index index sezon klub historia artykuły forum fanpage typer ksiazki kontakt
mapatop
Strona główna
Forum
Fanpage
Twitter
Archiwum newsów
Ostatnio na forum
Mapa strony
Regulamin

Dodaj do ulubionych
Startuj z JuvePoland


Drużyna
Mercato 2018/19
Piłkarz sezonu

Juventus
Terminarz
Lista strzelców
Lista kartek
Lista asyst

Serie A
Terminarz
Tabela

Liga Mistrzów
Terminarz
Prasa polska
Prasa zagraniczna
Internet
Felietony
Wywiady
Biografie
Primavera
2.04.2005 13:40:00 | komentarzy: 8 | czytano: 10384 razy

Zbigniew Boniek

Pytano kiedyś Zbigniewa Bońka, kto mu najbardziej pomógł. Ja sam odpowiedział. Miał rację, bo cóż wart byłby jego niezwykły talent, gdyby nie poparła go jeszcze większa ambicja? To właśnie ów charakter wielkiego wojownika, przebojowego zarówno na boisku, jak i w życiu sprawił, że przełamał, zdawałoby się niemożliwe do pokonania, bariery polityczne. Jemu pierwszemu spośród polskich piłkarzy udało się grać – za “ komuny ” ! – w renomowanych klubach zagranicznych w apogeum rozkwitu talentu. A do pokornych nie należał...

Jego ojciec Józef był stoperem Czarnych Nakło, a potem bydgoskich klubów: OWKS, Zawiszy i Polonii, z którą grał w I lidze. Na pierwsze spacery chodziliśmy oczywiście na stadion opowiadała pani Zofia Boniek. Zbyszek w wózku, Romek (starszy syn) za rękę, i na Polonię oklaskiwać ojca i męża. Zbyszek grał w piłkę od dziecka na placykach miedzy mieszkalnymi blokami ulic Czerkaskiej i Sułkowskiego. Miał 12 lat, kiedy trafił do Zawiszy pod opiekę Konrada Kamińskiego. Potrafił być surowy, dać klapsa, ale też miał anielską wręcz cierpliwość, gdy uczył nas futbolowego abecadła pisał Boniek. Wszyscy mówili, że wyrośnie ze mnie dobry zawodnik, ale po dwóch, trzech latach o tym zapomnieli, ponieważ w grupie byłem jednym z najmniejszych. Z pomocą przyszła mi natura. Po przekroczeniu 15 roku życia zacząłem rosnąć.

Podziwiał Niemca Netzera i Kazimierza Deynę, którego oglądał jako 16–latek, podając piłki podczas meczu Polska – Czechosłowacja w Bydgoszczy. Szansę debiutu w seniorach II–ligowego Zawiszy dał mu trener Ignacy Ordon. Miał wtedy 17 lat. Zawisza włączył się wiosną 1975 do walki o ekstraklasę, ale nie wytrzymał presji. Również do mnie miano pretensje, bowiem w ważnym spotkaniu z Lechią nie wykorzystałem rzutu karnego. Boniek trafił w słupek. Rozgniewało to działacza klubu, mistrza olimpijskiego z Rzymu, Zdzisława Krzyszkowiaka. Padły mocne słowa. Młodzik nie pozostał dłużny. Musiał odejść.

Z wielu ofert wybrał beniaminka I ligi Widzew Łódź. Nie chciał iść tam, gdzie już były gwiazdy. Opiekował się nim Tadeusz Gapiński, Boniek jeszcze porządnie nie kopnął piłki, a już mówił: Wkrótce zagram w pierwszej drużynie, zostanę liderem, za rok awansuję do reprezentacji, za trzy lata zagram na mistrzostwach świata, a gdy będę miał 27 lub 28 lat wyjadę za granicę do znanego klubu! Ubawił “Gapka” do łez. W ekstraklasie Boniek debiutował 16 sierpnia 1975, a już w lutym 1976 jechał z kadrą na sparingi w Hiszpanii. Kazimierz Górski powołał go na mecz z Argentyną (1:2) w Chorzowie 24 marca tego samego roku. Zbyszek miał wówczas 20 lat i 21 dni. Pozostawił najlepsze wrażenie spośród debiutantów. Ale po meczu z Francją naraził się “starszyźnie”. Całą drogę z Polski do Francji nosiłem wory ze sprzętem. Byłem najmłodszy, więc padło na mnie. Ale w drodze powrotnej zaprotestowałem. Ze Szwajcarią w Bazylei (1:2) Boniek zdobył swego pierwszego gola. Kiedy jednak Górski ogłosił kadrę na igrzyska olimpijskie, Boniek znalazł się w rezerwowej piątce. Czuł się pokrzywdzony.

Nowym selekcjonerem został Jacek Gmoch. Przeciw Portugalii 16 października w Porto (eliminacje Argentina’78) Boniek wszedł w 76 minucie i wywalczył piłkę. Jego strzał odbił Bento, dobitka Deyny po rykoszecie trafiła w słupek, ale piłkę dopadł Lato i strzelił na 2:0. Dynamiczne rajdy Bońka siały popłoch wśród rywali. Miał znów okazję zdobyć gola, lecz przeszkodziła poprzeczka. W czasie modnych wtedy konsultacji szkoleniowych dostarczono nam specjalny test opowiadał. I dzięki temu przez wiele miesięcy byłem w kadrze kimś w rodzaju brzydkiego kaczątka. Nieopierzony szczeniak dostał kilkadziesiąt pytań i odpowiedział na nie absolutnie szczerze. Zrobiło się zamieszanie. Specjaliści bowiem doszli do wniosku, że mam największe zdolności przywódcze. Boniek ma rządzić? Taki młokos? I tak zostałem odstawiony na ławkę rezerwowych.

W Sao Paulo wszedł na drugą połowę. Polska przegrywała z Brazylią 0:3. Honorowy gol padł w ostatniej minucie po typowej akcji Bońka. Przebojem przedarł się przez obronę, mijając trzech Brazylijczyków i Leao był bezradny. Po porażce z Austrią ktoś wymyślił spór Boniek – Deyna. Absolutny nonsens! Z Deyną zawsze grało mi się rewelacyjnie! Nie spotkałem w Polsce drugiego piłkarza, który tak dobrze czytał grę. Poza tym Deyna był graczem, na którego przeciwnicy zwracali całą uwagę, więc jego partnerzy mieli dużo swobody.

Widzew wpadł w Pucharze UEFA na Manchester City. Łodzianie byli ostatni w lidze, Anglicy przewodzili swojej. Gwiazdą meczu nie był jednak Hartford, Channon czy P. Barnes, lecz rudowłosy chłopak z Polski. Gospodarze prowadzili 2:0 i wtedy: Kowenicki błyskawicznie wykonuje rzut wolny. Podaje do mnie, a ja niewiele się namyślając trzepnąłem piłkę w kierunku Corrlgana. Rozciąga się jak długi – piłka wpada do siatki! Piękny gol, jaki nieczęsto się ogląda. W 76 minucie – faul Watsona. Karny! – Nikt nie chce podejść do piłki. Wreszcie Rozborski lub Chodakowski mówi: Zbyszku strzelaj! Nie strzelisz – trudno. Gdy zobaczyłem ogromnego, spokojnego bramkarza, nie bardzo wiedziałem, co się ze mną dzieje. Zdobyłem gola, ale tę sytuację zawsze będę wspominał jako wyrafinowaną torturę. Corrigan rzucił się w prawy róg, piłka poszła w przeciwny. Po 0:0 w Łodzi sensacyjny awans stał się faktem, lecz PSV Eindhoven okazał się już za silny.

Boniek zdobył stale miejsce w reprezentacji, jednak na mistrzostwach świata w Argentynie Gmoch w meczu z RFN znów wpuścił go w 79 minucie za Lubańskiego, u którego boku miał grać. Gmoch nie dotrzymał słowa. Stchórzył! Zadowolił się remisem. Wszyscy poczuli się wygrani, oprócz Włodka i mnie dał upust rozżaleniu Boniek. Dopiero z Meksykiem wybiegł w podstawowym składzie. W 42 minucie. Ruszam w stronę bramki tuż za Grześkiem (Lato). Ten mija obrońców i pokazuje mi ręką, że będzie mocno podawał do przodu. Najważniejsze więc trafić w tempo dośrodkowania. Trafiam, ale nie widzę piłki w bramce. Czyżbym spudłował? Nie! Uderzył tak silnie, że wydawało się, że zerwie ona siatkę. Meksykanie wyrównali, Deyna podwyższył na 2:1. Ostatnie słowo należało do Bońka. Zagrałem piłkę do Włodka (Lubańskiego), ale w tej samej chwili dostrzegłem, że obrońcy tak się ustawili, że tylko strzelać! Krzyczę więc: “Włodek! Daj!” i nie czekam nawet sekundy. Daleki, precyzyjny strzał ustalił wynik na 3:1.

Przeciwko gospodarzom mistrzostw Polacy zagrali najlepszy mecz w turnieju. Gdy przegrywali 0:1, Deyna nie wykorzystał karnego. Rywale zwyciężyli ostatecznie 2:0. “PN” pisała: Najlepszym partnerem (Deyny) był Zbigniew Boniek - szybki, pomysłowy, agresywny, chyba najbliższy zdobycia bramki. Mecz z Peru mimo przewagi zakończył się skromną wygraną 1:0. Pilnowałem Teofilo Cubillasa, najbardziej bramkostrzelnego piłkarza Peru. Udało mi się go zatrzymać. W przenośni i dosłownie. Za to, że nie strzelił gola, zebrałem pochwały, zaś za trzymanie go za koszulkę – żółtą kartkę. Ostatni mecz z Brazylią grali Polacy o wejście do medalowej strefy. Ulegli 1:3.

Boniek należał do odkryć turnieju. Imponował bojowością, wspaniałym ciągiem na bramkę, dynamiką i atomowymi strzałami. Czynił wiele zamieszania w szeregach obronnych rywali. Atakował śmiało, umiał wygrać “jeden na jednego”, dawał sobie radę z dobrymi technicznie piłkarzami południowej Ameryki. Słynny Pele zaprosił go z małżonką na mecz Cosmosu Nowy Jork z gwiazdami futbolu. Reprezentację objął Ryszard Kulesza. Zaczynał się w niej “czas Bońka”. W eliminacjach mistrzostw Europy po wygranych z Islandią i Szwajcarią, w Lipsku Polacy prowadzili po jego strzale z NRD. Niestety, zabrakło im sił, czemu miało być winne zakrapiane “jajeczko” w Novotelu. Ulegli 1:2. W Chorzowie 2 maja 1979 pokazali jednak, na co ich stać. Wicemistrzowie świata – Holendrzy, ze Schrijversem, Krolem, Petersem, braćmi van de Kerkhof, Rensenbinkiem, zostali pokonani 2:0. Boniek otworzył konto, a każde jego dojście do piłki było alarmem dla rywali.

Trener “Reszty Świata”, Włoch Enzo Bearzot powołał go przeciwko Argentynie. Okazało się, że przed sparingiem z reprezentacją Argentyny juniorów... – Zico ma lekką gorączkę. Bearzot pyta, czy grałem kiedyś na lewym skrzydle. Miałem powiedzieć, że nigdy? Strzelam trzy bramki, trzy wypracowuję. Bearzot mówi, że szukał jedenastego zawodnika, a znalazł pierwszego! Mecz 25 czerwca w Buenos Aires gospodarze traktowali niezwykle serio. Z mistrzów świata brakowało tylko Kempesa, lecz grała nowa gwiazda – Maradona. Resto del Mundo (Leao – Kaltz, Pezzey, Krol, Cabrini – Toninho, Platini, Asensi, Tardelli – Rossi, Boniek) też walczyła o prestiż. Argentyna prowadziła 1:0. Widzę, że obrońca decyduje się na podanie do Fillola; podbiegam, naciskam go, siedzę niemal na karku, Galvan nie wytrzymuje nerwowo, uderza zbyt mocno, Fillol stał osłupiały, bo piłka dotyka już siatki argentyńskiej bramki. Boniek zagrał całe spotkanie. “Reszta Świata” wygrała 2:1. Zaczęli się mną poważnie interesować Włosi.

W Pucharze Mistrzów St. Etienne prowadziło w Łodzi po golu Michela Platiniego. Widzew napierał. Rzut wolny tuż przed polem karnym, Włodek Smolarek ustawia piłkę, ja wybiegam zza niego i krzyczę “rzuć!”. Dostałem idealne podanie, złożyłem się do strzału i zrobiło się 1:1 pisał Boniek. Potem był gol Kowenickiego i wygrana 2:1. Ale rewanż Widzew przegra 0:3. Remis reprezentacji w Amsterdamie był pożegnaniem mistrzostw Europy. W drodze powrotnej kilku piłkarzy... obszczekało krytykujących ich dziennikarzy. W efekcie kar relegowano Bońka z kadry do maja 1980. Wiosną menedżer prezesa Juventusu Turyn Giovanniego Agnellego dawał do zrozumienia, że jego szef chętnie widziałby go w Turynie. Karę skrócono Bońkowi o tydzień, by mógł zagrać we Frankfucie przeciw RFN (1:3). Wyrównał z rzutu wolnego na 1:1, lecz Niemcy okazali się za silni. W Pucharze UEFA na Old Trafford Manchester United z Widzewem tylko zremisował 1:1, a po 0:0 w Łodzi awansowali Polacy! W II rundzie czekał... Juventus.

22 października 1980 łodzianie wygrali u siebie 3:1. Na Stadio Comunale 5 listopada zagrażali im nie tylko Brady, Bettega czy Causio, ale i stronniczy arbiter. Było już 0:2. Wreszcie dostaję piłkę i ruszam sprzed połowy boiska w rajd, pędzę ile sił w nogach, wyrasta przede mną Scirea, ogrywam go, dojeżdżam do końcowej linii, ale nie stopuję piłki, bo za mną dudnią nogi Pięty i Gentile, więc podaję ostro, Pięta strzela... Jest! Dwie minuty po naszym golu bramkę zdobywa Brady. Strzelam wprawdzie w ostatniej minucie bramkę, lecz turecki sędzia uznaje, że znajduje się na spalonej pozycji, co jest wręcz bezczelne, gdyż 8 metrów przede mną leżał Gentile relacjonował Boniek. Dogrywka nic nie zmieniła. Nastąpiła seria rzutów karnych. Boniek pamiętał z treningów “Reszty Świata”, jak wykonywali je Causio i Cabrini. Młynarczyk obronił ich strzały! Przy stanie 3:1 strzał Bońka decydował o awansie. Nie zawiódł.

W Barcelonie Boniek miał udział w akcjach, po których Polska pokonała 2:1 Hiszpanię. W Pucharze UEFA Ipswich Town rozgromił Widzew 5:0. W rewanżu Boniek już nie zagrał, gdyż doszło w kadrze do głośnej “afery na Okęciu”. Ujęcie się kilku piłkarzy za Młynarczykiem, który stawił się na lotnisko “zmęczony” całonocnym pobytem w lokalu, kosztowało ich, a także Bońka, bezwzględną dyskwalifikację. Do reprezentacji, prowadzonej już przez Antoniego Piechniczka, wrócił dopiero 2 września 1981 w meczu z RFN. 10 października w decydującej grze eliminacji Espana’82 z NRD w Lipsku Polacy odebrali rywalom inicjatywę i wygrali 3:2.

Kilkanaście dni później jego gol z wolnego dał w Buenos Aires zwycięstwo z Argentyną (2:1). Urlop po rundzie jesiennej spędzał Boniek z żoną we Włoszech. Zabiegały o niego Roma, Juventus i kilka innych europejskich drużyn. Kiedy w Polsce gen. Jaruzelski ogłosił stan wojenny, Boniek wrócił do kraju. Na początku 1982 roku wiedział już, że do kontraktu dojdzie. Juventus przebił Romę – zapłacił 1,8 mln. dolarów. Na Zachodzie byli drożsi piłkarze (Maradona, Pele, Beckenbauer, Passarella, Diaz, Cruyff, Edinho), lecz w Polsce była to suma zawrotna. Dla porównania – za Żmudę dano 320 tysięcy dolarów, Janasa 220, Łatę i Kustę po 175, Szarmacha 130 plus 20 w sprzęcie, Deynę ok. 100 tysięcy funtów plus sprzęt Adidasa.

Początek turnieju Espana’82 miał fatalny. Po bezbramkowych grach z Włochami i Kamerunem Piechniczek wahał się, czy wystawić go w decydującym o wyjściu z grupy meczu z Peru. Zagrał, ale... w ataku. W pomocy pojawił się Kupcewicz, z którym się nie lubili. Wymuszone zmiany okazały się zbawienne. 22 czerwca w La Corunie już w 1 połowie Boniek zdobył gola, lecz na pozycji “spalonej” był nie biorący udziału w akcji Smolarek. Właśnie ten ostatni zdobył w II połowie prowadzenie. Drugi gol padł po przerzucie Dziuby do Bońka, który zagrał głową między obrońcami do Laty, a ten wyszedł sam na sam z bramkarzem i na nic zdał się 20–metrowy wybieg Quirogi. Trzeciego, po akcji Kupcewicz – Buncol – Boniek, zdobył on sam. Czwarty padł z pięknej kombinacji: Lato do Bońka, ten do Buncola, który atakowany odegrał do niego – Mogłem strzelać, ale zagrałem piętą do tyłu i Buncol znalazł się sam na sam z Quirogą. Piątego zdobył Ciołek. Polska wygrała 5:1.

Angielski dziennikarz komentował: – Boniek zawsze powinien grać w przodzie, albowiem bardziej fascynuje go bramka przeciwnika niż obrona własnej. Potwierdza to Lato: To, co on usłyszał ode mnie w Hiszpanii – tak “serdecznie” – mógłby obdzielić tymi epitetami parę pokoleń. Przez to, że się nie cofnął, nie pokrył i tak dalej.

Drugą rundę Polacy grali na Camp Nou w Barcelonie. 28 czerwca rywalami byli Belgowie. Już w 3 minucie Dziuba wypuścił prawym skrzydłem Latę i ten po ograniu Millecampsa spod końcowej linii zagrał cross do tyłu, do znajdującego się przed polem karnym Bońka. Potężny strzał pod poprzeczkę i Custers nie zdążył zareagować. W 26 minucie Kupcewicz posłał podanie na przeciwny kraniec pola karnego do Buncola. Ten odegrał głową do wbiegającego w pole karne Bońka, który z zimną krwią głową przelobował wybiegającego naprzeciw Custersa. W 54 minucie sfinalizował akcję Smolarka i Laty. Przyjął podanie, obrócił się wokół własnej osi wychodząc na czystą pozycję, położył Custersa i strzelił obok do siatki...

Boniek – człowiek z Marsa w Barcelonie! donosiło “II Messagero”. Trener Juventusu Giovanni Trapattoni triumfował: Mam wreszcie u siebie piłkarza, o jakim dawno marzyłem! Bońka z Latą hiszpańska prasa nazwała “tandemem śmierci”. Tak pięknej gry nie było w meczu z ZSRR, w którym pilnował go Bałtacza, lecz remis 0:0 dawał półfinał. Niestety, druga żółta kartka (pierwsza z Włochami) wyeliminowała go z gry ze squadra azzura. (0:2). Polacy stanęli przed szansą powtórzenia sukcesu sprzed 8 lat. Przeciwko Francji w Alicante (3:2) Boniek był dynamiczny, bojowy, lecz zabrakło mu szczęścia w strzałach. W plebiscycie na najlepszego gracza turnieju wyprzedzili go tylko Rossi, Falcao i Rummenigge. Komplementował go Pele: Cenię go przede wszystkim za wszechstronność. Jest równie dobrym napastnikiem, co graczem środkowego pola. Jest już bardzo znanym piłkarzem, jednak wciąż ma przed sobą wielką przyszłość.

Jego nowymi klubowymi partnerami byli mistrzowie świata: Zoff, Gentile, Scirea, Cabrini, Tardelli i Rossi, nieobecny na Mundialu z powodu kontuzji Bettega oraz Francuz Platini. Dołączał do galerii gwiazd “Juve”, takich jak: Monti, Orsi, Combi, Ferrari, Piola, Altafini, Sivori, John Charles, Boniperti, Haller, Del Sol, Boninsegna, Brady... Już po 1–2 miesiącach pobytu w Italii, zrozumiał specyfikę włoskiego podejścia do futbolu w sposób wręcz doskonały mówił o Zibim, jak nazwano Bońka, Trapattoni. Potrafił się znakomicie zaadoptować do Serie A, co nie wszystkim wybitnym piłkarzom się udało. W porównaniu z Platinim, który góruje techniką, Boniek jest bardziej przebojowy i posiada zdolność konstruowania niebanalnych akcji.

W Pucharze Mistrzów Juventus grał ze Standardem Liege, zespołem Geretsa, Haana, Wendta, Tahamaty... W Liege Boniek zagrał jeden ze swych najlepszych meczów w “Juve” (1:1). W rewanżu 2:0 gole zdobywał Rossi, jeden po jego akcji: Zbigniew zdobył piłkę mniej więcej w połowie boiska, objechał slalomem czterech przeciwników, dostał się na ich pole karne i zagrał mi tak, że strzelenie do bramki nie wymagało żadnego wysiłku. Właśnie za Rossim i Giresse’m kończył Boniek rok 1982 jako trzeci piłkarz Europy.

Kolejnym rywalem był obrońca trofeum Aston Villa. W Birmingham Boniek rozstrzygnął mecz fenomenalnym golem na 2:1. Rewanż był formalnością. W półfinale czekał zwycięzca Liverpoolu... Widzew. W Turynie (2:0) drugi gol padł po wspaniałym rajdzie Bońka. Jego strzał Młynarczyk obronił, lecz był bezradny wobec dobitki Bettegi. W Łodzi Widzew prowadził 2:1. – “Szarpnąłem” w swoim stylu i Józkowi Młynarczykowi nie pozostało nic innego, jak złapać mnie za nogi. W ciągu trzech dni wypracowałem dwa karne pierwszego wykorzystał w Warszawie Smolarek, drugiego w Łodzi Platini.

Ten pierwszy był z Finlandią w eliminacjach mistrzostw Europy. Polska tylko zremisowała 1:1 i powtórzyła wynik w Chorzowie z ZSRR. W drugim meczu zdobył gola głową “filmowym szczupakiem”. Niestety, w obu spotkaniach Polacy tracili bramki po strzałach samobójczych. 25 maja 1983 w Atenach miał spełnić się sen “Juve” o Pucharze Mistrzów. Włosi nie wytrzymali presji i przegrali z HSV Hamburg 0:1. Nie grałem źle mówił Boniek. Moim zadaniem było pilnowanie Kaltza i niedopuszczanie do dośrodkowania na głowę Hrubescha. Obowiązki wykonałem poprawnie, raz nawet wybiłem piłkę z pustej bramki, właśnie po strzale Kaltza.Tylko Boniek był w tym podstarzałym towarzystwie indywidualnością. Imponował młodzieńczą żywotnością i przebojowością, łaknął sukcesu – pisano w Polsce. – Dowiódł, że jest pierwszym rycerzem na dworze “Dostojnej Damy” z Turynu.

Juventusowi nie udał się w lidze pościg za Romą, zdobył za to Coppa Italia, a dzięki golowi Zibiego pokonał w finale Mundialito brazylijskie Flamengo. “Juve” kupił Duńczyka Michaela Laudrupa, lecz nie miał on szans rywalizować z coraz lepiej rozumiejącym się duetem Platini – Boniek i został pożyczony do Lazio. W Pucharze Zdobywców Pucharów pierwszym poważnym rywalem było Paris St. Germain (Fernandez, Bathenay, Couriol, Susić, Rocheteau). W Paryżu Boniek wyrównał na 1:1, a Cabrini podwyższył na 2:1 i tylko dzięki golowi dwie minuty przed końcem walczący z determinacją Francuzi uratowali remis. Potem Stadio Comunale było świadkiem prawdziwego horroru. PSG atakował! Jeszcze w ostatniej minucie Susić trafił z wolnego w słupek. Remis 0:0 promował jednak Juventus.

Kiedy na początku 1984 mówiło się o możliwości sprzedania Bońka, na trybunach Stadio Comunale pojawił się wielki transparent: Zibi forever – Zibi na zawsze.Kibice uwielbiają grę z temperamentem, akurat taką, jaka jest mi najbliższa. Minięcie w pełnym biegu dwóch, trzech przeciwników, “szarpnięcie” z piłką przez pół boiska, by zostać sfaulowanym na polu karnym - tego ode mnie żądali i taką grę potrafiłem im zapewnić. Co najmniej od połowy mojego pobytu w Juventusie należałem do najpopularniejszych piłkarzy we Włoszech, a już na pewno w tej drużynie.

Krystalizował się jego styl gry. Stałem się “wolnym elektronem” w pełnym tego słowa znaczeniu. Dość późno zrozumiałem, że aby w pełni zostały wykorzystane moje możliwości, należy pozwolić mi na wykonywanie na boisku tego, na co mam ochotę, bez żadnych dodatkowych obowiązków. Wtedy dopiero można zobaczyć prawdziwego Bońka i wtedy dopiero jestem w pełni przydatny drużynie. Nie mam z góry ustalonej koncepcji spotkania. Od pierwszego gwizdka sędziego rozpoczynam poszukiwanie najsłabszych punktów przeciwnika i tam uderzam. Jeśli zorientowałem się, że najsłabszą stroną przeciwnika jest prawa obrona, to ustawiałem się na lewym skrzydle, Platini rzucał mi piłki i “jechaliśmy” do przodu. I choć wszyscy dokładnie o tym wiedzieli, nieczęsto udawało się nam przeszkodzić. Dlatego, że akcje te były bardzo precyzyjne, niezwykle szybkie i nieschematyczne.

Do takiej gry miał wspaniałe predyspozycje. Jeszcze w 1985 roku przebiegał 100 metrów w 11,2 sekundy. Miał piorunujące przyśpieszenie, a cechami motorycznymi nie ustępował najlepszym. Nie bał się twardo grających obrońców. Duża stopa (dziesiątka), ułatwiała mu gwałtowne zrywy, choć ograniczała repertuar technicznych uderzeń. Posiadał zupełnie niebywałą umiejętność wykrzesania z siebie wszystkich sił w meczu o wielką stawkę. Te szaleńcze rajdy z głębi pola kibice lubili najbardziej. Przyniosły mu one miano “konia bez lejców”.

W półfinale Pucharu Zdobywców czekał Manchester United, który po świetnych meczach wyeliminował Barcelonę. Na Old Trafford było 1:1. Po moim rajdzie przekazałem piłkę Rossiemu, a Paolo natychmiast uderzył. Hogg usiłował zapobiec nieszczęściu, ale wepchnął ją do własnej siatki. Ten gol ustawił mecz. W Turynie Boniek po dynamicznym slalomie przez pół boiska zostawił z tyłu kilku rywali i zdobył prowadzenie. Wyrównał Whiteside. Anglicy czekali już na dogrywkę, kiedy gol Rossiego rozstrzygnął rywalizację uznaną za przedwczesny finał.

Zarzucano Bońkowi, że nie przykłada się do ligi tak, jak do europejskich pucharów. Kiedy dziennikarze pytali go o to, Zibi odpowiedział Podobnie jak wielki śpiewak, który bardziej stara się pokazywać w La Scali niż w prowincjonalnym teatrze, tak i ja daję z siebie więcej, gdy ogląda mnie cała Europa, niż gdy spotkanie obserwuje pół Avellino czy Cremony.

16 maja 1984 w Bazylei znów dał wspaniały koncert w finale PZP z FC Porto. Był dla rywali za szybki. Przy stanie 1:1 Boniek przesądził losy meczu. Miałem na plecach dwóch energicznie atakujących mnie obrońców, a piłka była trudna do opanowania. Przyznam szczerze, że nie bardzo wiem, jak ta bramka padła. Jedna z dziwniejszych w mojej karierze – wychodziłem na czystą pozycję, zamierzałem jeszcze nieco wysunąć piłkę do przodu, tymczasem wpadła do bramki! Przyczynił się do tego bramkarz, który popełnił błąd, wychodząc mi naprzeciw. “Najgroźniejszy człowiek Juventusu”, “Grazie un grande Boniek” pisała prasa.

Z Platinim rozumieli się coraz lepiej Wiele razy zastanawiałem się nad przyczynami, z powodu których uznawano Michela i mnie za najlepszą coppie na świecie. Przecież nie decydowały o tym czyjeś subiektywne odczucia, lecz przemawiały fakty. Michel trzykrotnie z rzędu zdobył tytuł króla strzelców ligi włoskiej i za każdym razem większość bramek strzelał albo z mojego podania, albo po mojej akcji, która kończyła się wolnym w pobliżu bramki czy karnym. Z drugiej strony ja sam strzeliłem Anglikom pięć bramek w bardzo ważnych meczach pucharowych, prawie wszystkie po podaniach Platiniego. Rozumieliśmy się jak żadna inna para piłkarzy. Bez słów.

Polacy rozpoczęli eliminacje mistrzostw świata Mexico’86 od wygranej 3:1 z Grecją w Zabrzu. Remis 2:2 w Mielcu z Albanią wywołał falę krytyki. Napotykam stwierdzenia w stylu: “To już nie ten Boniek, co kiedyś”. Uważam, że jako piłkarz jestem obecnie lepszy niż podczas gry w Widzewie. Dopiero w trzecim roku gry w biało–czarnej koszulce pokazałem pełnię swoich możliwości. Właśnie w Turynie poznałem swoją wartość, przestałem bać się rywali, uznałem, że nawet z największymi gwiazdami mogę walczyć jak z równym. W Polsce podziwialiśmy wielkie mecze Bońka głównie w telewizji. – Boniek lepiej grał w klubie niż w reprezentacji twierdzi w swych wspomnieniach Lato. Nie miał takich “papierów”, jak Kazio Deyna. Zbyszek był piłkarzem wielkiego formatu, lecz nie posiadał zdolności prowadzenia gry i wypełnienia roli lidera zespołu.

16 stycznia 1985 w Superpucharze Europy potwierdził, że zasłużył na przydomek “The night champion”. Juventus gościł w Turynie zdobywcę Pucharu Mistrzów Liverpool. Wskutek nawrotu zimy płyta Stadio Comunale była zmrożona. – Wykorzystałem doświadczenie z naszych boisk. Założyłem na ten mecz zupełnie inne buty, z bardzo długimi i wąskimi korkami. Zyskałem dzięki temu większą przyczepność. Miałem więc dużo szybszy od rywali start do piłki. Nie wiem, czy była to główna przyczyna mojego dobrego występu. Superpuchar należał do moich najlepszych spotkań w barwach bianco–neri. Zdobyłem obydwie bramki, uznano mnie bohaterem spotkania, po którym Supercoppa po raz pierwszy znalazła się we Włoszech.

Dopiero w ćwierćfinałach Pucharu Mistrzów 1984–85 Juventus trafił na poważnego rywala – Spartę Praga. Choć w Turynie wygrał 3:0, Włosi mogli mówić o szczęściu, gdyż mecz był trudny. W Pradze w śniegu i błocie przegrali 0:1, ale były to wyczerpujące potyczki. W półfinale Girondins Bordeaux było jeszcze groźniejsze. W Turynie zbliżała się 28 minuta meczu: Gdy nasi przejęli piłkę, wytworzyła się następująca sytuacja: Rossi i Briaschi z obrońcami “na plecach”, tuż obok ja i Tigana, który zawsze cofał się za mną, gdy Francuzi tracili piłkę. Piłka trafiła do Michela i jednocześnie nasi napastnicy rozbiegli się na boki, w środku zostałem ja i Tigana. W tym samym momencie Michel rzucił mi długą piłkę. Przyjąłem ją na piersi, Tiganę wziąłem “na plecy”. Wiedziałem, że Francuz jako pomocnik ma inną niż obrońcy mentalność, nie będzie więc od razu atakował. To wystarczyło, po chwili już sam pędziłem na bramkę.

Drugiego gola zdobył Briaschi, a w 71 minucie Zorientowałem się, że prawy obrońca Bordeaux jest znacznie słabszy od lewego. Pociągnąłem więc lewym skrzydłem, minąłem obrońcę i doszedłem do chorągiewki. Wiedzieliśmy, że francuscy stoperzy czekając na centrę cofają się aż na linię pola bramkowego. Nie patrząc nawet, zagrałem lekką, niekręconą, półgórną piłkę na szesnasty metr. Nie musiałem się rozglądać, bo wiedziałem, że Michel będzie tam czekał, a właśnie taka piłka jest najłatwiejsza do uderzenia. Po chwili prowadziliśmy już 3:0. Boniek rozegrał jedno z najlepszych spotkań w Juventusie. “La Gazetta dello Sport” przyznała mu 8,5 pkt. Ale w Bordeaux role się odwróciły. W brutalnej walce, jaką narzucili gospodarze w 80 minucie, Juventus przegrywał 0:2. Końcowy gwizdek Włosi przyjęli z ulgą.

Po porażce 0:2 w Brukseli z Belgią w eliminacjach Mexico’86 “PN” pisała: W drużynie narodowej rozkwitł niczym już nie krępowany swoisty kult tego piłkarza. Na boisku przybiera on momentami bardzo niebezpieczny kształt zrzucania na Zibiego wszelkiej odpowiedzialności za wszystko, co się na nim dzieje. On ma inicjować akcję i ją wykańczać. To ogromne uznanie dla umiejętności piłkarza Juventusu powoduje, że pozostali zawodnicy przestają na boisku myśleć, oduczają się samodzielności. W Atenach Boniek był pierwszy raz kapitanem reprezentacji. Po kiepskiej pierwszej połowie, mimo wyrównania przez Greków, Polacy nie załamali się. Prowadzenie na 2:1 zdobył Ostrowski po zagraniu Bońka z rzutu rożnego. Potem po popisowej akcji z Pawlakiem strzelił gola sam kapitan. W końcówce Grecy opadli z sił. Skończyło się na 4:1.

29 maja czekał Bońka wielki finał Pucharu Mistrzów z Liverpoolem na Heysel. Brukselę okupowały hordy pijanych angielskich kibiców. Wierzyli oni, że zawodnicy angielscy dowiodą makaroniarzom, kto tu lepszy. Przedtem sami chcieli im to pokazać i zaatakowali na trybunach kibiców włoskich. Zamiast wielkiego święta, doszło do paniki i spowodowanej nią straszliwej tragedii. Zginęło 39 ludzi. Mógł to być dla mnie jeden z najpiękniejszych dni. Tymczasem, gdy wyszedłem na boisko i spojrzałem na trybuny, łzy stanęły mi w oczach. Jesteśmy profesjonalistami, graliśmy, jak potrafiliśmy, ale czy tak być musiało?Juventus wygrał 1:0 po rzucie karnym Platiniego za faul na Bońku. Taki był ostatni mecz Zibiego w “Juve”.

Skończył się on około północy, a już nazajutrz Polska grała w Tiranie eliminację Mexico’86 z Albanią. Samolotem specjalnej firmy przewozowej Boniek przyleciał tam w czwartkowe południe i o 17.30 jako kapitan wyprowadził biało–czerwonych na płytę stadionu Quemal Stafa. Zwycięstwo 1:0 po jego “złotej” bramce, ostatniej w reprezentacji, sprawiły, że marzenia o kolejnych finałach mistrzostw świata stały się realne.

Zibi zmieniał klub, choć “Juve” chciał go zatrzymać. Lepiej odejść w momencie, gdy człowiekowi się powodzi, niż za dwa, trzy lata, gdy wszystko zacznie się walić stwierdził. Miał wiele propozycji z Anglii, Hiszpanii, Francji i Włoch. W czasie gry w Turynie zabiegały o niego m. in. Bayern Monachium i Real Madryt, lecz nie zamierzał opuszczać Włoch. Wybrał Romę. Grali tam mistrzowie świata: Conti i Graziani oraz Tancredi, Righetti, Nela, Ancelotti, Giannini, Pruzzo. Z dwójki Brazylijczyków Falcao – Toninho Cerezo ten pierwszy musiał odejść, by zrobić mu miejsce. Zibi odziedziczył po nim tytuł “króla Rzymu”. W lidze Roma zajęła drugie miejsce, lecz zdobyła Puchar Włoch.

Bezbramkowy remis z Belgią w Chorzowie awansował Polaków do finałów, ale turniej Mexico’86 przyniósł im rozczarowanie. Przeciwko Maroku (0:0) Boniek grał w pomocy, by przeciw Portugalii (1:0) wrócić do ataku. Dobrze współpracował ze Smolarkiem, ale nie miał szczęścia w podbramkowych sytuacjach. Mecz z Anglikami (0:3) zaczął się nieźle od dwóch znakomitych okazji Bońka i Dziekanowskiego. Niestety, gole strzelał tylko Lineker.

W Guadalajarze Polacy przegrali z Brazylią 0:4. Boniek popisał się efektowną przewrotką, lecz strzał minimalnie chybił. Zarzucano mu, że nie spełnił roli lidera. Wrócił do Romy, gdzie drugim stranieri został Duńczyk Klaus Berggreen. W pierwszej rundzie PZP rzymianie pokonali 2:0 Real Saragossa, lecz Hiszpanie wyrównali straty. Dogrywka nic nie zmieniła. Karne! Przy stanie 3:3 Boniek nie strzelił! Senor podwyższył na 4:3, i wtedy Ancelotti również nie wytrzymał napięcia! Tak wyglądało pożegnanie Zibiego z europejskimi pucharami... Nowy selekcjoner Wojciech Łazarek powołał go na mecz eliminacyjny Euro’88 z Holandią w Amsterdamie (0:0), lecz kapitanem był już Karaś. Potem wzywał go na gry z Finlandią i Norwegią, lecz Zibi był kontuzjowany i selekcjoner jakby o nim zapomniał.

W Romie, gdzie Zibi grał nawet libero, jego nowym partnerem został Niemiec Rudi Voeller. 23 marca 1988 w Belfaście, na obcej ziemi, dobiegła kresu reprezentacyjna droga Bońka. Latem postanowił zakończyć karierę. Kiedyś powiedziałem, że z boiskiem pożegnam się w pełni sił, jako ciągle dobry zawodnik. I tak zrobiłem. Otrzymał propozycję objęcia reprezentacji Polski. Odmówił. Zamierzał skończyć szkołę trenerską we Włoszech. Jako trener nie odnosił jednak sukcesów, ale pozostał przy futbolu jako komentator i biznesmen. – W Polsce było kilku piłkarzy lepszych ode mnie, nie mieli jednak tego uporu, konsekwencji w dążeniu do celu, które zaprowadziły mnie na wyżyny światowego futbolu. Myślę, że miałem więcej szczęścia od innych, a poza tym bardzo tego szczęścia chciałem. Gdyby inni polscy piłkarze, uważani za wielkie talenty, brali z niego przykład, nasza piłka nie znalazłaby się na dnie.


Autor: Józef Walawko
Wyszukał: Oskar8
Źródło: http://legendy-futbolu.republika.pl/

Di_Maggio | 18.04.2005 | 14:30:34
SpoX wszystko !

YoMaNdA | 19.04.2005 | 8:38:26
no luzzz

Nedved1110 | 23.04.2005 | 9:16:43
i tak powinni wyglądać polscy piłkarze. Warto to przeczytac!!!!!!

Michael900 | 10.05.2005 | 22:46:56
Żeby więcej takich piłkarzy było.


Messer | 10.06.2005 | 13:55:12
Super tekst, super piłkarz, szkoda, że teraz takich nie mamy.

killer | 9.07.2005 | 0:25:37
chciałbym ujżeć kiedyś jeszcze w Juve Polskiego piłkarza , który grałby tam z takim powodzeniem.

juventus 1990 | 12.07.2005 | 10:26:33
To by pikarz pierwsza klasa szkoda ze teraz takich nie mamy.Polska liga jest na bardzo sabym poziomie i jak tak dalej bedzie nie widze przyszlosci polskiej pilki.Ale jest nadzieja przeciez jestesmy pierwsi w grupie do MS 2006.Marze o FINALE

Jędruś | 28.04.2006 | 20:52:42
Lato był szybszy :p


Aby móc komentować, musisz być zarejestrowany i zalogowany.

KSIĘGARNIA WYDAWNICTWA SQN JPDROID - JUVEPOLAND NA ANDROIDA

Znaki towarowe JUVENTUS, JUVE i logo Juventusu są własnością Juventus F.C. Spa, Turyn, Włochy.
The trade names and marks JUVENTUS, JUVE and Shield Device are the exclusive property of Juventus F.C. Spa, Turin, Italy.
Copyright (c) 1997-2018 JuvePoland -- Wszelkie prawa zastrzeżone