index index sezon klub historia artykuły forum fanpage typer ksiazki kontakt
mapatop

Strona główna
Forum
Fanpage
Twitter
Archiwum newsów
Ostatnio na forum
Mapa strony
Regulamin

Dodaj do ulubionych
Startuj z JuvePoland

Drużyna
Tapety
Mercato
Piłkarz sezonu


Juventus
Terminarz
Lista strzelców
Lista kartek
Lista asyst

Serie A
Terminarz
Tabela

Liga Mistrzów
Terminarz
Prasa polska
Prasa zagraniczna
Internet
Felietony
Wywiady
Biografie
Primavera
23.11.2017 11:27:47 | komentarzy: 8 | czytano: 1810 razy

Gianluigi Buffon: Narodziny Supermana

Włoski bramkarz ogłosił zakończenie kariery reprezentacyjnej po szokującej porażce Azzurrich w meczu barażowym z reprezentacją Szwecji. Włochów zabraknie na mundialu pierwszy raz od 50 lat. Poniedziałkowy mecz był ostatnim w barwach Italii dla Andrei Barzagliego, Daniele De Rossiego oraz - najprawdopodobniej - dla Giorgio Chielliniego. Jednak to przejście na reprezentacyjną emeryturę Gigiego odbiło się w mediach największym echem. Historię narodzin legendy Buffona postanowił zgłębić brytyjski dziennikarz Mark Doyle z redakcji Goal.com. Poniżej prezentujemy jego opowieść.

Przed meczami Parmy, trener Nevio Scala miał zwyczaj obserwowania każdego piłkarza z osobna w celu sprawdzenia jego formy psychicznej. 19 Listopada 1995 roku, w przededniu meczu włoskiej Serie A z AC Milan, zainteresował się nastawieniem szczególnie jednego zawodnika, 17 letniego wówczas Gianluigiego Buffona. "Gigi nigdy jeszcze nie grał w pierwszej drużynie, a my mieliśmy właśnie stawić czoło zespołowi gwiazd. W składzie Milanu grali wtedy: Roberto Baggio, George Weah, Paolo Maldini" - mówił Scala dziennikarzowi. "Zwróciłem się więc do Gigiego: Gigi, a co jeśli posłałbym cię jutro na boisko? Jesteś gotowy? Gigi popatrzył mi prosto w oczy i prawie że rozbawiony odparł: Trenerze, jaki trener ma konkretnie problem?".

Już jako nastolatek, Buffon przejawiał olbrzymią odwagę i nigdy nie bał się wyzwań. Później stało się to jedną z jego najważniejszych cech. "Od kiedy byłem dzieckiem, zawsze lubiłem trudne zadania" - powiedział jeszcze w zeszłym miesiącu, odbierając nagrodę dla najlepszego bramkarza poprzedniej edycji Ligi Mistrzów. "Kiedy musiałem dokonywać trudnych wyborów, podążałem za instynktem i zgodnie ze swoją naturą. Jestem typem człowieka, który zawsze chce stawiać czoła trudnym wyzwaniom, a nawet tym pozornie niemożliwym. Granie na pozycji bramkarza stało się konsekwencją mojego charakteru i osobowości".

Te zaś uformowane zostały w miejscowości Carrara. To właśnie w tym małym toskańskim miasteczku, znanym głównie z wydobycia marmuru, 28 stycznia 1978 roku, urodził się Gianluigi Buffon. Jego rodzice, Maria i Adriano Buffon, nie mieli jednak nawet okazji wziąć małego chłopca na ręce, gdyż ten został od razu zabrany na oddział intensywnej terapii. Opowiadając o tym dramatycznym dniu, mama Gigiego bierze ogromny wdech. "Myślę, że to było przeznaczenie. I niełatwe przeżycie. Gdy się rodził, to wydawało się, że jest zdrowy... Ważył cztery kilo, więc był całkiem duży. Jednak zawinął się w pępowinę, był cały siny z braku tlenu i spędził pięć czy sześć dni w inkubatorze. Nie wiedzieliśmy, czy nie doszło do uszkodzenia mózgu. Kiedy w końcu mi go przyniesiono, lekarze powiedzieli tylko, że wszystko jest w rękach Boga. Jak się okazało, był on miłosierny i zlitował się zarówno nad nami jak i małym Gigim. W wieku dziewięciu miesięcy już chodził i mówił, wiele wcześniej niż inne dzieci. Nawet wtedy był pierwszy, był numerem 1".

I nadal jest. Najdroższym bramkarzem w historii piłki nożnej (według autora artykułu; obecnie trwa spór - o przelicznik walut - w którym zdaniem Włochów Buffon jest najdroższy, Anglicy zaś twierdzą, że Ederson trafił z Benfiki do Manchesteru City za wyższą kwotę - przyp. red.). Najlepszym bramkarzem wszech czasów. A jednak przygodę z piłką zaczynał jako pomocnik.

"Wiem, że dla większości to legendarny bramkarz, ale dla mnie to dalej mały chłopiec, który w meczach Canaletto di La Spezia, z wypiekami na twarzy, z włosami nastroszonymi jak u jeżozwierza, na chudych nóżkach i wystającym brzuszkiem łakomczucha, biegał w środku boiska" - mówi Guendalina Buffon, starsza siostra bramkarza, w wywiadzie dla Corriere della Sera.

Jego pasja do jedzenia narodziła się w Udine, 130 kilometrów na północny-wschód od Wenecji. Ojciec Gigiego pochodził z Latisany, a jego rodzeństwo mieszkało w sąsiedniej Pertegadzie. W dzieciństwie spędzał wakacje mieszkając z wujkiem Giannim, ciotką Marią i babcią Liną. Ich mieszkanie znajdowało się nad sklepem spożywczym, który prowadzili wspólnie z inną ciotką Gigiego, Aldiną. "Było to jak magiczne królestwo, w którym biegałem pomiędzy alejkami pełnymi smakołyków. Zawsze miałem pełen brzuch. Moimi ulubionymi były kanapki z mortadelą, które pochłaniałem w niemalże przemysłowych ilościach" - napisał w swojej autobiografii. Jeśli dieta Gigiego wpłynęła w jakiś sposób na jego gwałtowny wzrost, to co dopiero powiedzieć o roli, jaką miały na to geny. "Zawsze mówiłem, że sport mam w DNA, nie mogło być inaczej mając rodzinę sportowców". Ojciec Gigiego uprawiał pchnięcie kulą, jego mama Maria rzucała dyskiem. Obie siostry grały w siatkówkę. "Pięciu Azzurrich na pięciu członków rodziny, wszyscy reprezentowaliśmy kraj" - dumnie mówi Maria. "Mieliśmy naprawdę sporo szczęścia - prawdziwa rodzina ze sportowymi tradycjami. Razem z Adriano zawsze uprawialiśmy sport i później uczyliśmy dzieciaki tego samego". I to dosłownie, bo oboje byli nauczycielami wychowania fizycznego, Adriano trenował również pierwszą drużynę w której grał Gigi - Canaletto di La Spezia.

Jednak mimo tego wszystkiego oraz tego, że Adriano był prawdziwym fanatykiem piłki nożnej, sześcioletni wówczas Gigi nie podzielał na początku miłości ojca do "Pięknej Gry". Dużo bardziej interesował go tenis stołowy. Miłość do piłki przyszła z czasem. "Na początku nie było we mnie pasji do gry z drużyną, do piłki, jednak lubiłem otoczkę trenowania sportu: torba na ciuchy, buty do gry w piłkę, strój piłkarski, to te gadżety robiły różnicę".

Na pewno pomógł też fakt, że w swoim debiucie strzelił bramkę, i to z rzutu wolnego. Dzięki swoim gabarytom i sile stał się specjalistą od stałych fragmentów gry, szczególnie w czasie kiedy grał w Perticata, klubie z Carrary, do którego dołączył po opuszczeniu Canaletto. Jak się chwali, trafił nawet w poprzeczkę w swoim pierwszym meczu na San Siro w wieku 11 lat. "Szczerze mówiąc, nie pamiętam, aby Gigi faktycznie trafił w poprzeczkę z rzutu wolnego" - śmieje się Cristiano Zanetti. "Ale jeśli Gigi mówi, że tak było, to musi to być prawda. Bo on zawsze był i jest bardzo prawdomówny".

Zanetti wie, co mówi. Grał razem z Buffonem zarówno w Juventusie, jak i w reprezentacji Włoch. W Mediolanie, na Giuseppe Meazza, 5 Marca 1989 roku, mieli okazję i zaszczyt zagrać po raz pierwszy jako koledzy z zespołu. "Pochodzę z miejscowości Massa, a Gigi z Carrary, które są bardzo blisko siebie, więc znaliśmy się dobrze" - wspomina pomocnik. "Zawsze byliśmy rywalami, aż zostaliśmy wybrani do drużyny reprezentującej obie miejscowości w meczu przeciwko Veneto, gierki rozgrywanej przed meczem Serie A pomiędzy Interem a Veroną. San Siro było niesamowitym przeżyciem dla takich dzieciaków. Tego dnia grałem jako trequartista, a Gigi grał tuż za mną w linii pomocy. Nie było to niespodzianką, bo był najwyższy z całej drużyny. To wciąż się nie zmieniło, mimo że ja do małych już nie należę. Wtedy jednak byłem drobny, a Gigi wołał do mnie: "Zanettino". Wprawdzie to wszyscy w porównaniu do Gigiego wydawali się mali, więc jego zmiana pozycji nie była niczym dziwnym, a wręcz naturalnym".

Drobny Zanetti nie był jedynym, który już wtedy potrafił zidentyfikować potencjał Buffona na pozycji bramkarza. Ojciec Adriano również widział w swoim synu przyszłego golkipera. Jednak ze względu na swoją naturę nie zmuszał go do niczego. Kiedy już pojawiał się na meczach, to zazwyczaj siedział schowany w najdalszym zakątku trybun. Nie chciał wywierać na Gigim żadnej presji. Chciał, żeby ten cieszył się z uprawiania sportu, nieważne czy była to piłka nożna, siatkówka, koszykówka czy też zabawa w chowanego z przyjaciółmi: Marco, Claudio, Buc'iem i Marango, czyli tzw. "Gangiem Via Cadorna".

Mistrzostwa Świata w 1990 roku zmieniły jednak dotychczasowo obraną przez Gigiego ścieżkę. To podczas Pucharu Świata na ojczystej ziemi Gigi zachwycił się reprezentacją Kamerunu i jej utalentowanym bramkarzem, Thomas'em N'Kono. Trzy lata wcześniej Buffon obserwował jak N'Kono pomógł Espanyolowi wyeliminować z Pucharu UEFA ówczesny Milan Arrigo Sacchiego. Jednak to występy podczas mistrzostw sprawiły, że Buffon postanowił dokonać zmiany swojej roli na boisku.

"Gigi siedział i oglądał wszystkie mecze Kamerunu" - wspomina mama Maria. Lata później pojechał nawet rozegrać mecz charytatywny razem z Thomasem. Płakał, kiedy Nieposkromione Lwy odpadły po dogrywce w ćwierćfinale, a dwa karne podyktowane dla Anglików są przez Buffona uznawane za wielką niesprawiedliwość. Jego podziw dla N'Kono trwa dalej. Pierwszy syn Gigiego nosi imię Louis Thomas. Sam N'kono, kiedy o tym usłyszał zadzwonił do Buffona, aby pogratulować narodzin swojego imiennika.

W osobie N'Kono Gigi znalazł nie tylko swojego pierwszego idola sportowego - dzięki niemu odnalazł też swoje powołanie. Ojciec Adriano, kiedy zorientował się w przemyśleniach syna, zasugerował mu, aby spróbował pograć na bramce choćby przez rok. Odpowiedź mającego prawie że obsesję na punkcie N'Kono Gigiego była oczywista.

Na przeszkodzie stał jednak fakt, że Perticata, zespół w którym grał Gigi, zainteresowana była jego usługami jedynie jako zawodnika środka pola. I nie byli jedynymi, którzy widzieli go jako pomocnika. Również wysłannicy Interu skanowali jego możliwości podczas spotkań rozgrywanych w rodzinnym mieście. Gigi był jednak zdeterminowany aby grać jako bramkarz, a szczęście okazało się być po jego stronie. Znalazł inny lokalny klub - Bonascola. Tam pozwolono mu grać na wybranej przez siebie pozycji. "W Perticacie Gigi zdobywał bramki z środka boiska, z rzutów rożnych, z każdej niemal pozycji" - wspomina trener Avio Menconi w wywiadzie dla Il Tirreno. "Miał świetne warunki fizyczne, piłka kleiła mu się do nogi, ale on i tak wolał grać na bramce. Kiedy więc powiedzieli mi, że jest chłopak, którego wszyscy chcą w swoim zespole, bo gra świetnie w środku pola, a on chce grać na bramce, powiedziałem: "Nie ma problemu, wyślijcie go do mnie!". Musiałem nauczyć Gigiego, jak ma się rzucać do piłki i tego, żeby zawsze starał się ją łapać. Wszystko inne wychodziło mu naturalnie, był urodzonym bramkarzem".

Nie minęło dużo czasu, a inni doszli do podobnych wniosków. Jeszcze przed końcem pierwszego sezonu, który rozgrywał już w roli bramkarza ubiegało się o niego wiele klubów, a Milan, Bologna oraz Parma zaprosiły go na testy. Rossoneri wyrażali największe zainteresowanie, wysyłając nawet rodzicom Gigiego kontrakt do podpisania. Jednak ci martwili się, że miałby zamieszkać daleko od domu. Bologna wydawała się bardziej atrakcyjnym wyborem, jednak w tym wypadku to klub nie był pewny, czy postawić na Gigiego. Okazało się to fatalnym błędem, bo, pomimo że w Parmie również mieli wątpliwości, to Ermes Fulgoni takowych nie miał. Był przekonany, że ma do czynienia z przyszłą gwiazdą i namówił klub do transferu. "Jak tylko go zobaczyłem, powiedziałem sobie: Ten dzieciak jest fenomenalny" - wspomina były trener bramkarzy. "Dyrektor sportowy Parmy nie był przekonany, głównie dlatego, że Gigi miał płaskostopie, a jego technika nie była na wysokim poziomie. Ja jednak wiedziałem, że nad tym można popracować. Powiedziałem, że muszą go zakontraktować, zanim zrobi to ktoś inny. Na całe szczęście posłuchali mnie i Gigi grał dla nas".

W wieku zaledwie 13 lat, Buffon opuścił swoją rodzinną miejscowość Carrara, aby rozpocząć życie w Parmie. Kiedy rozstawał się ze swoimi przyjaciółmi z klubu Bonascola, ci prosili go o oficjalne koszulki, spodenki, a nawet skarpetki swojego nowego klubu. Jeszcze ciekawszą prośbę miał trener Menconi, który chciał dostać każdą pierwszą koszulkę kolejnych szczebli reprezentacji, w których będzie występował. Gigi obiecał spełnić prośbę trenera, jednak pomysł wydawał mu się absurdalny. Zaszczyt gry dla Azzurrich wydawał się odległym i trudno osiągalnym celem, szczególnie z perspektywy niełatwego i wymagającego życia w szkole z internatem. Szkoła Maria Luigia, tak jak wiele lat temu, wciąż wzbudza podziw. Okazała i kolorowa willa, znajdująca się niedaleko Stadio Tardini, mimo całego splendoru nie mogła być łatwym środowiskiem dla 13-letniego chłopaka, mieszkającego pierwszy raz z dala od rodziców. Jednak, będąc otwartym i radosnym dzieckiem Buffon szybko nawiązał przyjaźń z chłopcami, z którymi dzielił pokój. O tym, jak trudno było się odnaleźć w nowej sytuacji, świadczył fakt, że jeden z kolegów opuścił szkołę po dwóch miesiącach, nie mogąc przezwyciężyć tęsknoty za rodzicami. "Na początku było ciężko, samo określenie 'szkoła z internatem' nie wzbudzało we mnie pozytywnych emocji. Jednak po jakimś czasie oswoiłem się z nową sytuacją, a nawet pokochałem otoczenie, w którym się znalazłem. Nie to, że miałem jakieś opcje - jeśli chciałem grać w piłkę, byłem więźniem tego wyboru".

W szkole uczyły się dzieci z każdego zakątka Włoch, z każdej warstwy społecznej i z różnych rodzin. Jak w każdej tego typu instytucji, istniał problem dokuczania, a nawet gnębienia. Nietrudno zgadnąć, że akurat Gigi nie miał z tym kłopotu. "Jeśli ktoś raz ze mną zadarł, to z pewnością był to ostatni raz, kiedy tego próbował". Tę zdecydowaną postawę Buffon przekładał również na boisko. Czasem nawet starał się aż za bardzo, co prowadziło do popełniania prostych błędów. Gigi był przekonany, że potrzebuje zwiększać podziw, jakim go darzono, ale nie wychodziło mu to na dobre. Po jednym z błędów w gierce treningowej trener sektora młodzieżowego Parmy podszedł do niego i oznajmił, że "albo spróbuje się zmienić, albo niech jedzie do domu". Ta krytyka spadła na Gigiego jak grom z jasnego nieba, ale osiągnęła też zamierzony efekt. Buffon przestał gwiazdorzyć i skupił się na grze. Już miesiąc później obronił trzy rzuty karne, a nawet wykorzystał jeden w wygranym przez Parmę mini turnieju w Molassanie. To był jeden z przełomowych momentów - teraz już nikt w środowisku Parmy nie wątpił w jego potencjał.

Wkrótce zaowocowało to uznaniem na arenie międzynarodowej. W maju 1993 roku pomógł reprezentacji Włoch dotrzeć do finału Mistrzostw Europy do lat 16 rozgrywanych w Turcji. Przyszły król Rzymu, Francesco Totti grał w ataku, ale to 18 miesięcy młodszy od niego Buffon był gwiazdą zespołu, broniąc dwa razy w konkursie rzutów karnych przeciwko Hiszpanii. A w półfinale tego turnieju obronił aż trzy jedenastki przeciwko Czechosłowacji. W dniu meczu, 16-letnia tenisistka Maria Francesca Bentivoglio dotarła do ćwierćfinału Italian Open. Następnego dnia Italia mówiła o dwóch nowych gwiazdach sportu. "Bentivoglio i Buffon - Włochy są z was dumne!" - brzmiał nagłówek pierwszej strony La Gazzetta dello Sport.

Nagle nazwisko Buffona było rozpoznawalne w całym kraju. Po powrocie do Rzymu, wraz z kolegami z zespołu wsiadł do pociągu do Parmy. Wszyscy dumnie paradowali po wagonie w dresach reprezentacji. Rozpoznawszy ich stroje, kilku nastolatków nawiązało rozmowę z trójką piłkarzy: "Czytałem w prasie o Euro, wszędzie chwalą bramkarza, jak on się nazywa? Buffon, chyba?". "W tym momencie rozpierała mnie duma, ale również czułem, że w moim życiu zaczął się nowy epizod" - pisał później o tamtych chwilach Gigi.

W dalszym ciągu chciał jednak pozostać sobą, a to oznaczało, że wracał do rodzinnego Carrerese, by wspierać swoją dawną drużynę. Nastoletni Gigi samotnie jeździł nawet na wyjazdowe mecze. Nie był jednak zwykłym fanem, należał do grona ultras i był członkiem Commando Ultra Indian Trips. Na trybunach Buffon prezentował swój własny transparent CUIT - Sezione Parma, a jego rękawice bramkarskie do dziś mają wyszyte litery symbolizujące tamtą grupę kibicowską.

Wszystko to, jak później sam przyznał, było częścią okresu jego buntu, pragnienia korzystania z młodości pomimo wszystkich poświęceń, koniecznych na drodze do profesjonalnej piłki. To wtedy w wieku 14 lat, trzymając się z ultrasami zaczął palić papierosy, a raz nawet skręta. Zdarzało mu się robić głupie rzeczy, jednak rzadko popełniał ten sam błąd dwa razy. W okresie młodzieńczym zawsze był krnąbrny, a kiedy latem 1995 roku został wybrany do pierwszej drużyny Parmy na tournée po Ameryce Północnej, jego brak dojrzałości był aż nadto oczywisty. Podczas pobytu w hotelu, do którego przynależało pole golfowe, trener Scala ostrzegał zawodników, aby nie bawili się meleksami. Gigi oczywiście nie posłuchał ostrzeżenia. Przed podróżą nad wodospad Niagara Scala prosił swoich podopiecznych, aby nie jedli śmieciowego jedzenia. Gigi oczywiście nie posłuchał. "Zamówiłem lody rozmiaru pochodni Statuy Wolności. Robiłem dokładnie odwrotnie, niż prosił mnie Scala. Czasami bałem się, że trener może wylądować przeze mnie u psychiatry" - przyznał Buffon. Jednak trener Scala dobrze wiedział, że ma do czynienia z normalnymi, młodymi chłopakami i wybryki są częścią tej młodości. "Kiedy studiowałem psychologię na Coverciano, czytałem dokładnie o takich zachowaniach. Gigi nie robił niczego, czego nie robiły inne dzieciaki w jego wieku. Poza tym, były to naprawdę głupstwa. Dla mnie miało znaczenie to, żeby był dobrym człowiekiem, szanował trenerów, kolegów z zespołu i barwy klubowe. Myślę, że udało mi się wpoić mu te wszystkie zasady całkiem dobrze. Gigi zawsze był dobrym dzieciakiem, bardzo bystrym i dążącym do poprawy" - mówi Scala.

Również Fulgioni nigdy nie narzekał na zawodnika, a nawet lubił jego zawadiacki urok, uznając to za przedłużenie jego otwartej mentalności, która później owocowała olbrzymią odwagą i odpornością w trakcie meczu. "Chłopak był osobowością zarówno na boisku jak i poza nim. Był pokorny, ale również charakterny. Jednego dnia, kiedy trenowałem bramkarzy kilka lat starszych od niego, chciałem dać im w kość, bo trochę się ociągali. Wrzeszczałem do nich, żeby przyglądali się postawie młodego Gigiego, bo mogą się sporo od niego nauczyć i że będzie grał dla dorosłej reprezentacji Włoch, a zanim skończy 20 lat to będzie grał w Serie A. Gigi odparł wtedy: - Trenerze, ale co mam robić do tego czasu? To właśnie cały Gigi". Wszystkie te cechy wpłynęły na decyzję Scali o wdrożeniu Buffona do pierwszej drużyny w listopadzie 1995 roku, kiedy to Luca Bucci doznał kontuzji. "Alessandro Nista był naszym bramkarzem rezerwowym, więc to on był pierwszy w kolejce do występu przeciwko Milanowi. Jednak na poniedziałkowym treningu Buffon był po prostu rewelacyjny" - opowiada trener. "Tak też było każdego następnego dnia. Buffon był nie do pokonania, bronił strzał za strzałem. W piątek zwróciłem się do mojego trenera bramkarzy, Enzo Di Palmy, i powiedziałem: "Czy widzisz to, co ja?" Enzo odpowiedział mi wtedy, że dzieciak jest lepszy, niż myśleli, ale że nie powinien jeszcze grać przeciwko Milanowi, bo w przypadku porażki może się spalić. Jednak na sobotnim treningu znów był fenomenalny i zdecydowałem się porozmawiać z nim jeszcze tego samego wieczora. Wtedy zobaczyłem, jaki bije od niego spokój i wiedziałem od razu, że muszę go wystawić na boisku. Nie miałem już żadnych wątpliwości że jest gotów".

Entuzjazmu trenera nie wydawali się podzielać niektórzy koledzy z zespołu. Kilku było zaniepokojonych widokiem człowieka - który miał zatrzymać Baggio i Weah - śpiącego w autobusie w drodze na Tardini. Jasne, chcieli, aby był zrelaksowany, ale nie do tego stopnia. Kiedy rodzice Gigiego przyjechali na stadion, nie mieli pojęcia o tym, że wystąpi on od pierwszego gwizdka. "Nie powiedział nam, że zadebiutuje, nie pisnął ani słowa!" -; wspomina mama Maria. "Dzień wcześniej brat powiedział mi, że chodzą plotki o debiucie Gigiego, ale nie dawałam temu wiary. W wieku 17 lat nadal był dzieciakiem i nie wydawało mi się możliwym, żeby dał radę przeciwko takim gigantom jak Weah, Maldini czy Costacurta... Podróż na stadion była więc spokojna, niczego nie podejrzewaliśmy". Kiedy się tam pojawili, wpadli na rozpromienionego Fulgoniego, który poinformował ich, że Gigi rozpocznie mecz od pierwszej minuty. "Byli przerażeni" - wspomina, śmiejąc się. "Uspokoiłem ich, że on naprawdę da sobie radę i na pewno rozegra świetny mecz".

Tymczasem w szatni Parmy Buffon po raz pierwszy zmagał się z przedmeczowym stresem. Obecność przyjaciół, Massimo Crippy oraz Alessandro Melli szybko pomogła mu przezwyciężyć tremę. Nawet zawodnicy Milanu dodawali mu otuchy. Kiedy stali razem w tunelu przed meczem, Sebastiano Rossi oraz Christian Panucci powiedzieli mu kilka krzepiących słów. Paolo Maldini, który sam debiutował w Serie A w wieku 16 lat, popatrzył tylko na Gigiego, uśmiechnął się i życzył mu powodzenia. Nerwy i oczekiwanie na pierwszy gwizdek dopadły Buffona i pierwszy raz w historii Parmy na przedmeczowym zdjęciu drużyny zabrakło bramkarza. Nie zaznajomiony ze zwyczajem, po pierwszych uściskach dłoni pomiędzy zawodnikami Gigi pobiegł prosto do swojej bramki. Na starym nagraniu RAI 3 widać, jak zawodnicy wołają i machają do niego, aby dołączył do reszty, jednak było już za późno. Buffon zajął pozycję w bramce, a pod koniec tego wieczora Milan żałował, że tak się stało.

17-letni debiutant zaliczył wpadkę przed rozpoczęciem meczu, jednak od pierwszego gwizdka był już bezbłędny i nie do pokonania. Parada za paradą, bronił strzały Baggio, Weah i Bobana. Jak wspomina trener Scala, Gigi w bramce dokonywał cudów. Cudów, dzięki którym zyskał przydomek "San Gigi". Po obronionym rzucie karnym, strzelanym przez wielkiego Ronaldo, w meczu przeciwko Interowi, Gigi otrzymał od fanów Parmy koszulkę Supermana. Tę samą, w której świętował triumf w Coppa Italia dwa lata później. Analogia była wręcz niespotykana. Chłopiec o niespotykanych gabarytach i sile został bohaterem zdolnym do nadludzkich osiągnięć sportowych. Nawet kiedy popełniał błędy, porównanie wciąż było na miejscu. Kiedy w 2016 roku po kilku kluczowych błędach popełnionych w spotkaniach reprezentacyjnych i klubowych, krytycy oznajmili koniec wielkiego Gigiego, jego wierni kibice rozpostarli transparent mówiący: "Nawet Superman jest czasem tylko Clarkiem Kentem. Gigi zawsze naszym bohaterem".

Buffon jednak nigdy nie czuł się bohaterem. Mimo sławy zawsze pamiętał o swoich korzeniach i o tym czego nauczyli go rodzice. "Sport zawsze był dla nas ważny, nie tylko ze względu na samą aktywność fizyczną. Czuliśmy, że jest to droga do tego, aby nauczyć dzieci jak żyć z innymi ludźmi, tego jak przegrywać i jak radzić sobie z emocjami. Gigi w wielu momentach cierpiał. Oczywiście, osiągnął wiele sukcesów, ale doznał też bolesnych porażek i ciężkich kontuzji" - mówi Maria Buffon. "Podczas Mistrzostw Świata w 2010 roku w Afryce, zadzwonił do nas. Telefon leżał na łóżku obok w trybie głośnomówiącym - plecy bolały go tak bardzo, że nie był w stanie utrzymać w górze ręki, nie mógł się ruszyć. Sport, tak jak życie, potrafi nauczyć jak radzić sobie z cierpieniem, pokonywać przeszkody, uczy również pokory. Mimo wszystkiego, czego doświadczył, nigdy się nie zmienił. Po debiucie przeciwko Milanowi nie zobaczyliśmy go od razu po meczu, bo musieliśmy jechać na mecz siatkówki, w którym grała Veronica. Kiedy dotarliśmy na mecz, otrzymywaliśmy same pochwały pod adresem syna. Porównywali go z Lwem Jaszynem. Ja nawet nie wiedziałam, kto to był Jaszyn! Kiedy wróciliśmy do Parmy, żeby odebrać Gigiego, był spokojny. Wieczorem w telewizji mówiono o cudownym dziecku Buffonie, a on dla nas nadal był tym samym Gigim. Następnego dnia poszliśmy po poranne gazety, a kiedy wróciliśmy do domu Gigi rozmawiał przez telefon i uciszył nas od progu. Zapytałam go, dlaczego każe nam być cicho. Okazało się, że właśnie udziela wywiadu na żywo dla telewizji".

Bez względu na to wszystko, nigdy się nie zmienił. Odziedziczył charakter po ojcu, który jest bardzo spokojny i trzeźwo patrzący na wszystko. To on go tego nauczył i sprawił, że Superman zawsze twardo stąpał po ziemi. Podczas gdy inni mówili mu jaki jest fantastyczny, Adriano ciągle powtarzał, że wciąż może się poprawić. Dzięki temu Gigi nigdy nie uważał się za wyjątkowego. Wiedział, że bez wsparcia ludzi dookoła nie osiągnąłby nic, Dlatego nieprzerwanie był wdzięczny za wszystko, co dostał od losu. Pomaga rodzinie finansowo, poświęca też wszystkim swój czas kiedy wraca do domu. Ciągle jest po prostu Gigim, najmłodszym w rodzinie.

Po swoim debiucie w kadrze Włoch w 1997 roku, w przeszywającym rosyjskim zimnie, nie zapomniał o tym, aby wysłać koszulkę swojemu byłemu trenerowi Avio Menconiemu. Kiedy dwa lata temu powrócił do Parmy z Juventusem na mecz Coppa Italia, spotkał się z Ermesem Fulgonim, żeby pogadać o przeszłości, ale i o przyszłości. Kiedy zdobył kolejną nagrodę indywidualną w tym roku, zadzwonił do Nevio Scali. "Ciao, Mister, jak się Pan czuje? Minęło dużo czasu, ale chciałem tylko powiedzieć, jak bardzo jestem wdzięczny za wszystko co Pan dla mnie zrobił przez te wszystkie lata".

Scala nie był zaskoczony: "To jest właśnie Gigi Buffon". To właśnie dlatego zawsze będzie numerem 1.


Autor: Mark Doyle
Tłumaczenie: JuvePerSempre
Źródło: www.goal.com

aroninho11 | 23.11.2017 | 14:53:12
Ło kurza twarz. Miałem 1 lat jak Buffon debiutował w Serie A. On powoli kończy karierę, a ja... Piszę komentarz na JuvePoland. Strona bardzo fajna, ale nie da się ukryć, że jednak Buffon jest Superman'em. Jeden z niewielu artykułów, o tematyce sportowej, które przeczytałem w życiu.

miro4444 | 23.11.2017 | 15:48:19
Artykuł jak dla mnie - rewelacja :) łza się kręci w oku jak pomyślę, że to może być (i chyba będzie) ostatni sezon Buffona :/ ach...

slawek1990 | 23.11.2017 | 20:50:30
Bo najpiękniejsze w Gigim jest, że to nie w tylko genialny piłkarz, ale i wielki człowiek.

MRN | 23.11.2017 | 21:59:36
Już wkrótce będę ryczał jak bóbr :(

pussykillerxxl | 23.11.2017 | 22:21:09
Del Piero i Buffon.. dwie wielkie i piękne legendy.. wielcy i skromni.. wspaniali i wyjątkowi na boisku jak i poza nim..

GRANDE JUVE


putout | 23.11.2017 | 23:20:40
świetna robota z tym tłumacdzeniem. szacun że Ci sie chciało.

Hołek | 23.11.2017 | 23:38:57
świetny artykuł, dawno nie czytałem czegoś tak bogatego

broda | 27.11.2017 | 16:42:50
...ostatnia grająca legenda,takich piłkarzy już nie będzie niestety...
pzdr



Aby móc komentować, musisz być zarejestrowany i zalogowany.
KSIĘGARNIA WYDAWNICTWA SQN JPDROID - JUVEPOLAND NA ANDROIDA

Znaki towarowe JUVENTUS, JUVE i logo Juventusu są własnością Juventus F.C. Spa, Turyn, Włochy.
The trade names and marks JUVENTUS, JUVE and Shield Device are the exclusive property of Juventus F.C. Spa, Turin, Italy.
Copyright (c) 1997-2017 JuvePoland -- Wszelkie prawa zastrzeżone