index index sezon klub historia artykuły forum fanpage typer ksiazki kontakt
mapatop
Strona główna
Forum
Fanpage
Twitter
Archiwum newsów
Ostatnio na forum
Mapa strony
Regulamin

Dodaj do ulubionych
Startuj z JuvePoland


Drużyna
Mercato 2018/19
Piłkarz sezonu

Juventus
Terminarz
Lista strzelców
Lista kartek
Lista asyst

Serie A
Terminarz
Tabela

Liga Mistrzów
Terminarz
26.05.2005 12:41:33 | komentarzy: 8 | czytano: 7756 razy

Zamieszony poniżej tekst, jest pierwszym fragmentem książki napisanej przez Michela Platiniego "Moje życie jak mecz". Opiewa ona dwa rozdziały z tejże książki, w których Platini opisuje dzień 29 maja 1985 roku.

Przeklęty stadion

Trybuny się zapełniają. Na "Z" powiewają biało-czarne flagi. Na "X" - "czerwone zwierzęta" (red animals). Liczna grupa najbardziej zajadłych kibiców Liverpoolu rozpoczyna pierwsze bojowe śpiewy. W podróży z Liverpoolu do brzegów kontynentu towarzyszyły im zastępy 'bobbies' (brytyjska policja), skutecznie uniemożliwiając jakiekolwiek incydenty na wyspie. Ale już w Ostendzie, Zeeburgee czy w Dunkierce kontrola nad 20-tysięczną armią brytyjskich kibiców przebiegała mniej skutecznie. Sądzono widocznie, że ryzyko jest niewielkie: trybuna "Y", zarezerwowana dla Belgów, miała odgrywać role bufora. Przed bramą stadionu dochodzi do pierwszych awantur. Banda chuliganów rozbija witrynę jubilerskiego sklepu i umyka z łupem dziesięciu milionów franków belgijskich. Nikt ze sprawców nie został aresztowany. Belgijska policja jest nadzwyczaj dyskretna.

Podczas gdy my w szatni koncentrujemy się, trybuna "Y", ta buforowa, zaczyna się wypełniać. Nic nadzwyczajnego. I tylko jeden szczegół: belgijscy kibice, to w rzeczywistości włoscy emigranci mieszkający w tym kraju. Mało skrupulatni organizatorzy nie wahali się sprzedać całości biletów na trybunę "Y" kibicom... Juve. Ważny jest też inny fakt. Kibice Liverpoolu nie mogą pomieścić się na "swojej" trybunie. Brakuje dla nich miejsc. Także dla tych, którym sprzedano fałszywe karty wstępu, krążące wokół stadionu. I tak pijani w większości Anglicy starają się przedostać na trybunę "Y", na które już zasiedli "belgijscy" Włosi, zajmując najniżej położone miejsca. W większości są to spokojni, stateczni emigranci przybyli na stadion ze swymi dziećmi...

Pierwsi "kibice" Liverpoolu zajęli miejsca na samej górze trybuny "Y". Na stadionie Heysel, trybuny "X", "Y" i "Z" mają swoją nazwę - "Bydlęcy Park". Stojące, najtańsze miejsca. "Bydlęcy park..." 19:30. 45 minut przed rozpoczęciem meczu rozpoczyna się rzeźnia.

Na trybunie "Y" koktajl gotowy do eksplozji jest na miarę lekkomyślności organizatorów. Kibice Liverpoolu schodzą z góry w stronę krat rozdzielających trybuny "Y" i "Z". Po chwili wyłamują ogrodzenie. Dochodzi do pierwszych bójek. Czerwoni atakują biało-czarnych, posługując się wyłamanymi prętami i drzewcami klubowych flag. Tylko niektórzy z kibiców Juve odpowiadają na razy, rzucając się na napastników z gołymi pięściami. Ale bardzo szybko są zdominowani przez czerwoną falangę.

Wybucha panika. By umknąć przed potopem "red animals" Włosi zajmujący trybunę "Z" zbiegają w dół, mając nadzieje znaleźć schronienie na płycie boiska. W górnych sektorach trybuny rozhisteryzowani kibice Liverpoolu atakują wszystko co się rusza. Panika wśród uciekających Włochów jest tak wielka, że katastrofa jest już nie do uniknięcia.

Dalszy ciąg wydarzeń można nazwać dramatem lub tragedią. Ze swym konduktem niewinnych ofiar, Heysel pozostanie w pamięci wszystkich okrutnym symbolem. Symbolem piłki nożnej, sportu noszącego znamię szlachetności i dumy, który banda pijanych łobuzów chciała zniweczyć, zainteresowana bardziej rozróbami i krwią na trybunach niż rywalizacją na boisku. W Brukseli, na tym przepięknym stadionie, śmierć zapisała się na zawsze.

Jak mogło do tego dojść? Mój Boże, jak to było możliwe? Dwudziestu belgijskich policjantów, którzy mieli czuwać nad sytuacją, nie panujących nad przebiegiem zdarzeń, popełniło niewybaczalny błąd. Myśląc, iż mają do czynienia z niezdyscyplinowanymi kibicami pragnącymi wtargnąć na boisko, zablokowali wszystkie wyjścia z trybuny, zamiast umożliwić ludziom ucieczkę z matni. Tłum kibiców jest sprasowany pomiędzy betonową ścianą i kratami. Pierwsze rzędy są prawie zmiażdżone pod naporem masy ludzkiej napierającej z góry. Nagle beton nie wytrzymuje. W tym samym momencie pękają też kraty, a na stalowe, sterczące pręty nadziewają się popychani z góry ludzie. Tragedia osiąga apogeum, ale na stadionie nikt jeszcze nie przypuszcza, że nie jest to zwykła, kibicowska burda, lecz że doszło do masakry. Nawet policjanci nie wiedzą jeszcze, co się stało. Część z nich zostaje oddelegowana do kontroli wchodzących na stadion kibiców!

Ofiary pozostały w pułapce. W tej przerażającej matni każdy walczy o przeżycie, chcąc za pomocą pięści i nóg wydostać się ze śmiertelnego kręgu. W ciągu kilku sekund 38 osób poniosło śmierć. Piłkarskie święto przyjęło okrutny wyraz bezimiennej jatki. Natrętnie powracało wspomnienie igrzysk olimpijskich w Monachium i ich izraelskich ofiar. Ale na próżno. W Brukseli pijana, ślepa, niezorganizowana przemoc zniszczyła wszystko: życie tych, którzy wierzyli w wielkość futbolu.

Zaledwie o kilka metrów dalej, na lewo od górnej trybuny, pięciu ludzi z Czerwonego Krzyża jest świadkami tragedii. Cóż mogą uczynić na widok dziesiątek wyciągniętych w ich kierunku rąk, rąk ludzi, którzy w oczach mają już tylko śmierć?

50 000 widzów na stadionie jeszcze nie ogarnia ogromu tragedii. Kakofonia trąb, śpiewów i hymnów skutecznie zagłusza przejmujące krzyki tych, którzy dogorywają. Przez megafon słychać apel o spokój... I potem, powoli, widzowie zebrani na stadionie odkrywają istnienie zabitych i rannych. I w tym samym momencie tifosi przysięgli zemstę...

Tymczasem piłkarze obydwu drużyn koncentrują się w szatni. Nie dociera do nas żaden odgłos z zewnątrz. Tragedia rozgrywa się na trybunach, nad naszymi głowami... Nic. Najmniejszy hałas. Cisza.

Pierwsze wieści o "bójkach" przyniósł do szatni Francesco Morini. Nikt z nas nie myśli o katastrofie. [...] Potem wpadł do szatni nasz klubowy lekarz. "Są ranni, być może nawet zabici" Nie mogę w to uwierzyć. Nie wierzą w to również Scirea, Rossi i inni. Wieści z korytarza, na którym mijają się lekarze, strażacy i sanitariusze, są coraz bardziej alarmujące. Ktoś mówi o "wypadku". O "runięciu muru".

Równo o 20 do naszej szatni wchodzi pan Rothenbuller, jeden z działaczy Europejskiej Unii. Jest załamany.
- "To przerażające. Powołana rada UEFA podejmie decyzję, czy mecz będzie rozgrywany"
Zdania są podzielone. Niektórzy piłkarze uważają, że nie należy grać. Podświadomie poddają się próżnej i niebezpiecznej rewolcie. Pan Rothenbuller podchodzi do nich. Jego słowa są suche i precyzyjne:
-"Jeśli nie zagracie, to wkrótce wokół stadionu, zamiast trzydziestu, będzie setka zabitych."

Moje życie jak mecz (cz.2) - Gra na pobojowisku


Źródło:
Fragmenty książki Michela Platiniego "Moje życie jak mecz"
Przełożył: Krzysztof Wykrzkowski
Wyszukał i przepisał: DeeJay

rh | 29.05.2005 | 9:01:18
to bardzo smutne :(

przemus | 22.05.2006 | 14:45:02
Czemu kibibe Juventusu sie nie bronili?? Mogli pobic tych z Liverpoolu!!!

lcichorz | 22.05.2006 | 16:20:02
Których było więcej ??


Tasak | 28.05.2006 | 14:04:07
@przemus
Czy Ty sobie kpisz? Mysle, ze nie jest to odpowiednie miejsce na tego typu zarty. Poczytaj sobie teksty o Haysel. Jest tam wyraznie napisane, że w sektorze do ktorego wtarnęli "kibice" The Reds, były rodziny, emigranci z Włoch mieszkający w Belgi, dzieci, kobiety... Wyobrażasz sobie żeby pobili pijanych, pogrążonych w ekstazie tłumu bandytów z Anglii, nie wydaje mi sie...


grubas | 4.06.2006 | 13:58:59
nie uważam ze stadion jest i był przeklęty.przeklęty jest każdy debil co wprowadza przemoc i agresje na stadiony swoim kretyńskim mózgiem a właściwie jego brakiem.to przykre i szkoda mi każdej osoby niewinnej która niczym sobie nie zasłużyła na smierć czy narażenie zdrowia przychodząc po prostu obejżeć mecz!!nie szkoda mi natomiast żadnego kretyna wszczynającego awantury który zwie się kibicem,dostającego pałą przez łeb od gliniarza czy innej osoby.
niedawno głośna była sprawa pobicia na śmierć jakiegoś mlodego kibica przez policjanta...po czym jego koledzy i caly tłum kiboli z polski zaprzysięgli zemste policjantom. a ja powiem tyle że dobrze temu gnojkowi co wszczynał awantury.zasłużył na to.absolutnie żadna strata dla społeczeństwa...może sie wreszcie nauczą szacunku do piłki,piłkarzy i prawdziwych kibiców.sami sobie zasłużyli i nadal zasługują na szczegolne potepienie.ci fanatycy to zwykła banda tchórzy nie mających jaj! są tylko mocni w grupie gdy idą przez miasto w 20 osób.żaden z nich nawet słowem sie nie odezwie jak idzie sam.bo od razu by kopa dostał.każda strata jakakolwiek wsród kiboli krzywdzących niewinne osoby jest dla mnie powodem do radości. I TAK POWIEM!!


CicinhoBrasil | 29.05.2007 | 21:49:03
powiem wam ze z tego można zrobić ciekawy film nie tyle dokument co dramat... pokazać do czego zdolny jest "człowiek"

juventusiak_94 | 12.02.2008 | 19:18:25
(*)(*)(*)(*)(*)

Madri | 10.05.2012 | 0:49:57
{*} ludzka głupota nie zna granic...[*]


Aby móc komentować, musisz być zarejestrowany i zalogowany.
KSIĘGARNIA WYDAWNICTWA SQN JPDROID - JUVEPOLAND NA ANDROIDA

Znaki towarowe JUVENTUS, JUVE i logo Juventusu są własnością Juventus F.C. Spa, Turyn, Włochy.
The trade names and marks JUVENTUS, JUVE and Shield Device are the exclusive property of Juventus F.C. Spa, Turin, Italy.
Copyright (c) 1997-2019 JuvePoland -- Wszelkie prawa zastrzeżone