosenka zespołu Oasis?
Alex Birkbeck poprzez Twittera.

Mamy tą samą wytwórnię płytową - to znaczy, jest ona jego, ale współpracowałem przy jednej z płyt CD, gdzie znalazła się jedna z jego piosenek. Wybór kompozycji udał się nam bardzo dobrze: szybko otrzymała ona status złotej płyty, a później przyjechali do mnie, aby mi to pokazać. Stało się to nawet głównym artykułem w gazetach. Po wszystkim zostaliśmy w kontakcie i rozmawialiśmy przy każdej okazji. Pojechałem zobaczyć ich koncert w Paryżu, a następnie we Włoszech. Szczęśliwa koszulka to był pomysł Noela. Przed półfinałami dałem mu swój t-shirt jako prezent. Ubrał ją na ten mecz i wygraliśmy, więc założył ją także i na finał, który okazał się również zwycięski. Trudno jest wybrać jedną piosenkę Oasis, mają tyle wspaniałych utworów. Noel bardzo chciał, abym dołączył do Manchesteru City. Dobrze wiem, że jest ich wielkim fanem, więc bardzo często sobie z tego żartujemy.

Dlaczego tak wielu włoskich piłkarzy decyduje się grać tak długo w futbol, często nawet aż do 40. roku życia?
Ben Welch. FourFourTwo Performance.

To bardzo interesujące pytanie, Odpowiem więc tak: to dotyczy chyba wszystkich Włochów, którzy po prostu dbają o swoje ciała. Właściwa postawa, taktyka, odpowiednie ustawianie się, przebiegłość i doświadczenie - jeśli jesteś w stanie poprawić każdy z tych elementów, zostając przy tym sprawnym kondycyjnie, oczywistym jest, że chcesz grać dalej.

Będąc młodszy, nosiłem baki a wszystkiemu jest winien pan. Czy zdawał pan sobie sprawę, iż był w pewnym stopniu światową ikoną mody?
Will Thomas poprzez email.

Tak [śmiech]! Ale ściąłem je już dawno temu, więc mam nadzieję, że ty również! Wtedy to była świetna zabawa. Nie jesteś pewnie jedynym, który paradował po mieście z bakami.

Kiedy i dlaczego zaczął pan celebrować swoje kolejne bramki poprzez wystawienie| języka na wierzch?
Hannah Rodgers poprzez email.

Pomysł zrodził się spontanicznie, podczas decydującego starcia między Interem i Juventusem, kiedy zdobyłem gola z rzutu wolnego w ostatniej minucie [luty 2006 roku - do 86. minuty i stałego fragmentu Del Piero na tablicy widniał wynik 1:1]. Po prostu tak zrobiłem. Nie wiadomo dlaczego, spodobało się wszystkim i obiegło wszystkie gazety. Nie przywiązywałem do tego żadnej wagi, nie było w tym też żadnego przekazu — po prostu chwila wygłupów. I tak już zostało.

Dlaczego Australia? Czy jest to miejsce, nad którym zastanawiał się pan przez kilka ostatnich lat? Jak zaadoptował się pan do życia w Sydney — urządza pan grilla i nosi już słomiany kapelusz?
Alex Young poprzez email.

Nie, wszystko to jest rezultatem bardzo dziwnego lata, kiedy miałem szansę gry w każdym państwie na świecie, w każdej lidze. Ale ostatecznie wybrałem opcję, która najbardziej mi odpowiadała i jestem zadowolony z tej przygody. Obecny sezon zacząłem zdecydowanie lepiej niż poprzedni, z większą dozą skupienia i zamierzam zakończyć ten rok najlepiej, jak tylko się da. Nie noszę jeszcze słomianego kapelusza! Grill? Oczywiście, ale często urządzałem go także wcześniej w Turynie, Niemniej, cudownie jest patrzeć jak ludzie tutaj żyją - to bardzo pozytywne doświadczenie, Polecam każdemu.

Zdaję sobie sprawę, że A-League wciąż się prężnie rozwija, ale musiał to być dla pana spory szok, bowiem wcześniej grał pan przecież w jednej z najlepszych lig świata. Jakiego poziomu się pan spodziewał? I co też było największą różnicą, jaką pan zdołał uchwycić?
Dave Bailey poprzez email.

Doskonale zdawałem sobie sprawę, iż poziom nie będzie taki sam jak w Serie A czy też w Lidze Mistrzów, więc nie byłem jakoś zbytnio zszokowany. Chciałem być częścią większego projektu. Przyszedłem tutaj również dlatego, aby nieco popchnąć rozwój futbolu w tym kraju. Jestem szczęśliwy, mogąc powiedzieć, że w zaledwie rok od mojego przyjścia tutaj nastąpił przełom; obecnie ogląda nas już dwa razy więcej widzów niż wcześniej. Widzowie naszych spotkań stanowią 55 procent całej widowni. To właśnie efekt, o który się starałem. Fakt, iż zaczyna się tak wreszcie dziać, jest dla mnie bardzo satysfakcjonujący.


Autor: Arthur Renard

Makiavel | 25.02.2014 | 16:03:44
Dlatego, że napastnicy we Włoszech muszą mierzyć się z takimi mistrzami jak Baresi, Maldini, Cannavaro, Nesta, Costacurta zawsze byłem zdania, że to najtrudniejsza liga dla napastników (no i jeszcze średni poziom gry bramkarzy jest wg. mnie we Włoszech najwyższy). Co do pytań, takie sobie. Ale zawsze miło poczytać wywiad z Del Piero

krystian_0071 | 25.02.2014 | 20:01:30
czytałem to w gazecie, nic nadzwyczajnego

LimaK | 25.02.2014 | 22:41:50
Forza Alex! ;)

Benzema | 26.02.2014 | 8:46:08
Każdy wywiad z tym Panem to coś, co miło się czyta. Forza Il Capitano!

radzik92 | 26.02.2014 | 11:33:08
nie ma to jak obudzic sie wlaczyc kompa i przeczytac cos o swoim idolu :( FORZA ALEX !

Podpora | 26.02.2014 | 11:48:59
Śnił mi się dziś całą noc, poznałem jego żonę Sonię, co prawda wyglądała troszkę inaczej i obejrzałem dom Państwa Del Piero.
Śmieszne, ale prawdziwe, dziwne, bo nigdy mi się wcześniej nie śnił, że poznaje go osobiście. Marzenie. ;)


zbysioJuve | 26.02.2014 | 20:13:15
Szkoda,że do swojej kolekcji tytułów nie dorzucił zwycięstwa w finale ME w 2000 r.,a było bardzo blisko.Do dziś nie mogę odżałować jak to Włosi mogli przegrać.Prowadzenie 1-0,dodatkowo kilka znakomitych sytuacji i ta wyrównująca bramka Wiltorda z ostatniej minuty.Trudne to było do przełknięcia.Ale i tak grazie Alex za te emocjonujące mecze z twoim udziałem.


Aby móc komentować, musisz być zarejestrowany i zalogowany.
KSIĘGARNIA WYDAWNICTWA SQN JPDROID - JUVEPOLAND NA ANDROIDA

Znaki towarowe JUVENTUS, JUVE i logo Juventusu są własnością Juventus F.C. Spa, Turyn, Włochy.
The trade names and marks JUVENTUS, JUVE and Shield Device are the exclusive property of Juventus F.C. Spa, Turin, Italy.
Copyright (c) 1997-2019 JuvePoland -- Wszelkie prawa zastrzeżone