index index sezon klub historia artykuły forum fanpage typer ksiazki kontakt
mapatop
Strona główna
Forum
Fanpage
Twitter
Archiwum newsów
Ostatnio na forum
Mapa strony
Regulamin

Dodaj do ulubionych
Startuj z JuvePoland


Drużyna
Mercato 2018/19
Piłkarz sezonu

Juventus
Terminarz
Lista strzelców
Lista kartek
Lista asyst

Serie A
Terminarz
Tabela

Liga Mistrzów
Terminarz
Prasa polska
Prasa zagraniczna
Internet
Felietony
Wywiady
Biografie
Primavera
22.12.2018 18:05:24 | komentarzy: 6 | czytano: 1480 razy

Fałszywy obrońca

Też z Portugalii i Juventusu, też z liczbami budzącymi szacunek i też wyglądający nieludzko zdrowo. Taki jest piłkarz, który w wyścigu po tytuł najlepszego gracza pierwszej rundy w Serie A deptałby po piętach Cristiano Ronaldo.

Bezkonkurencyjność CR7 przyjmujemy za dogmat. A jeśli znalazłby się człowiek innej wiary; to media, które codziennie dbają o Portugalczyka, natychmiast by go ukrzyżowały liczbą argumentów, statystyk i czołobitnych artykułów.

DWÓCH W JEDNYM

Na usługach Joao Cancelo tej mocy maszyna marketingowa jeszcze nie pracuje, za to on pracuje za dwóch: obrońcę i napastnika. W Turynie różne rzeczy widzieli i niewiele może wiernych poddanych Starej Damy zaskoczyć, ale aż takich efektów specjalnych po drugim Portugalczyku chyba nikt się nie spodziewał. To oczywiście nie jest tak, że wcześniej w Valencii i Interze był niedoceniany lub sam z siebie nie dawał tego, na co potencjał mu pozwalał. On po prostu do swojego talentu i wszystkich atutów potrzebował lepszej ekspozycji. W Juventusie to dostał, a Juventus dostał, pardon - całkiem drogo kupił, prawdopodobnie najlepszego prawego obrońcę na świecie.

Wskoczył w miejsce Stephana Lichtsteinera, pod którego pozycją Massimiliano Allegri w dwóch ostatnich sezonach kopał coraz głębsze dołki. Trudno o większy dowód gasnącego zaufania niż dwukrotne pominięcie na liście do Ligi Mistrzów (wracał dopiero na wiosnę). Zresztą nie dajmy się uwieść regule, że o nieobecnych tylko dobrze, i bądźmy uczciwi wobec regularnego, rzetelnego, charakternego i dlatego dobrze wspominanego Szwajcara - porównywanie go do Cancelo to tak, jakby syntetyzator zestawić z fortepianem. Choćby nie wiadomo jak się natężyć, to z pierwszego pewnych dźwięków wydobyć się nie da i już.

Allegri to słyszał i najpierw podmienił go na Daniela Alvesa. Tu już jesteśmy bliżej dzisiejszego wzoru. Brazylijczyk, podobnie jak Portugalczyk, zanim ruszył w drogę do wielkiej kariery, oszlifował wszystkie nierówności i okrzepł w Valencii. Później wszystko co najlepsze oddał Barcelonie i choć dopiero na prawie sam koniec zawitał do Turynu, to i tak zdążył wszystkim unaocznić (patrz półfinał Ligi Mistrzów z Monaco, ale nie tylko), o ile poziom gry bardzo dobrego zespołu może poprawić - wydawałoby się, że tylko - boczny obrońca. Z racji wieku i wiążących się z nim sporych ograniczeń Alves nie mógł przeskoczyć pewnej bariery. Jak był za bardzo z przodu, to brakowało go z tyłu. Lepiej czuł się w ustawieniu 1-3-5-2, gdzie mógł liczyć na asekurację środkowych pomocników lub ze strony Andrei Barzaglego. Natomiast Cancelo to młodość i witalność, to zdrowie do biegania pozytywisty Lichtsteinera w połączeniu z rozmachem romantyka Alvesa. Dwóch w jednym.

Przed poprzednim sezonem do mistrzowskiej ekipy dołączył Mattia De Sciglio, który za Allegrim wskoczyłby w ogień, ale bardziej by chciał, niż mógł. Trudno na kimś kruchym jak kryształ budować poważne plany. Już w niedzielę Portugalczyk wyrównał ligowy bilans Włocha z całych poprzednich rozgrywek. Co tam jednak ilość, przy takiej jakości.

Po 14 kolejkach ze średnią udanych dryblingów na poziomie trzech w meczu znalazł się w pierwszej trójce całej ligi, przed takimi specjalistami jak Lorenzo Insigne z Napoli, Suso z Milanu czy kolega z drużyny Paulo Dybala. Ponadto średnio wykreował 1,6 okazji bramkowych, wykonał najwięcej w zespole (przeciętnie prawie 5) dokładnych podań na 30 metrach od bramki przeciwnika. Grał na poziomie 90 procent dokładności podań, czyli tylko jedno na dziesięć mijało cel. A to nie przy graniu do najbliższego i do tyłu. Nie, nie - przez większość czasu na dużym ryzyku i w dużym tempie oraz przy ponad 100 kontaktach z piłką w meczu. Stukaniem tak pięknych liczb w ofensywie wcale nie przykrywał niedostatków w obronie, bo i w niej właściwie nie było się do czego przyczepić. Na siłę można wypomnieć sprokurowany rzut karny w pierwszej kolejce. Był obrońcą, rozgrywającym i napastnikiem. Dzięki niemu Juventus często wyglądał, jakby grał w dwunastkę, a kiedy został w dziesiątkę jak z Valencią na Mestalla, to nie dał tego po sobie poznać.

W Interze też było w porządku, tyle że Inter odbiegał od europejskiego porządku, a gra tylko w Serie A to niewystarczająca rekomendacja. Po lekkim falstarcie spowodowanym kontuzją, później hasał po skrzydle, aż miło było patrzeć, z liczbą skutecznych dryblingów na średnim poziomie 1,32 i 84-procentową dokładnością. Luciano Spalletti nie ukrywał zachwytów i zarazem rozczarowania tym, że bez Cancelo musiał budować drużynę na Ligę Mistrzów. A to dlatego, że Inter z kagańcem pod postacią finansowego fair play nie mógł ugryźć tematu: 35 milionów euro za wykupienie Portugalczyka z Valencii.

Ten spał w miarę spokojnie. W miarę, ponieważ między zmianą jednego klubu na drugi nieprzyjemną pobudkę urządził mu Fernando Santos. Selekcjoner nie powołał go na mistrzostwa świata do Rosji, a wyrok na nim podpisał po przegranym 0:3 meczu z Holandią, w którym Cancelo zbłądził zarówno przy pierwszym, jak i drugim golu i na deser wyleciał z boiska z czerwoną kartką. Wrócił do kadry we wrześniu i w Lidze Europy zaliczył stuprocentową frekwencję. Jest więc znów dobrze, ale i tak najlepiej było na początku, kiedy w trzech pierwszych występach strzelał po golu. Kto chce, niech umniejsza rangę tego wyczynu, wypominając nazwy bezbronnych ofiar: Gibraltaru, Andory i Wysp Owczych.

BĘDZIE NAJDROŻSZY

Wracając do przyszłości klubowej widzianej z perspektywy czerwca, to spokój czerpał z dwóch źródeł. Po pierwsze - po dobrym sezonie oferty spływały szerokim strumieniem. Po drugie - o jego interesy troszczył się Jorge Mendes. To za sprawą króla piłkarskich menedżerów w 2014 roku trafił do Valencii. W podróż zabrał tylko jeden ligowy występ, w Benfice Lizbona (plus jeden w Pucharze Portugalii), co na nowej drodze życia pewności nie dodawało, ale dla otuchy miał Andre Gomesa, Rodrigo i Enzo Pereza, których w pakiecie Mendes przeniósł na Mestalla. Miał jeszcze coś - traumę, z którą być może łatwiej było się zmierzyć na emigracji. W styczniu 2013 roku w wypadku samochodowym zginęła jego matka Filomena, a cudem uszli cało on i młodszy brat Pedro, który dziś jest prawie pełnoletni i trenuje w Barreirense.

Opuścił Valencię po trzech sezonach, w ostatnim jego ofensywnym statystykom mało kto podskoczył: 6,1 dryblingu w meczu, z czego 3,4 udanego. Tylko że jeszcze wtedy do bronienia przykładał się raczej średnio. Po rozważeniu wszystkich za i przeciw Mestalla żegnała go jednak z żalem, a musiał odejść w ramach wymiany z Interem za Geoffreya Kondogbię, który w tamtym czasie dla potrzeb Valencii nadawał się bardziej. Rok później wszyscy byli zadowoleni. Valencia i Inter dobiły do Ligi Mistrzów, Cancelo i Kondogbia rozwinęli się i podnieśli swoją wartość.

Juventus wydał na niego 40 milionów i 400 tysięcy euro. Niewiele zabrakło do pobicia rekordu należącego od 2001 roku do Liliana Thurama, który jednak pozostał najdroższym obrońcą w historii klubu. Chwaląc za bombowy początek Portugalczyka w Juve, już spekuluje się, że za to będzie najdrożej sprzedanym defensorem. 42 miliony uzyskane za Leonardo Bonucciego w 2017 roku to żadna bariera. Za sezon lub dwa będzie o tym głośno. Bo przecież jakkolwiek by mu było dobrze w Turynie, to Mendes nie pozwoli mu zasiedzieć się w jednym miejscu. Interes musi się kręcić. Poza tym każdy to powie, że to piłkarz skrojony na wymiar Barcelony, a jej się nie odmawia.



Autor: Tomasz Lipiński
Źródło: Piłka Nożna 50/2018

frytek 88 | 22.12.2018 | 19:02:56
Juve to nie market ... ,,skrojony na wymiar Barcelony, a jej się nie odmawia"

Profesor | 22.12.2018 | 19:06:47
Barca może pomarzyć sobie,za rok Cancelo dostanie duużą podwyżkę, swoje też dostanie Mendes.

Juve od 2 lat nie sprzedawało nikogo jak nie musiało, ten czas już się skończył.


Kruczenzo | 22.12.2018 | 19:31:59
Przeciez to Lipinski, artykul bez pstryczka w strone Juventusu nie przejdzie mu przez klawiature.

Zreszta o jego poziomie niech nowi "pomylenie" Sevilli z Valencia w kontekscie Alvesa


pussykillerxxl | 22.12.2018 | 20:34:34
Panie Tomku.. JUVENTUS to nie Roma! :-DDDDD

Samael | 24.12.2018 | 8:42:57

Omujborze! Taki szanowany dziennikarz, a babola takiego zrobił i napisał że Alves grał w Valencii? To poszło do druku w gazecie?


RaFaJuVe | 26.12.2018 | 13:23:43
"Wrócił do kadry we wrześniu i w Lidze Europy zaliczył stuprocentową frekwencję." - chyba Lidze Narodów?


Aby móc komentować, musisz być zarejestrowany i zalogowany.

KSIĘGARNIA WYDAWNICTWA SQN JPDROID - JUVEPOLAND NA ANDROIDA

Znaki towarowe JUVENTUS, JUVE i logo Juventusu są własnością Juventus F.C. Spa, Turyn, Włochy.
The trade names and marks JUVENTUS, JUVE and Shield Device are the exclusive property of Juventus F.C. Spa, Turin, Italy.
Copyright (c) 1997-2019 JuvePoland -- Wszelkie prawa zastrzeżone