index index sezon klub historia artykuły forum fanpage typer ksiazki kontakt
mapatop
Strona główna
Forum
Fanpage
Twitter
Archiwum newsów
Ostatnio na forum
Mapa strony
Regulamin

Dodaj do ulubionych
Startuj z JuvePoland


Drużyna
Mercato 2018/19
Piłkarz sezonu

Juventus
Terminarz
Lista strzelców
Lista kartek
Lista asyst

Serie A
Terminarz
Tabela

Liga Mistrzów
Terminarz
13 powodów
I Zlot - Poznań 2003
II Zlot - Poznań 2004
III Zlot - Poznań 2005
Turyn 2002
Rozpad Fighters - powrót Drughi

Nasza pierwsza wyprawa do Turynu miała miejsce 12 kwietnia 2002 roku. W skład dwuosobowej ekipy reprezentacji "JuvePoland" weszli Lidka i Martin. Poniżej przedstawiamy wam kompletną historię naszego pobytu w mieście Starej Damy. Przeczytajcie co nas spotkało w ciągu czterech niezapomnianych dni. Zapraszamy także do oglądania zdjęć. Spróbujcie wczuć się w atmosferę wielkiego święta jakim niewątpliwie był dla nas czas spędzony w Turynie!

DZIEŃ 0 (12.04.2002 - piątek)

Naszym celem był mecz Juventus - Milan, który Lega Calcio zaplanowała na 14 kwietnia 2002 roku. Było to spotkanie 31. kolejki i Juventus razem z Interem i Romą walczyli o Scudetto. Sytuacja w czołówce tabeli Serie A przed meczem przedstawiała się następująco:
1. Inter 62 pkt.
2. Roma 60 pkt.
3. Juventus 59 pkt.
4. Bologna 49 pkt.
5. Milan 48 pkt.
6. Chievo 47 pkt.
Jak widać Juventus urządzało tylko zwycięstwo, a dla Milanu każda strata punktów mogła oznaczać niezakwalifikowanie się do elitarnej Ligi Mistrzów.
Inter podejmował u siebie Brescię (14. miejsce), a Roma grała na Stadio Olimpico z Parmą (13. miejsce). Ponieważ była to końcówka sezonu wszystkie mecze rozgrywane było o godzinie 15:00 tego samego dnia.
Z Warszawy do Turynu wyjechaliśmy o 11:40. Podróż przebiegała bez żadnych przeszkód - oczywiście najgorzej się jechało po drogach polskich. Dopiero około godziny 20:00 przekroczyliśmy granicę Polsko - Czeską. Firma Eurolines, z której usług skorzystaliśmy, zapewniała nam co parę godzin postoje, abyśmy mogli rozprostować kości i odpowiednio się pożywić (ciepły obiadek w jednej z przydrożnych restauracji). Podróż przebiegała bez problemów. Około północy byliśmy już na terenie Austrii.


DZIEŃ 1 (13.04.2002 - sobota)

Rankiem po przebudzeniu naszym oczom ukazały się drogi Włoch! :) Jazda po autostradzie była bardzo nużąca, ale wiedzieliśmy, że jesteśmy już bliżej niż dalej. Autobus zatrzymywał się w kolejnych miastach i powoli pustoszał.
Tuż przed Mediolanem natkęliśmy się na około siedemnastokilometrowy korek. Na szczęście w kierunku, z którego jechaliśmy. Chyba organizacja u nich nie jest najlepsza bo powodem była jedna stłuczka samochodowa.
Martin przed hotelem Pierwsze co zrobiliśmy po wypakowaniu bagaży z autokaru to ustalenie gdzie mniej więcej się znajdujemy. Na szczęście Lidka dysponowała przewodnikiem i po półgodzinnej drodze zlokalizowaliśmy Hotel Canelli na Via S. Dalmazzo który przez kilka dni był naszym domem ;).
Kiedy ochłonęliśmy zmęczeni podróżą udaliśmy się na miasto w poszukiwaniu biletów na mecz. W końcu po to tu przyjechaliśmy! Tylko gdzie je kupić? Postanowliśmy spytać się miejscowych. Niestety za pierwszym razem pudło. Po krótkiej rozmowie ze sprzedawcą w tabakierii (coś na rodzaj naszych kiosków, gdzie można kupić bilety, papierosy etc.) okazuje się że trafiliśmy na fana Torino "Nie wiem gdzie kupić bilety na mecz Juventusu," słyszymy odpowiedź. Żeby w Turynie nie wiedzieć gdzie są bilety na mecz Juve???
Poszliśmy zatem dalej, pilnie śledząc mapę, bez której niechybnie zgubilibyśmy się w krętych i ciasnych uliczkach, w jakich zaczęliśmy naszą przygodę ze Świetym Miejscem, jak niektórzy nazywają miasto rodzinne Juventusu.
W końcu "bingo"! Kolejna włoski kiosk to strzał w dziesiątkę. Naklejka na drzwiach poinformowała nas, że trafiliśmy do oficjalnego punktu sprzedaży biletów na mecze Bianconerich. Bardzo mili sprzedawcy oferują nam bilety na Tribuna Est 3 Livello - cena 45,50 euro (około 160 złotych) - całkiem niezła jak za miejsce z którego mamy zamiar dobrze widzieć całe boisko.
Nasze miejscePo udanych "zakupach" wróciliśmy do hotelu aby trochę się wreszcie odświeżyć. Wieczorem zrobiliśmy pierwszy obchód bo ulicach i uliczkach Turynu. Jesteśmy w szoku... To co się tu dzieje, to dla tutejszych coś normalnego, jednak dla przyjezdnych całkowity szok - przez pierwsze dni musieliśmy się nieźle rozglądać aby przypadkowo nie wpaść pod nadjeżdżające z każdej strony tramwaje, autobusy i samochody. Po czym to one nie jeżdżą - Samochody wyjeżdżają z najmniej odpowiednich miejsc, chodniki to czasami ulice, które nie są w ogóle odznaczone. Dla przykładu wyjście z naszego hotelu było wprost na małą uliczkę po której co rusz śmigały jakieś samochody. Autokary czasami mają wyznaczone osobne miejsca, które miejscami przypominają chodniki. Ktoś naprawdę niezorientowany w tutejszej komunikacji może mieć spore problemy.
Postanawiamy poszukać autobusu lub tramwaju, który zawiózłby nas na Delle Alpi. Niestety przed nami kolejny problem. Nie mamy totalnie pojęcia dlaczego niektóre numery linii są przekreślone, a niektóre nie. Jaka jest między nimi różnica? Jedni mówili, że "bez" jeżdżą w dni normalne, a te "przekreślone" tylko w święta. Inni z kolei mówią, że różnic nie ma żadnych. To po co te przekreślenia? Do końca pobytu nie rozwiążemy tej zagadki.
W końcu zaplanowaliśmy podróż tramwajem numerem 9 lub autobusem numer 72 - jeśli w niedzielę będzie jeździć. ;)


DZIEŃ 2 (14.04.2002 - niedziela - dzień meczu)

Na nogach byliśmy bardzo wcześnie. Pierwsze pytani jakie do nas docierają to jaki będzie mecz. W końcu to wielki Milan. Czy Juventus strzeli choć jedną bramkę? Trochę byłoby smutno wrócić z Delle Alpi nie widząc szalejącego tłumu. Mamy obawy. W końcu nie zagra Nedved, który w ostatnich spotkaniach udowadniał, że jest motorem napędowym Juve.
Dokładnie w południe zawitaliśmy pod stadio Delle Alpi. Robi wrażenie! Mimo, że do meczu jeszcze trzy godziny przed stadionem zgromadziło się pełno fanów Juve. Wokół budki z jedzeniem i z różnego rodzaju gadżetami - zarówno oryginalnymi jak i podróbkami. Mamy pewne obawy czy uda nam się wnieść kamerę video. Okazuje się, że nasze obawy były bezpodstawne.
Lidka na trybunachWchodzimy na Delle Alpi. Powoli, powolutku... Mimo, że na stadionie jeszcze nikogo nie było czujemy tą atmosferę, to podniecenie towarzyszące każdemu fanowi Juve, kiedy wchodzi po raz pierwszy na arenę zmagań Bianconerich. Oto jesteśmy! Pierwsze co widzimy to murawę boiska. Co za wrażenie. Trybune puste, ale dopiero minęła 13:00. Na curvach Black and White Fighters wieszają bannery i flagi. Mimo naszych obaw miejsca mamy dobre. Pierwsze co robimy to oczywiście zdjęcia. Jedno, drugie, trzecie... Stadion z minuty na minutę zapełniał się kibicami żądnymi dobrej gry, a przede wszystkim satysfakcjonującego rezultatu. Na boisku tym czasem wybiegli młodziki Juve. Jedna drużyna w strojach podstawowych, druga w rezerwowych koszulkach Juve. Walka toczy się o jakiś Puchar. Nie wiemy dokładnie jaki ale wiemy na pewno że byliśmy świadkami pierwszej jego edycji. Mimo naporu "rezerw" bramki nie padły. Karne! Przy każdej strzelonej bramce tłum wiwatuje.
Lepsi okazali się juniorzy w koszulkach podstawowego składu. To dla nich prawdziwe przeżycie. Móc podbiec do najwierniejszych kibiców Juve którzy wiwatują na ich cześć. A na stadionie już grubo ponad 30 tysięcy. Tego nie przeżywają nawet piłkarze na naszych ligowych podwórkach!
Wreszcie na murawie zjawili się pierwsi bohaterowie tego widowiska. To milaniści - Abbiati i trener bramkarzy. Po chwili dołączyli do nich pozostali piłkarze z Mediolanu, a gwizdów coraz więcej ;)) Wreszcie są nasi! Oto Bianconeri! Pełna jedenastka, która wybiegnie zmierzyć się o trzy, jakże ważne punkty. Najpierw lekka indywidualna rozgrzewka, po chwili w grupie. Tuż obok nas coraz więcej gwizdów, okrzyków i śpiewów. Nie dziwimy się temu w ogóle bo niedaleko sektor milanistów. Troszkę ich na Delle Alpi się zjawiło. Nie zachowują się najlepiej. Od czasu do czasu leciały race i puste butelki w kierunku fanów zgromadzonych na Curva Nord. Tym czasem na trybunach fanów już około 50 tysięcy. Każdy okrzyk była potęgowana przez echo jakie wytwarza konstrukcja stadionu. Robi wrażenie. Bianconeri tym czasem zebrali się w okręgu i mobilizują się przeciwko AC Milan.
Po chwili wszyscy zgnięli w tunelu by za moment pojawić się w pełnym "rynsztunku". Na tablicy świetlnej pojawiło się nazwisko trenera Milanu skwitowane gwizdami z trybun. Potem szybki skład Rosso-nerich, no a w końcu Stara Dama! Przy każdym nazwisku zdjęcie. No i oczywiście oklaski z trybun.
Wreszcie początek spotkania. Pierwszy gwizdek sędziego Boriello i ruszyli. Doping z trybun, śpiewy z obu "zakrętów"! Na początku lekka przewaga Milanu. Potem jednak przejęliśmy inicjatywę, Milan od czasu do czasu kontrował. Co parę minut odzywał się dzwonek niczym na dworcu kolejowym - to informacja, że podany będzie wynik z innego stadionu. Niestety Roma bez żadnych problemów dawała sobie radę z Parmą, ale za to Inter po 30 minutach przegrywał z Brescią. Kibice byli zainteresowani także wynikiem Chievo - bezpośredniego rywala Milanu w walce o miejsce w Lidze Mistrzów, które niestety po pierwszych 45 minutach nie mogło sobie poradzić z Lecce. Ale nie jest źle. Juventus remisował, a Inter przegrywał.
W drugiej połowie znów napór Juventusu. Nagle radość! Parma strzeliła bramkę. Już tylko 2-1 dla Romy. W chwilę potem Samuel strzelił trzecią bramkę dla Lupy i rozwiał nadzieję Bianconerich. A na Delle Alpi ciągle remis. Czasu coraz mniej i powoli zaczynamy tracić nadzieję na ujrzenie bramki. Pozostała część kibiców też nie wierzy, że zbliżymy się do Interu na więcej niż jeden punkt.
W końcu padła bramka! Stadion oszalał, wrzask nie do wytrzymania! Wszyscy wokół nas eksplodowali. My także. Nie mieliśmy pojęcia jak piłka znalazła się w siatce, kto ją tam skierował, ale to akurat nie miało najmniejszego znaczenia. Juventus prowadził z Milanem 1-0, a my jesteśmy tego świadkami. Radość pięćdziesięciu tysięcy fanów Juve to coś fenomenalnego! Niestety w chwilę potem Interowi udaje się wyrównać. Ale nie jest źle. Inter remisuje, a my prowadzimy. Szkoda jednak, że Roma nie wtopiła. Niestety Brescia, która przez większość czasu prowadziła nie zdołała urwać choćby dwóch punktów Neroazzurim. Czyli na przodzie Status quo. Dla nas jednak najważniejsze było to, że zobaczyliśmy na żywo zwycięstwo Juve!!! Spełniło się nasze marzenie. Czas na realizację kolejnych.
Tłum powoli opuszczał stadion Alpejski.
Autobus JuvePo pstryknięciu ostatnich fotek udaliśmy się do wyjścia gdzie liczyliśmy na ujrzenie piłkarzy opuszczających stadion. Razem z nami inni fanatycy Juve. Przez mniej więcej pół godziny oczekiwania ujrzeliśmy: autobus Milanu, autobus Juve, kilku działaczy (w tym Moggiego), Ferrarę i uciekającego przed kibicami swoim markowym samochodem Del Piero. Tylko dzięki temu, że niektórzy krzyczą nazwiska wiedzieliśmy kto jedzie samochodem. Niestety na zdjęciach i kamerze niewiele uchwyciliśmy :( W końcu opuściliśmy teren Delle Alpi pytając się jeszcze o jakieś sklepy z gadżetami Juve. Otrzymaliśmy parę adresów, ale już po godzinie zorientowaliśmy się że były niewiele warte. Błądząc po mieście pytaliśmy się o sklepy gdzie można kupić coś z logo Juve, niestety nikt nic nie wiedział. Zrozpaczeni i zdegustowani wróciliśmy do hotelu.
Trochę doskwierał nam głód, więc zaczęliśmy poszukiwać czegoś do jedzenia. W końcu to Włochy i życie towarzyskie powinno trwać całą dobę. Niedaleko naszego hotelu zlokalizowaliśmy bar z dobrą pizzą - zamówiliśmy dwie, a wracając do domu znaleźliśmy jeszcze kawiarenkę internetową, z której następnego dnia chcieliśmy skontaktować się z Polską.


DZIEŃ 3 (15.04.20022 - poniedziałek)

Z samego rana, byliśmy jeszcze w łóżkach (tak, tak - ku waszemu rozczarowaniu spaliśmy w dwóch osobnych łóżkach ;P ) przeżywaliśmy dzień poprzedni. W końcu przespaliśmy się z tymi emocjami i teraz już mogliśmy porozmawiać o tym na spokojnie. Okazało się jednak, że nie wynik a udział był najważniejszy w tym widowisku. Coś co każdy fan Juve powinien zrobić.
W końcu, około południa, wyszliśmy do wcześniej upatrzonej kawiarenki. Niestety była zamknięta , więc udaliśmy się na Piazza San Carlo, gdzie niedaleko (na Via Lagrange ) jest ponoć sklepik z artykułami Juve. Ale na "ponoć" się skończyło. Poszukaliśmy więc jakiegoś miejsca, gdzie mogliśmy coś przekąsić. Tym razem dopisało nam szczęście i zajadając się w przytulnej kafeterii czytamy, a raczej próbujemy, "La Gazzetta Dello Sport". Sprawdziliśmy układ w tabeli, pozostałe wyniki... Próbowaliśmy się także domyślić się pierwszych komentarzy i wypowiedzi piłkarzy, trenererów i działaczy. Niewątpliwie przydała się dobra znajomość włoskiego Lidki.
Po dwudziestu minutach idziemy dalej, z wielką nadzieją szukamy sklepiku na Via Lagrange. Niestety niczego nie znaleźliśmy :( Postanowiliśmy wrócić do hotelu i pomyśleć co dalej.
Lidka przed siedzibą JuveMusieliśmy obowiązkowo coś znaleźć po powrót z Turynu tylko z wrażeniami to zdecydowanie za mało.
W końcu trafiliśmy na Corso Galileo Ferraris, gdzie od niedawna znajduje się siedziba Juventusu Turyn. Niestety strażnicy od razu pozbawili nas złudzeń. Nie mieliśmy szans tam wejść, zresztą nie było po co bo i tak w budynku znajdują się same biura. Zrobiliśmy sobie kilka zdjęć. Dwaj panowie byli na tyle mili, że obdarowali nas oryginalnymi plakatami Juve z sezonu 2001/02. Byliśmy wniebowzięciu. W końcu mieliśmy coś z Juve. Jakieś ukoronowanie naszych poszukiwań ;)
Poszliśmy dalej. Strażnicy dali nam "cynka" ;), że na Corso Dante 64 znajduje się Centro Club - oficjalny fanclub Juve. I tak jak można było się spodziewać, można tam nabyć tylko bilety. O gadżetach nie ma mowy. Ale miła pani obdarzyła nas kolejnymi adresami. Mamy czas, dużo czasu - zatem poszliśmy szukać. Wróciliśmy tą samą drogą którą przybyliśmy, po drodze znaleźliśmy kawiarenkę internetową i oczywiście nie odmówliśmy sobie wizyty w niej.
Ku naszemu zaskoczeniu kawiarenkę obsługiwała 50-letnia kobieta! Ku naszemu zaskoczeniu, kiedy na pierwszym stanowisku zapomniała włączyć monitor poprosiła nas o przeniesienie się na stanowisko obok, bo "komputer coś nie działa". W końcu po 20 minutach walki udało jej się włączyć "dobry komputer". Siedzieliśmy z godzinkę, podczas której wysłaliśmy e-maila na listę mailingową JuvePoland. Trochę poczatowaliśmy, i daliśmy znać naszym bliskim, że z nami OK.
Tuż przed powrotem do centrum (tym razem postanowiliśmy zabrać się tramwajem) zawitaliśmy do sklepiku z produktami Lotto na Corso Dante 2. Nadal nie było to to, czego z takim wysiłkiem szukaliśmy, ale podejrzewając, że w następnych punktach nie będzie lepiej Lidka kupiła sobie plecak z logo Juve.
Dotarliśmy na Via Massari, pełni nadziei bo w "Hurra' Juventus" wyczytaliśmy, że ponoć tutaj znajduje się sklep z produktami oficjalnym Juve. Zamiast tego znaleźliśmy hipermarket z produktami biurowymi. Jednak obok znajduje się jakiś magazyn. Po chwili dostaliśmy się do sekretariatu. Gdzie nie spojrzeć wszystko z Juve. Kubki, kosze, prasa, szaliki, plakaty - jest dobrze! Zadowoleni przedstawiliśmy naszą sytuację poszukiwaczy oficjalnych produktów Juve. Niestety pani sekretarka była nieugięta. "Musicie zamówić z katalogu to wam prześlemy...". Wrrrrrrr! Lidka poprosiła chociaż o sprzedaż kubka. W końcu magazyn jest zaraz obok! Nic z tego. Wychodzimy z pustymi rękoma :(((
W końcu około godziny 18:00 zajrzeliśmy pod ostatni adres - Via Statutto 30. Jest to mały sklepik z różnymi gadżetami Juve, Interu i Torino. Sprzedawca poprosił abyśmy przyszli jutro bo dzisiaj już zamknięte.
Zmęczeni, w końcu przemaszerowaliśmy wzdłuż całego Turynu, wróciliśmy do domu. Po drodze weszliśmy na włoską pizzę. Jest całkiem, całkiem :) Wieczorem zaczęliśmy analizować sytuację w jakiej się znaleźliśmy. Być w sercu Turynu i mieć takie ogromne kłopoty z kupnem głupiego kubka. Skandal!!!
Około godziny 20:00 postanawiliśmy spróbować włoskiego piwa. Kupuliśmy parę sztuk i popijając złocisty napój rozmawialiśmy o Juve gdzieś do godziny 1 w nocy. Dopiero po trzeciej wizycie sąsiadów, którzy przez nasze rozmowy nie mogli zasnąć postanowiliśmy się uciszyć i położyć spać :P


DZIEŃ 4 (16.04.2002 - wtorek)

Dzień pełen wrażeń! Tego się chyba nie spodziewaliśmy nawet w najpiękniejszych snach. Na nogach byliśmy bardzo wcześnie, bo już około 7:30.
Postanowiliśmy się wybrać na Stadio Comunale obejrzeć trening Juventusu. Nie byliśmy do końca pewni czy trafimy na piłkarzy, ale z tego co śledziliśmy parę tygodni wcześniej na stronie oficjalnej to jakoś o tej porze powinien był odbyć się pierwszy tego dnia rozruch piłkarzy. Jeśli nic nie będzie zaciągniemy informacji i pomyślimy co dalej?
W drodze na stadion zawitaliśmy jeszcze na dworzec kolejowy, aby się trochę dofinansować ;) Ku naszemu zaskoczeniu trafiliśmy na sklepik w którym jeden regał był całkowicie poświęcony Juventusowi i Interowi. Czego tam nie było? Zegarki, budziki, portfele, proporczyli, szaliki, parasole i to wszystko z logo Juve i Interu. Szkoda, że wcześniej na ten punkt nie trafiliśmy. Martin zakupił kubek, a Lidka kubek z Juve i proporczyk z Interem (dla siostry). Zabawnie w związku z tym było przy kasie jak sprzedawca zobaczył koszyk Lidki. Jego oczy wyrażały jedno: "Jak to??? Produkt Juve i Interu w jednym koszyku??? Co to ma znaczyć??? Przecież to niepojęte!!!"
Trochę to nas rozbawiło, a Lidka nie poczuła się do obowiązku tłumaczenia Włochowi, że proporczyk powędruje do wielkiej fanki Interu.
Około 10:30 dotarliśmy na Stadio Comunale. Niestety na stadionie zastaliśmy... pustki :( Trochę pochodziliśmy po zdewastowanym stadionie. Pstrykając fotki zauważyliśmy dwóch facetów kręcących się po murawie i poprawiających linie autowe. Czyżby coś się szykowało? Może mały sparing piłkarzy Juve?
Klubik fana-seniora JuveOpuszczając teren byłego stadionu Juve trafiliśmy na grupkę starszych fanów Juve. Wszyscy w okolicach 50, 60 a nawet 70 lat. Panowie owi zgromadzeni byli wokół niewielkiej budki, w której prowadzili swój klubik fana-seniora Juve. :)
Ku naszemu zaskoczeniu zostaliśmy zaproszeni do środka i oczom naszym ukazał się niesamowity widok! Wszystkie ściany poozdabiane zdjęciami, bannerami Juve. Na półkach jakieś puchary. W ramkach zdjęcia starych i nowych piłkarzy, działaczy, trenerów Juve!!! Poczuliśmy się jak w raju!
Uzyskaliśmy informację, że trenig zaplanowany jest na godzinę 15:00. Niestety podstawowi piłkarze wybrali się na mecze eliminacyjne i towarzyskie. Co za pech!
Lidka ze swoją znajomością włoskiego nawiązałą kontakt z miłym panem o imieniu Marcello - "Il Piccolo Marcello" czyli "Mały Marcello" jak siebie sam nazywa. A wielki? "Il Grande Marcello" to oczywiście sam Marcello Lippi ;) !
Kiedy fani-seniorzy Juve dowiedzieli się, że pochodzimy z Polski bardzo się ucieszyli. Od razu zaczęli wspominać Zibiego Bońka. Nawet pojawił się Romero - były piłkarz Juve. Chyba jakoś mało znany, bo wogole go nie skojarzyliśmy. Lidka tym czasem cały czas rozmawiała z Marcello na różne tematy. W sumie spędziliśmy tam prawie godzinę. Martin z małą znajomością włoskiego starał się dogadać po angielsku, niestety z marnym skutkiem. Na zakończenie otrzymaliśmy kolejne plakaty z drużyną Juve na sezon 2001/02. Zadowoleni udaliśmy się w kierunku Via Tesso 30, obiecując fanom-seniorom na zakończenie, że oczywiście zjawimy się na treningu.
Około 14:00 znaleźliśmy się na Via Tesso i zakupiliśmy parę drobnych pamiątek z Juve. Po "udanych" zakupach wróciliśmy na Delle Alpi.
Kibice już byli zgromadzeni w oczekiwaniu treningu Juve. Przyszykowaliśm się do zdjęć i nakręcania kolejnego materiału video. W końcu piłkarze pojawili się na boisku. Najpierw zjawili się Salas z Zenonim. Potem następni, których nie mogliśmy rozpoznać. Skład Juve był mocno przetrzebiony i aby trening miał sens Lippi pozwolił trenować paru piłkarzom z rezerw. Piłkarze rozpoczęli od paru przebieżek wokół boiska.
Nagle za naszymi plecami ktoś zawołał: "Lidka! Lidka!". Zanim się obejrzeliśmy spojrzeliśmy zagadkowo na siebie... Kto to jest? Kto woła Lidkę i to po imieniu w takiej odległości od Polski?? To było dla nas całkowite zaskoczenie! Tysięce myśli przebiegło nam przez głowę. W końcu postanowiliśmy się odwrócić i dowiedzieć się któż to woła Lidkę? Ku naszem kolejnemu zaskoczeniu był to "Il Piccolo Marcello" :))))
Kiedy nasze spojrzenia się spotkały :P zawołał nas i zapytał Lidki po włoski: "Chcecie obejrzeć trening Juve z bliska?" Hmmm... Odpowiedź mogła być tylko jedna.
Ruszyliśmy za nim. Obeszliśmy Comunale i doszliśmy do bramy przy której stało dwóch potężnych ochroniarzy. Drobny Marcello machnął tylko ręką i brama się otworzyłą :))) Dotarliśmy na zaplecze Stadionu Comunalnego. To tutaj piłkarze parkują swoje samochody, tutaj przeprowadza się wywiady po treningach. Poczuliśmy się ekstra! W końcu weszliśmy na trybuny skąd piłarzy było widać jak na dłoni. Czuliśmy się jak w niebie!
Lidka usiadła z Marcello i zaczęli dyskutować po włosku o piłce, o Juve. Dowiedzieliśmy się paru ciekawych rzeczy z życia wewnętrzego Juventusu. Między innymi, że duże zainsteresowanie wśród piłkarzy Juve wzbudza córka Lippiego. No i parę innych ciekawostek, których nie wyczytamy nigdzie w gazetach. Martin tym czasem filmował trening. Conte i Tudor trenowali indywidualnie więc ich było widać najlepiej. Conte nawet raz spojrzał w naszą stronę, ale nam nie pomachał :(
Około 16:20 piłkarze zaczęli powoli zchodzić do szatni, a my razem z Marcello opuściliśmy zdezelowane trybuny Stadio Comunale.
Ku naszemu zaskoczeniu to nie koniec atrakcji. Marcello poprosił nas, żebyśmy poczekali bo piłkarze za chwilę będą wychodzić z szatni.
Pierwszy pojawia się Zalayeta. Lidka zrobiła Martinowi zdjęcie z napastnikiem Juve. Następnie naszym oczom ukazał się Rampulla, który przez pewien czas rozmawiał z jakimś gościem od reklamy. A potem prawdziwy szok! Wyszedł sam Marcello Lippi! Martin musiał przytrzymać się barierki stojącej nieopodal, ponieważ jego nogi trochę zmiękły. "Piccolo Marcello" zawołał "Grande Marcello" i wyjaśnił, że jesteśmy fanami Juve z Polski. Lippi był bardzo uprzejmy. Dał nam autografy i z uśmiechem stanął do wspólnego zdjęcia.
Piccolo MarcelloW oczekiwaniu na Rampullę, reporter z włoskiej gazety zrobił nam zdjęcie z Marcello. Następny w kolejce był Rampulla, który parę tygodni później skończył karierę.
W oczekiwaniu na kolejnych piłkarzy rozmawiamy z Marcello i dziennikarzem, który ku uciesze Martina rozumie po angielsku :) W końcu wychodzą kolejni piłkarze - Tudor, Salas, Pericard, Rigoni, Amoruso!!! Dopiero teraz żałujemy, że Antonio Conte zakończył trening wcześniej... Zdjęcie z Conte! To by było coś! Ale i tak jesteśmy w siódmym niebie. W końcu udało nam się zobaczyć na żywo Lippiego, Tudora. Już nawet nie myślimy co by się działo gdyby tego dnia był cały skład Juve. Alex, Trezegol, Thuram, Davids. Ohhhhhh!
Pełni wrażeń opuściliśmy teren stadionu komunalnego i powróciliśmy do hotelu. Dopiero za parę dni ochłoniemy z tego co nas spotkało.
Wieczorem jeszcze pospacerowaliśmy po ulicach Turynu. Pstryknęliśmy ostatnie fotki i zaczęliśmy w hotelu szykować się do wyjazdu.
Wieczorem Martin wybrał się jeszcze pofilmować zabytki miasta w nocnym świetle. Rewelacja. Spać położyliśmy się wcześnie - w końcu jutro czeka nas ciężki powrót do domu!


DZIEŃ 5 (17.04.2002 - dzień wyjazdu)

Ostatni dzień spędziliśmy na dopakowaniu się w nasze plecaki. Lidka sporządziła jakieś kanapki na drogę powrotną. Około 10:00 wymeldowaliśmy się z hotelu i popędziliśmy na pieszo na dworzec autobusowy. Trochę się na miejscu zaczęliśmy denerwować bo autobus zdziebko się spóźniał. W końcu jednak podjechał pod wyznaczone stanowisko i ruszyliśmy w drogę powrotną do Polski.
Niewątpliwie wycieczka do Turynu się udała. Spotkało nas parę rozczarować, ale rzeczy które nas zaskoczyły całkowicie to wynagrodziły. Czy kiedykolwiek wrócimy do Turynu? Z pewnością i mamy nadzieję, że teraz w większym gronie!


Autor: Martin i Lidka (na podstawie doświadczeń własnych)

KSIĘGARNIA WYDAWNICTWA SQN JPDROID - JUVEPOLAND NA ANDROIDA

Znaki towarowe JUVENTUS, JUVE i logo Juventusu są własnością Juventus F.C. Spa, Turyn, Włochy.
The trade names and marks JUVENTUS, JUVE and Shield Device are the exclusive property of Juventus F.C. Spa, Turin, Italy.
Copyright (c) 1997-2019 JuvePoland -- Wszelkie prawa zastrzeżone