index index sezon klub historia artykuły forum fanpage typer ksiazki kontakt
mapatop
Strona główna
Forum
Fanpage
Twitter
Archiwum newsów
Ostatnio na forum
Mapa strony
Regulamin

Dodaj do ulubionych
Startuj z JuvePoland


Drużyna
Mercato 2018/19
Piłkarz sezonu

Juventus
Terminarz
Lista strzelców
Lista kartek
Lista asyst

Serie A
Terminarz
Tabela

Liga Mistrzów
Terminarz
Prasa polska
Prasa zagraniczna
Internet
Felietony
Wywiady
Biografie
Primavera
30.11.2016 11:42:28 | komentarzy: 4 | czytano: 3150 razy

Omnibus

Piłka Nożna

Prawdopodobnie najlepszy obrońca na świecie? Prawdopodobnie. Ci, którzy do takiego tytułu mianują Leonardo Bonucciego znajdą mnóstwo argumentów. Właściwie w każdym meczu.

Teraźniejszość mówi sama za siebie. Jest nie do zastąpienia w Juventusie i w reprezentacji Włoch. Najbliższy doskonałości. Twardy i odważny, inteligentny i odpowiedzialny, precyzyjny w podaniach jak z Belgią na Euro 2016 i zaskakujący w strzałach jak niedawno w Sewilli. W sile wieku. Wart każdych pieniędzy, a co dopiero 60 milionów euro, których latem Juventus nie przyjął od Manchesteru City.

15,5 miliona euro zapłacił za niego Juventus w 2010 roku. 60 milionów latem tego roku oferował za niego Manchester City

TEN DRUGI

A przeszłość? Na pewno nie była dla niego jednoznaczna. Wróćmy do sezonu 2010/2011, kiedy powstawały fundamenty pod turyński drapacz chmur. Dopiero co na plac budowy wszedł Andrea Agnelli, który dobrał sobie do pomocy konstruktorów wizjonerów Giuseppe Marottę i Fabio Paraticiego, a oni cegiełka po cegiełce zaczęli stawiać piętra.

W pierwszym roku pracy zainwestowali w Luigiego del Neriego i osiemnastu piłkarzy. Z trenerem nie wyszło. A z piłkarzami? W letnim okienku transferowym razem z Bonuccim przyszli lub powrócili z wypożyczeń: Marco Storari, Marco Motta, Leandro Rinaudo, Armand Traore, Alberto Aquilani, Albin Ekdal, Milos Krasić, Davide Lanzafame, Jorge Martinez, Simone Pepe, Tiago, Cristian Pasquato i Fabio Quagliarella, do których zimą dołączyli Luca Toni, Andrea Barzagli, Simone Esposito i Alessandro Matri. Lekko licząc 60 milionów.

Większość nie pozostawiała po sobie śladu dobrych wspomnień, kilku zapaliło się i szybko zgasło, paru pozostało dłużej i w drugim garniturze było im do twarzy. Tylko dwóch zdobyło Juventusową nieśmiertelność: bez przekonania za psie pieniądze kupowany z Wolfsburga Barzagli oraz Bonucci. On akurat tani nie był. Po jednym sezonie w Bari, gdzie stworzył przykuwającą uwagę parę stoperów z Andreą Rannocchią, w której ten drugi uchodził za zdolniejszego i bardziej perspektywicznego, jego wartość urosła do 15,5 miliona. Juventus zapłacił i czekał na rezultaty, a te nie nadchodziły. Defensywa przypominała durszlak. Przepuściła 57 goli w całym sezonie, w którym Bianconeri nie wychylili się ponad 7. miejsce w Serie A, utknęli w fazie grupowej Ligi Europy (pamiętne remisy z Lechem) i odpadli w ćwierćfinale Pucharu Włoch.

UNIEWINNIONY

Bezpośredni następca Fabio Cannavaro niby grał dużo i często - aż 44 razy na 50, ale komplementy pod swoim adresem słyszał rzadko. Dobrej sławy i względów u kibiców mógł tylko pozazdrościć innemu z nowych - Serbowi Krasiciowi. Dla Bonucciego zarezerwowane były wyzwiska i kpiny. Uknuto termin bonucciate, dla opisania banalnych pomyłek wynikających... no właśnie z czego? Wtedy wydawało się, że ze zwyczajnej słabości, teraz już wiadomo, że skłonności do pokazania czegoś ponad to, co należy do powszechnych zadań stopera: przerwij, wybij, ewentualnie zagraj do najbliższego.

Kiedy przyszedł czas rozliczeń i kolejnej rewolucji, na czele której tym razem stanął Antonio Conte, to Bonucci z niepewnością czekał na wyrok. Gdyby został uznany za winnego, prawdopodobnie zostałby zesłany na daleki wschód. Czekał na niego lukratywny kontrakt w Sankt Petersburgu. Jednak nowy trener uniewinnił stopera i dał mu drugą szansę. Choć nie od razu został ministrem obrony. W defensywnym kwartecie, od którego Conte zaczął robienie porządków, stawiał na Barzagliego z Chiellinim, a dopiero po przejściu na tercet wymyślił Bonucciego w roli środkowego. Narodziło się turyńskie BBC. Stanowił wsparcie nie tylko dla Gianluigiego Buffon, ale też dla Andrei Pirlo. Jakość i dokładność jego kilkudziesięciometrowych podań wcale nie odbiegała od tych, do których przyzwyczaił znakomity pomocnik. On żadnej pracy się nie boi.

NOWONARODZONY

Rósł razem z Juventusem, z którym idzie po szóste z rzędu scudetto. Przychodził do przeciętnego klubu desperacko i trochę po omacku szukającego zagubionej drogi do sukcesów. Przychodził jako obrońca na dorobku. Niby z mistrzostwem Włoch na koncie, na które jednym epizodem w barwach Interu specjalnie nie zasłużył. Bez żadnej przeszłości w kadrze U-21 i o lata świetlne od pierwszej kadry. Zweryfikowany dość brutalnie przez pierwszoligowe doświadczenie w Treviso. Następnie odbudowany przez Venturę w Pisie i porzucony przez Inter, który włączył go (wyceniając na 4 miliony euro) do rozliczeń z Genoą za transfery Diego Milito i Thiago Motty. Tam był tylko przejazdem, bo ponownie przechwycił go Ventura, który już pracował w Bari.

Obecny selekcjoner bez wątpienia dużo dobrego zrobił dla Bonucciego. Jednak pierwsze miejsce na liście ludzi, którym najwięcej zawdzięcza zajmuje Alberto Ferrarini - mental coach. Współpracę rozpoczęli w 2009 roku, kiedy dla stopera za krótka była ławka rezerwowych w Treviso. Ferrarini pracował nad głową piłkarza, ale nie rzucał tekstów w stylu: jesteś najlepszy roznieś cały świat. Odsłaniał przed nim tajemnice numerologii, pozytywnego myślenia, a nawet tradycji indiańskiej. Nazywał żołnierzem, nadał mu imię Leonardobi, które po pewnym czasie Bonucci zaprezentował na swoich butach piłkarskich. Krok po kroku odzyskiwał wiarę w siebie, w umiejętności, w piłkarską przyszłość. Stał się mocny psychicznie jak nigdy wcześniej, "Nie mogę wam zdradzić, co robimy" - mówił swego czasu Bonucci. "To są nasze sprawy, słyszymy się lub spotykamy średnio raz, dwa razy w tygodniu. Zawsze przed meczem. Efekt jest taki, że na boisko wychodzę naładowany pozytywną energią i przekonany o własnej sile. Nic boję się odpowiedzialności, i a jeśli zrobię błąd, to się nie załamuję".

CHARYZMATYCZNY

Ściśle współpracują do dziś. Pierwsze co stoper napisał w mediach społecznościowych po triumfie w Sewilli, to laurkę dla osobistego mentora: "Jeśli Alberto Ferrarini przed meczem mówi ci nie myśl, tylko strzelaj. Ty nie powinieneś myśleć".

Z jego wsparciem pokonywał trudne momenty i tak na boisku jak w życiu. Niedawna poważna choroba młodszego syna Matteo była ciężką próbą, o czym ojciec nie potrafi mówić bez wzruszenia, ale próbą wygraną. Synom zadedykował ligową bramkę z Napoli, kolejną ważną w karierze, układając z palców literki: M oraz L jak Lorenza.

Nie jest typem gawędziarza, błyszczącego w mediach, rzucającego żartami i bon motami. Nie musi, i bez tego bije od niego charyzma. Ma posłuch w drużynie. Przy pozbawionym słabych punktów ministrze mogą dojrzewać ministranci Daniele Rugani i Alessio Romagnoli - tyle utalentowani, co czasami zbyt miękcy i grzeczni dla napastników. Ventura chce z nich ulepić nowy tercet. BoRuRo przy BBC nie brzmi jeszcze dumnie, ale już wkrótce zabrzmi.



Autor: Tomasz Lipiński
Źródło: Piłka Nożna 48/2016

wloski | 30.11.2016 | 12:07:40
Panowie, macie błąd "reprezentacja Wioch", ale najlepsza jest fotka z mental coach. Ładny fakens :D.

Julek997 | 30.11.2016 | 12:14:22
Jak przeczytałem jakich zawodników pozyskaliśmy w 2010 to cały Juventus stanął mi przed oczami.
To Conte wymyśli go na środku, to on dostrzegł jego umiejętności rozgrywania i dawania długich piłek.
Antionio Conte IL Capitano.


tabo89 | 30.11.2016 | 12:56:13
@wloski - dzieki, ach ten ocr czasem śmieszne literówki robi.

koki90 | 30.11.2016 | 14:00:36
Ventura ma podejście do młodych obrońców. Ulepił niejednego praktycznie z niczego.


Aby móc komentować, musisz być zarejestrowany i zalogowany.
KSIĘGARNIA WYDAWNICTWA SQN JPDROID - JUVEPOLAND NA ANDROIDA

Znaki towarowe JUVENTUS, JUVE i logo Juventusu są własnością Juventus F.C. Spa, Turyn, Włochy.
The trade names and marks JUVENTUS, JUVE and Shield Device are the exclusive property of Juventus F.C. Spa, Turin, Italy.
Copyright (c) 1997-2019 JuvePoland -- Wszelkie prawa zastrzeżone