index index sezon klub historia artykuły forum fanpage typer ksiazki kontakt
mapatop
Strona główna
Forum
Fanpage
Twitter
Archiwum newsów
Ostatnio na forum
Mapa strony
Regulamin

Dodaj do ulubionych
Startuj z JuvePoland


Drużyna
Mercato 2018/19
Piłkarz sezonu

Juventus
Terminarz
Lista strzelców
Lista kartek
Lista asyst

Serie A
Terminarz
Tabela

Liga Mistrzów
Terminarz
Prasa polska
Prasa zagraniczna
Internet
Felietony
Wywiady
Biografie
Primavera
2.06.2016 11:10:40 | komentarzy: 3 | czytano: 4517 razy

Podsumowanie sezonu 2015/2016 w Serie A: Szarówka

Piłka Nożna

Za plecami Juventusu i Gonzalo Higuaina straszyła ciemność, w najlepszym razie szarość pozostałej ligowej masy.

Od Mediolanu przez Rzym aż do Neapolu kibice nie chcą tego słuchać, dlatego trenerzy Interu, Milanu, Romy i Napoli dopiero w akcie desperackiej samoobrony o tym mówią, że Juventus to inna kategoria.

11 - tyle punktów do lidera po 10 kolejce tracił Juventus.

WSZYSTKO PRÓCZ KRÓLA

Inna, czyli na każdym poziomie nieosiągalna dla reszty. W ostatnich latach przepaść powstała ogromna. Ciągle rośnie i nie wydaje się, żeby szybko została zasypana. To tak, jakby w Turynie już przymierzali się do lotu na Marsa, a w tym samym czasie gdzie indziej robili sensację z pierwszej podróży samolotem.

Pięciolatka Starej Damy wygląda imponująco. W każdym triumfalnym sezonie było coś, co pozostawiło trwały ślad w statystykach i pamięci: po pierwsze - 38 kolejek bez porażki, po drugie - prowadzenie od startu do mety, po trzecie - komplet zwycięstw na własnym stadionie i przekroczenie granicy stu punktów, po czwarte - pieczęć na tytule już na cztery kolejki przed finiszem i po piąte - ostateczne zwycięstwo, mimo dwóch początkowych porażek.

Na te lata chwały złożył się trud 2 trenerów i 59 zawodników. Od Gianluigiego Buffona do Andrei Favillego. Najwięcej meczów rozegrał Buffon - 168, goli strzelił Carlos Tevez - 39, asyst zaliczył Andrea Pirlo - 31, celnych strzałów oddał i fauli popełnił Paul Pogba - odpowiednio 110 i 304. Nie było tylko jednego: króla strzelców.

25 - w tylu meczach tego sezonu strzelał gole Gonzalo Higuain. W sumie grał 35 razy.

Nawet gwiazdy Juve daleko w tyle zostawił teraz Higuain. Prawdopodobnie jedyny piłkarz z całej ligi, który byłby wielkim wzmocnieniem Starej Damy i który - przy całym szacunku dla tego, co zrobił Mario Mandżukić i co może zrobić, jeśli dojdzie do transferu, Edinson Cavani - stworzyłby z Paulo Dybalą gwiezdny atak. Argentyńczyk pociągnął Napoli do wicemistrzostwa. Wysoko, ale pozostał niedosyt. Chciał być jak Diego Maradona i u stóp Wezuwiusza złożyć Juventus i scudetto w ofierze. Okazało się jednak, że łatwiej mu było zmierzyć się z na pozór nieśmiertelnym dziełem Gunnara Nordahla niż wielkością Boskiego Diego.

W Rzymie poza ludzkie ramy już dawno wyrósł Francesco Totti. Widok ryczącego jak bóbr kibica Romy po dwóch golach prawie czterdziestolatka przeciw Torino przyćmił wszystkie inne obrazy, podobnie jak ryk trybun Stadio Olimpico: "c'e solo un capitano" zagłuszył niemiły tumult po odejściu Rudiego Garcii. Kolejne zmartwychwstanie Tottiego było nieoczekiwanie owocem wojenki z Luciano Spallettim, który wystawił Rzym na ciężką próbę i kazał wybierać między bezwarunkową miłością do idola a szacunkiem do trenera, który tchnął w drużynę bojowego ducha.

Tego nie udało się zrobić Sinisy Mihajloviciowi w Milanie, który utknął na mieliźnie. Serb nie potrafił wyjść z pułapki, którą, zastawił na niego Silvio Berlusconi. Miał walczyć o to, o co zawsze Milan walczy, ale z ludźmi i w atmosferze o lata świetlne odległymi od złotego okresu. Wycięty i wklejony pasowałby tam tylko Gianluigi Donnarumma, wymyślony przez Mihajlovicia chyba bardziej na przekór wszystkim niż z autentycznej potrzeby i przekonania. Ale był to strzał w dziesiątkę. Chyba jedyne wielkie odkrycie tego sezonu. Wśród Włochów na pewno.

Gdyby pominąć Juventus oraz Higuaina, to naprawdę niewiele ciekawych indywidualności dostarczyły minione rozgrywki. Zastanawiające jest to, co stało się z tymi, którzy w nieco dalszej i tej bliższej przeszłości zdradzili ogromny potencjał i mieli rychło stanowić o sile oraz atrakcyjności swych drużyn i całej ligi. W tym temacie również najszerzej otwierają się drzwi do szatni Milanu, a w niej rozczarowań do wyboru, do koloru. Mario Balotellego, Jeremy'ego Meneza, Mattię De Sciglio i Andreę Bertolacciego własne słabości oraz inne zawirowania zupełnie rozłożyły na łopatki. Z kandydata na gwiazdę europejskiego formatu, porównywanego nieśmiało do CR7, zmalał w ekspresowym tempie do skromnych lokalnych rozmiarów Felipe Anderson z Lazio. W szybkim bolidzie jego klubowego kolegi Balde Keity ktoś zamontował i zaciągnął hamulec ręczny. Z kolejnego zakrętu nie umiał wyjść na prostą Kolumbijczyk Luis Muriel z Sampdorii, talent niby z papierami na drugiego Ronaldo (ale tego z Brazylii). Na razie dorównuje mu tylko w skłonności do tycia.

Światełka w tunelu rozpalili zawodnicy Sassuolo - już nie tylko Domenico Berardi, ale Nicola Sansone, Francesco Acerbi czy Matteo Politano - którym ogień podawał trener Eusebio di Francesco. Jego trenerski szlak znaczą dwie symptomatyczne daty: 22 września 2013 roku i klęska u siebie z Interem 0:7 oraz 15 maja 2016 roku i zwycięstwo nad Interem 3:1, które po zdobyciu przez Juventus Pucharu Włoch wprowadziło drużynę Sassuolo do Europy. Co prawda był moment dwa sezony temu, kiedy prezydent klubu stracił zaufanie do Di Francesco (na pięć kolejek zastąpił go Aiberto Malesani), ale szybko się zreflektował i dlatego dziś Sassuolo zbliżyło się do elity - inna sprawa, że ta elita wyjątkowo sprzeciętniała. Co więcej postęp szedł w parze z italianizacją drużyny, w której prym wiedli Włosi, a zdarzało się w tym i poprzednim sezonie, że stanowili jej całość.

Niewymieniona z nazwy cała reszta, momentów kompletnie nijakich miała zdecydowanie więcej niż meczów udanych i niespodziewanych zwycięstw. Ale najlepiej na sezon 2015/2016 spojrzeć przez pryzmat jedenastu dat.

GOL Z KOMPUTERA

4 października 2015 roku. Fiorentina pokonała Atalantę i samodzielnie rozsiadła się na fotelu lidera. Zrzuciła Inter, któremu szybko ustąpiła miejsca. A później? Jeszcze nigdy nie panowała na samej górze taka różnorodność - w sumie pięciu przodowników pracy. Roma i Napoli też miały dni, a nawet tygodnie chwały, ale wszystkich i tak pogodził Juventus.

28 października 2015 roku. 10 kolejka i 4 porażka Juventusu. O przebiegu meczu z Sassuolo mało kto pamiętał, ale wszyscy wiedzieli, jakie słowa i przez kogo zostały wypowiedziane w szatni przegranych. Tamtego dnia Buffon postawił na baczność kolegów, którzy w tej pozycji wytrzymali właściwie do końca sezonu, bo z 28 meczów wygrali 26. Spocznij zrobili tylko w Bolonii, gdzie bezbramkowo zremisowali i na stadionie Hellas w Weronie, na osłodę degradacji pozwolili rywalom na wygraną.

6 stycznia 2016. 86 minuta meczu Chievo - Roma. Do tego czasu już wydarzyło się tyle, że można było obdzielić ze dwa mecze. Goście prowadzili 2:0, choć dali się dogonić, to wrzucili jeszcze trzeciego gola i ustawili mur przed rzutem wolnym w wykonaniu Simone Pepe. Skrzydłowy Chievo strzelił tak jak potrafi, nad głowami zawodników Romy. Po czym wywołał duże zamieszanie między słupkiem, linią bramkową i Wojciechem Szczęsnym. Na boisku spokój broniących wynikający z zażegnania niebezpieczeństwa w okamgnieniu zamienił się w zegarku sędziego Massimiliano Irratiego w szczęście gospodarzy. Arbitrowi technologia goal-line podpowiedziała rozwiązanie. W ten sposób padł pierwszy w Serie A gol z komputera.

10 stycznia 2016 roku. Napoli zmiotło Frosinone, skorzystało z potknięcia Interu i zostało mistrzem półmetka. Jak w sezonie 1989/1990.

20 marca 2016 roku. Andrea Belotti w derbach Turynu stanął do pojedynku z Buffonem. Dzieliło ich tylko jedenaście metrów, więc napastnik Torino czuł się bardzo pewnie i dopiął swego. Po dwóch miesiącach, ponad 16 godzinach i 974 minutach bramkarz Juventusu został pokonany. W międzyczasie pobił 22-letni rekord należący do Sebastiano Rossiego.

12 kwietnia 2016. Berlusconi powiedział basta. Jego złość na Mihajlovicia została ubrana przez klubowy dział PR-u w piękne i eleganckie słowa, co nie przeszkodziło szefowi głosić, że nigdy nie widział gorzej grającego Milanu. Nie wiedział jeszcze, co zgotuje mu Christian Brocchi. Już wtedy szykował się drugi z rzędu sezon Milanu bez pucharów.

17 kwietnia 2016. Nawet jakby Palermo przyjechało na stadion Juventusu z Jose Mourinho i Pepe Guardiolą w parze, modliłoby się o jak najniższy wymiar kary, a co dopiero z Davide Ballardinim. Jednak osoba tego trenera miała znaczenie. Z nim Palermo wyszło na ostatnią prostą w sezonie, a wcześniej na wielu zakrętach wypadali z trasy (i wracali do wyścigu): Iachini-Ballardini-Viviani-Bosi-Tedesco-Bosi-Iachini-Novellino-Bailardini, a jeszcze gdzieś między nimi pojawił się Argentyńczyk Schelottto, który po dwóch tygodniach sam zrezygnował - oficjalnie z powodu braku licencji. Osiem zmian, niechlubny rekord. Lepiej nie brać przykładu.

23 kwietnia 2016. Tym razem sędzia koncentrował na sobie uwagę na początku, a nie na końcu meczu. Domenico Celi wyprowadził na San Siro drużyny Interu i Udinese i był jedynym Włochem na boisku. Poza nim 22 cudzoziemców, reprezentujących 14 narodowości. Po raz pierwszy w historii, rzecz jasna. By znaleźć ostatni mecz Made in Italy, trzeba cofnąć się do 30 marca 2008 roku i rywalizacji Empoli z Sampdorią.

2 maja 2016. The king of Rome is not dead. Zdanie wygłoszone już parę lat wcześniej przez brytyjskiego komentatora znów pasowało jak ulał. Francesco Totti na Genoę wyszedł przy stanie 1:2. Wyrównał z rzutu wolnego, a natchniona Roma wygrała 3:2. Przez trzy tygodnie wziął udział w 5 meczach, co zabrało mu 101 minut, ulokował 4 gole i poprawił jedną asystą. Z nim na ławce Roma pracowała na 1 punkt, z nim i dzięki niemu na boisku wywalczyła ich 11.

8 maja 2016. Dwa rzuty karne i zero goli. Jerry Uche Mbakogu podpisał wyrok na Carpi, które podobnie jak Frosinone trzymało się dzielnie wbrew wszystkim życzliwym prognozującym beniaminkom spadek już w połowie sezonu.

14 maja 2016. W 1950 roku Gunnar Nordahl w ostatniej kolejce trafił dla Milanu dwa razy i wjechał z królewskim tronem na niebotyczny poziom 35 goli. 66 lat później Higuain musiał zakończyć sezon z podobnym przytupem, by dorównać szwedzkiemu mistrzowi. Zrobił więcej i poprawił rekord. W dniu indywidualnej chwały mieli po 28 lat, ale zespołowo obaj musieli uznać wyższość Juventusu.

23 gole w całym sezonie strzelił Paulo Dybala dla Juventusu. O dwa więcej niż Carlos Tevez w swoim pierwszym sezonie.


Autor: Tomasz Lipiński
Źródło: Piłka Nożna 21/2016

Maly | 2.06.2016 | 15:10:03
"po ponad 16 godzinach i 974 minutach bramkarz Juventusu został pokonany" - coś za dużo chyba :) ale rozumiem, że kopiowane z oryginału

23 kwietnia 2016. - ciekawe


Leon | 3.06.2016 | 16:50:16
"Gdyby pominąć Juventus oraz Higuaina, to naprawdę niewiele ciekawych indywidualności dostarczyły minione rozgrywki" dobrze Pan Tomasz gada,liga NĘDZARNIA!!! NIE MAMY KONKURENCJI i to nie jest dobrze, bo później wychodzą problemy w Europie gdzie jest Milan,Inter,Roma,Napoli,Lazio,Fiorentina? kiedy znowu dożyję czasów kiedy Serie A była potęgą w Europie.

Forza Juve | 4.06.2016 | 18:33:19
@Maly
To chodziło raczej o to, że 974 minuty to ponad 16 godzin:)



Aby móc komentować, musisz być zarejestrowany i zalogowany.
KSIĘGARNIA WYDAWNICTWA SQN JPDROID - JUVEPOLAND NA ANDROIDA

Znaki towarowe JUVENTUS, JUVE i logo Juventusu są własnością Juventus F.C. Spa, Turyn, Włochy.
The trade names and marks JUVENTUS, JUVE and Shield Device are the exclusive property of Juventus F.C. Spa, Turin, Italy.
Copyright (c) 1997-2019 JuvePoland -- Wszelkie prawa zastrzeżone