index index sezon klub historia artykuły galeria download typer ksiazki sklep kontakt
mapatop
Strona główna
Forum
Facebook
Twitter
Archiwum newsów
Ostatnio na forum
Mapa strony
Regulamin

Dodaj do ulubionych
Startuj z JuvePoland

Drużyna
Galeria
Tapety
Mercato
Piłkarz sezonu


Juventus
Terminarz
Lista strzelców
Lista kartek
Lista asyst

Serie A
Terminarz
Tabela

Liga Mistrzów
Terminarz
Prasa polska
Prasa zagraniczna
Internet
Felietony
Wywiady
Biografie
Primavera
19.04.2017 14:10:52 | komentarzy: 8 | czytano: 3092 razy

Nic dwa razy się nie zdarza - Juventus to zły materiał na frajera

Potrafię sobie wyobrazić - bo nie jest to specjalnie trudne - co będzie dziać się w hiszpańskiej prasie, a przynajmniej w tej części sprzyjającej Barcelonie, gdy wskazówka odmierzająca czas do rewanżu zacznie zbliżać się do celu.

Dziennikarze wrócą z polowania na analogie, pozytywne przykłady z przeszłości, wszystko to, co miałoby wlać nieco optymizmu w serca kibiców, zmierzających z duszą na ramieniu oglądać starcie z Juventusem na Camp Nou. I co najlepsze, prasa z tego polowania nie wróci z pustymi rękami, bo przykładów stojących za Blaugraną jest rzeczywiście sporo.

Choćby historia Allegriego, który już niegdyś z Katalończykami wypracował sobie solidną zaliczkę, by w rewanżu ją spektakularnie roztrwonić. Mowa tu oczywiście o Milanie i 2:0 oraz 0:4 - rywalizacji od której ja przypominam sobie boom na słowo "remontada", nie wiedzieć czemu tak znienawidzone. Poza tym, były jeszcze choćby niesamowity mecz w Monachium sezon temu, kiedy jego Juventus prowadząc 2:0 z Bayernem przegrał 4:2 i starcia z Arsenalem, znów za kadencji w Milanie, kiedy po wygranej 4:0 u siebie, ekipa Wengera potrafiła dojść do Milanu na 4:3 w dwumeczu.

Wniosek - ekipy Allegriego da się zaskoczyć i powalczyć o odrobienie strat. A kto miałby to zrobić, jak nie Barcelona, która niedawno dokonała w futbolu epokowego odkrycia, pokazując światu, że można wyjść obronną ręką z 0:4. Tak pewnie będzie chciała kreować rzeczywistość część osób związana z Barceloną - ci, którzy miłość do klubu przedkładają nad realizm oraz ci na nich zarabiający i podkładający pod nos takie, a nie inne dane, fakty, wyliczenia.

Bo można powiedzieć, że Allegri ma jakiś problem z rewanżami, ale można też spojrzeć na tamte wyniki szerzej. Przypomnijmy skład Milanu z rewanżu na Camp Nou: Abbiati - Abate, Zapata, Mexes, Constant - Boateng, Flamini, Montolivo, Ambrosini, El Sharaawy - Niang. Cokolwiek powiedzieć, w jak najbardziej przyjazne dla tej ekipy słowa to ubrać, nie wychodziła ona poza solidność. Tak, Abbiati bronił dobrze, Sharaawy nieźle się zapowiadał, z Boatenga miało być jeszcze coś większego, ale dajcie spokój, gdzie to się ma do dzisiejszego Juventusu.

Jego nie zawsze udane przygody w Milanie trzeba więc oddzielić od Starej Damy, bo wówczas Włoch prowadził zespół już coraz bardziej wątły, idący w kierunku marazmu, a nie wielkiej przyszłości. Nawet solidna drużyna to co najwyżej solidne wyniki, więc trudno się dziwić, że czasem przydarzyła się taka Barcelona czy Arsenal. I jeśli zapomnimy o Rossonerich, to i zeszłoroczny przykład z Bayernem nie ma sensu. Stara Dama przegrała 4:2 po dogrywce - fakt, ale trudno z jednego wyniku doszukiwać się cholera wie czego. To było rok temu, futbolowa prehistoria.

Dziś Juventus to genialna machina i wiele rzeczy mogę sobie wyobrazić, ale jakoś nie to, że doświadczeni ludzie pokroju Buffona, Chielliniego, Bonucciego, Alvesa, wspierani przez geniusza Dybalę, otoczeni innymi świetnymi piłkarzami są w stanie wypuścić z rąk taką zaliczkę. Ta ekipa straciła w tej edycji Ligi Mistrzów dwa gole, a zaraz, w jedne 90 minut, miałaby stracić minimum trzy? No, nie wydaje się. Messi musiałby przejść samego siebie i to dwa razy, bo nigdy nie pokonał Buffona.

I choć ostatnie zdanie to też zabawa statystyczna, nazwisko Buffona jest kolejnym argumentem, że tego spieprzyć się nie da. Moim zdaniem to też różni Juventus i Barceloną - Włosi na dziś mają u siebie genialnego bramkarza, Hiszpanie (jeszcze?) nie i jak na dłoni było to widać wczoraj. Buffon wyjął setę Iniesty, parędziesiąt sekund Niemiec puścił strzał po krótkim rogu, który raczej powinien wyjąć, a właściwie wiadomo, że vis-a-vis by wyjął.

Wszystko się więc zgadza - jest znakomity bramkarz i obrona, w ofensywie geniusz, na ławce świetny taktyk. Co może pójść nie tak? No, są oczywiście podejrzenia, że Barcelonie pomoże sędzia - niby ludzie, którzy opowiadają podobne dyrdymały ubierają to w żart, ale chyba wewnętrznie rzeczywiście się tego boją, wskazując na postać Deniza Aytekina. Więc po raz wtóry: to nie arbiter przekręcił PSG, tylko paryżanie sami siebie, decydując się na taktykę "wszystkie ręce na pokład", gdzie pokładem była własna szesnastka. A skoro 90 % meczu toczyło się na połowie PSG, to wiadomo, że sędzia mający słaby dzień, najwięcej błędów popełniał właśnie tam. Emery wybrał futbolowe samobójstwo, Allegri tak nie zagra i sędzia nie będzie miał większego znaczenia.

Barcelona jest zbyt chimeryczna w tym sezonie i zakończy swój udział w Lidze Mistrzów na ćwierćfinale - nie można tracić trzech goli w Manchesterze, potem czterech w Paryżu, trzech w Turynie i na końcu liczyć, że dostanie się wejściówki do czwórki najlepszych zespołów na kontynencie. Tam wchodzi elita, a Blaugrana w tym sezonie do niej nie należy. Bo abstrahując od wszystkiego, która elita wzięłaby w swoje szeregi Andre Gomesa.


Autor: Paweł Paczul
Źródło: www.weszlo.com

putout | 19.04.2017 | 14:45:00
Katalończyk z pękniętą rzycią xD

Tyrcio | 19.04.2017 | 14:56:27
Heh ostatnie zadnie najlepsze.

SKAr7 | 19.04.2017 | 14:59:58
Szczerze mówiąc nie wiem, gdzie autor widzi "więc najwięcej błędów popełni właśnie tam(w polu karnym PSG)". Akcja Suareza, jak by dużego kalibru nie była- była tylko jedna, bo karny na Neymarze tyleż wymuszony, co prawidłowy. Brak co najmniej jednej ręki w pierwszej połowie, i faulu na Di Marii w drugiej to już dwa zagrania.
No i ciekawe jest wpisywania się autora w "wszystko wina Gomesa" zdaniem "Bo abstrahując od wszystkiego, która elita wzięłaby w swoje szeregi Andre Gomesa" biorąc pod uwagę, że Juventus bardzo mocno chciał Portugalczyka. I myślę, że wyszłoby mu to lepiej, niż mieć obok znoszonego Iniestę, a za plecami Pique, Umitiego i Mathieu.


Wujas91 | 19.04.2017 | 15:09:05
Żeby nie było tak z sedziowaniem jak wczoraj na Bernabeu

dariooooo | 19.04.2017 | 15:13:57
Forza Juve :) Super artykuł :) jest wiara i motywacja :D


MRN | 19.04.2017 | 15:28:17
Świetne, byli tutaj tacy co chcieli Andre Gomesa.

deban | 19.04.2017 | 16:19:45
^^up
na końcu brakuje jeszcze tylko najserdeczniejszych pozdrowień z Turynu dla Pana Arturo Vidala.


koki90 | 20.04.2017 | 0:36:03
Najśmieszniejsze jest to, że to my chcieliśmy Andre Gomesa. Ciekawe, czy Turyn jest aż tak magiczny, że i z niego zrobilibyśmy solidnego grajka. Wiem, wiem... powinniśmy mierzyć wyżej, ale po prostu ciekawi mnie to jak wkomponowałby się u nas. Mam wrażenie, że mieliśmy na niego konkretny pomysł.


Aby móc komentować, musisz być zarejestrowany i zalogowany.
KSIĘGARNIA WYDAWNICTWA SQN JPDROID - JUVEPOLAND NA ANDROIDA
Sklep Juventus


Znaki towarowe JUVENTUS, JUVE i logo Juventusu są własnością Juventus F.C. Spa, Turyn, Włochy.
The trade names and marks JUVENTUS, JUVE and Shield Device are the exclusive property of Juventus F.C. Spa, Turin, Italy.
Copyright (c) 1997-2017 JuvePoland -- Wszelkie prawa zastrzeżone