sezon historia klub artykuły download kibice typer kontakt
mapatop
JetBull - Odbierz bonus



24.10.2006 16:13:29 | komentarzy: 9 | czytano: 2726 razy

Jean-Alain BoumsongSezon 2006/2007 jest dla drużyny Bianconerich szczególny. Po 109 latach gry na najwyższym szczeblu i walki o najważniejsze trofea po raz pierwszy w historii "Starej Damie" przyszło walczyć o punkty w Serie B. W Turynie jednak ani przez chwilę nikt nie miał wątpliwości gdzie jest prawdziwe miejsce Juventinich i od samego początku zaczęto budować nowy zespół, który w jak najkrótszym czasie mógłby wrócić do piłkarskiej elity. Nowy szkoleniowiec - Didier Deschamps długo i starannie dobierał piłkarzy, aby każdy kto stanie się częścią nowego Juventusu był gwarancją sukcesu. Kiedy pod koniec sierpnia Bianconeri przygotowywali się już do nowego sezonu i wydawało się, że sytuacja kadrowa jest klarowna, zarząd Juventusu w porozumieniu z Deschampsem postanowił wzmocnić linię obrony. Potrzebny był silny, wysoki i doświadczony zawodnik. W poszukiwaniu wzmocnienia udano się na Wyspy Brytyjskie.

Gwarant sukcesu?

Wybór padł na 26-letniego piłkarza Newcastle - Jean-Alaina Boumsonga. Zawodnika wciąż jeszcze młodego a mającego już za sobą występy w lidze francuskiej, szkockiej czy angielskiej. Szczególnie te dwie ostatnie przystosowały go do twardej walki i stworzyły z niego typowego boiskowego wojownika. Nie wszyscy jednak byli z tego transferu zadowoleni. Jean-Alain zaliczył średnio udany sezon w Newcastle i wielu kibiców nie wierzyło, by zawodnik ten mógł sobie poradzić w Juve. Inni z kolei na przykładach Cannavaro czy Davidsa przekonani byli, że także Kameruńczyk z francuskim paszportem odrodzi się i będzie pewnym filarem Juventusu. Po przejściu do "Starej Damy" Jean-Alain Boumsong stał się tym samym ostatnim wzmocnieniem przed tym szczególnym dla Bianconerich sezonem. Zanim to jednak wszystko nastało...

Sportowe korzenie

Pasją do sportu i piłki nożnej nikt Jean-Alaina nie musiał specjalnie zarażać. Trudno się z nią po prostu nie urodzić mając za rodziców dwójkę wybitnych sportowców. Ojciec - Isaac Somkong próbował swoich sił w piłce nożnej, jednak największe sukcesy święcił jako wysokiej klasy siatkarz. Występował także w reprezentacji Kamerunu, gdzie podczas jednego z międzynarodowych turniejów poznał Marie Jeanne Boumsong - zawodniczkę jednej z najlepszych żeńskich drużyn siatkarskich w kraju. Związek Isaaca i Marie zaowocował narodzinami szóstki dzieci. Jean-Alain przyszedł na świat jako trzeci - 14 grudnia 1979 roku.

Jak większość dzieci w Kamerunie magią futbolu zaraził się bardzo szybko. Wraz z innymi dziećmi z jego rodzinnej Douali kopał piłkę na podwórkowych boiskach. Początkowo jako... bramkarz. Sytuacja ta nie trwała jednak zbyt długo. "Wraz z kolegami zaczęliśmy grać w piłkę w bardzo młodym wieku." - wspomina. "Początkowo stawałem między słupkami. Szybko jednak moim idolem stał Diego Maradona. Uwielbiałem oglądać jego grę a w szczególności precyzyjne zagrania lewą nogą. Postanowiłem iść w jego ślady" Choć od najmłodszych lat kopał piłkę prawą nogą, w niecały rok grę nogą lewą opanował niemal do perfekcji.

Oprócz piłki nożnej próbował swoich sił także w innych dyscyplinach. Nie wykluczone, że gdyby nie był dziś piłkarzem stałby się światowej klasy siatkarzem bądź koszykarzem. We wszystkich możliwych zawodach szkolnych zawsze plasował się wśród najlepszych. Decyzja o tym, że mimo wszystko futbol jest tym, co chce robić w życiu zapadła w 1990 roku. "Pamiętam Mistrzostwa Świata rozgrywane we Włoszech i awans reprezentacji Kamerunu do ćwierćfinału. W kraju panowała niesamowita euforia. Bohaterem narodowym stał się czterdziestoletni wówczas Roger Mila. Tam przegraliśmy z Anglią, dopiero po dogrywce. Nigdy nie zapomnę tych pięknych chwil. Wtedy zrozumiałem, co tak na prawdę chcę w życiu robić."

Jean-Alain BoumsongW wieku dwunastu lat Jean-Alain po raz pierwszy pokazuje swoje nieprzeciętne umiejętności na szkolnym turnieju piłki nożnej. Jego talent został zauważony przez trenera młodzieżowej sekcji miejscowego zespołu. Tam jednak Boumsong przeżył pierwsze rozczarowanie. Uznano, że jego umiejętności nie są wystarczające by załapać się do zespołu, gdzie wiek pozostałych dzieci wahał się w granicach czternastu-piętnastu lat. Odesłanie go "z kwitkiem" argumentowano także... bardzo kruchą postawą. Aż dziw bierze, patrząc dzisiaj na umieśnionego i silnie zbudowanego mężczyznę. Rozczarowanie to było jednak dla młodego Jean-Alaina dodatkowym bodźcem. "Nie zniechęciłem się. Wręcz przeciwnie. Zacząłem trenować jeszcze intensywniej. Chciałem udowodnić wszystkim, że popełniono błąd i że mimo młodszego wieku, dałbym sobie radę."

Piłkarz z adopcji

W 1994 roku rodzina Jean-Alaina wyjechała z kraju i osiadła we Francji. "Nasza sytuacja rodzinna nie była najlepsza. Wiedzieliśmy, że we Francji będziemy mieli więcej możliwości. Także dla mnie była to wielka szansa." Podczas pierwszego roku pobytu w Europie Jean-Alain nie grał jendak w piłkę zbyt wiele. Uczył się w szkole średniej o profilu medycznym w Loches. Często grywał za to w koszykówkę z zawodnikami drużyny Tarik Abdul Wahad. Po roku za namową trenera Christophe'a Samoyault, Boumsong dołączył do piłkarskiej sekcji drużyny US Palaiseau. Nowy trener ustawił go na pozycji obrońcy, gdzie Jean-Alain eksplodował niemal natychmiast. "Wielu moich kolegów, bardzo utalentowanych nie zdecydowało się na grę w tym zespole. Ja od początku byłem bardzo umotywowany, nie zawahałem się nawet przez sekundę." - przyznaje. "Trener zaufał mi, rozegrałem kilka bardzo dobrych spotkań i dołączyłem do drużyny. Od razu do pierwszej jedenastki." Miesiąc później Boumsong dostał zaproszenie na mini selekcję w Clairefontaine. "Było tam obecnych wielu ludzi odpowiedzialnych za rekrutację, wielu skautów i menadżerów. Można przyznać, że ich uwiodłem." Niemal natychmiast po powrocie pojawiły się oferty z Sochaux, Caen, Rennes, Le Havre i Auxerre.

W międzyczasie nie można nie wspomnieć o udziale Jean-Alaina w koszykarskim turnieju Nike Camp w hali Georgesa Carpentiera, gdzie dostał się nawet do drużyny gwiazd. Tam również wypatrzyło go kilku łowców talentów, jednak Jean-Alain nie miał wątpliwości, że mimo wszystko woli grać w futbol. Kilka miesięcy później Boumsong podpisał swój pierwszy profesjonalny kontrakt z drużyną Le Havre. "Zależało mi by oprócz grania w piłkę na najwyższym poziomie, ukończyć także uniwersytet. Być może to i prawda, że mogłem grać w silniejszym klubie. Jednak nie uważam, żeby był to zły wybór. Myślę, że gdyby cofnąć czas postąpiłbym tak samo."

Pierwsze kroki

Jean-Alain Boumsong Po trzech miesiącach ciężkiej pracy na treningach Jean-Alain w wieku 17 lat dostał się do pierwszej drużyny prowadzonej przez Jean Marca Nobilo. O pierwszej jedenastce mógł jednak wtedy jeszcze jedynie pomarzyć. W między czasie borykał się z częstymi urazami, co tym bardziej opóźniało jego piłkarski rozwój. Nie przeszkadzało mu to jednak w kontynuowaniu studiów a także nie zniechęcało do dalszej gry w piłkę. Dużą rolę odegrał w tym wspomniany wcześniej trener Nobilo. "Mimo, że nie grałem, trener chciał mnie widzieć w pierwszej drużynie. To bardzo pomagało. Czułem się częścią tego zespołu, co motywowało mnie do jeszcze cięższej pracy. Pozwolił także na to, bym mógł połączyć futbol z nauką. Jestem mu dziś za to bardzo wdzięczny." 13 marca 1998 w piątkowy poranek Jean-Alain otrzymał telefon z informacją, że być może zadebiutuje wieczorem w pierwszym zespole. Tak też się stało. W meczu z Cannes, wygranym przez Le Havre 2:0 Boumsong pojawił się na boisku na końcowe pięć minut.

Na kolejny występ Jean-Alain musiał czekać siedem miesięcy. Na boisku pojawił się 13 października ponownie na końcowe pięć minut, tym razem spotkania z Sochaux. W pełni trener zaufał mu dopiero w 19 kolejce, w meczu z Rennes. Wówczas kariera Boumsonga nabrała rozmachu i zupełnie innych kolorów. Począwszy od tego spotkania, które było dla Jean-Alaina pierwszym rozegranym w pełnym wymiarze czasowym, stał się on podstawowym zawodnikiem, grając do końca sezonu już we wszystkich meczach. Przez kolejnych trzynaście spotkań rozgrywał pełne spotkania. Zmieniony został dopiero w ostatnim spotkaniu sezonu z Metz po pierwszych czterdziestu pięciu minutach. Wcześniej Jean-Alain zaliczył także swojego pierwszego gola w profesjonalnym futbolu. Dzięki jego bramce w spotkaniu z Nantes, Le Havre mogło na swoje konto zapisać kolejne, jakże cenne trzy punkty. Był to jednak bardzo ciężki sezon. Le H.A.C. Z trudem utrzymało się w pierwszoligowej elicie. Mając taką samą liczbę punktów jak Lorient, Le Havre pozostało w lidze dzięki lepszemu bilansowi bramek. Lepszemu o... jedno trafienie!

Jean-Alain BoumsongDobre występy Boumsonga nie obiły się bez echa. Po młodego zawodnika zgłosili się włodarze Liverpoolu. Z transferu jednak nic nie wyszło. Prezydent Hureau zażądał za osiemnastoletniego zawodnika... 40 milionów franków! "Litości! Szkoda, chętnie widziałbym go w drużynie The Reds" - krótko skomentował wówczas Gerard Houllier. Jean-Alain pozostał w La Havre na kolejny sezon. Nie był jednak dla niego już tak udany jak poprzedni. Nowym szkoleniowcem Le H.A.C. został Francis Smerecki pod wodzą którego drużyna z Górnej Normandii grał słabo, bez charakteru, tułając się po dolnej części tabeli. Alain z kolei doznał kontuzji, która wykluczyła go z gry na kilka miesięcy. Do składu wrócił pod koniec sezonu, kiedy spadek Le Havre do drugiej ligi był już przesądzony. Po zakończeniu sezonu nie było już tak interesujących ofert jak ta wcześniejsza z Liverpoolu. Po zawodnika zgłosiły się jednak kluby francuskie - Bastia, Lyon i Auxerre.

Trudne decyzje

Zanim jednak Jean-Alain Boumsong zdecydował się na zmianę klubu, musiał podjąć inną bardzo ważną decyzję. Mając już obywatelstwo francuskie, dostał powołanie do reprezentacji Francji do lat dwudziestu jeden. Młody zawodnik musiał stanąć przed bardzo ciężkim wyborem. Francja czy Kamerun? "Francuska federacja zaproponowała mi grę w reprezentacji młodzieżowej. Z Kamerunu nikt wcześniej nigdy o mnie nie pytał. To jednak nie miało znaczenia, był to dla mnie niezwykle trudny wybór. Gra toczyła się przede wszystkim na linii miłość - obowiązek. Musiałem wybierać pomiędzy moim krajem ojczystym, a krajem który mnie zaadoptował. Decyzję podjąłem wspólnie z rodzicami. Uznaliśmy, że gra dla reprezentacji Francji będzie dla mnie najlepszym rozwiązaniem. Czy żałuje? Nie, nie żałuje. Jestem dumny, że mogę reprezentować barwy Francji. Nie zapominam jednak o swoich korzeniach. Często wracam myślami do Kamerunu a przynajmniej raz w roku odwiedzam tam moją rodzinę, przede wszystkim babcię. "

Nowy klub, nowe nadzieje

Jean-Alain BoumsongWybór padł na Auxerre. Jean-Alain wierzył, że właśnie w tym klubie poczuje się jak w domu i będzie mógł rozwijać swoje piłkarskie umiejętności. Do pierwszego składu dołączył automatycznie. Auxerre grało jednak słabo. Po kontrowersyjnym sezonie i zajęciu odległego trzynastego miejsca w tabeli przyszedł czas gruntownych przemian. Do zespołu dołączyli tacy piłkarze jak Djibril Cisse, Kalilou Fadiga, Olivier Kapo czy Philippe Mexes. W tak doborowym towarzystwie Jean-Alain zaczął odnosić pierwsze sukcesy. Trzecie miejsce w lidze francuskiej, walka najpierw w kwalifikacjach i wyeliminowanie Boavisty a potem gra w rozgrywkach grupowych Ligi Mistrzów. Aż w końcu triumf w Pucharze Francji. "To mój największy sukces w karierze, jak dotąd. Byliśmy bardzo nieszczęśliwi, mając taki potencjał i nie odnosząc sukcesów. Potrzebowaliśmy tego pucharu." 20 czerwca 2003 roku przeciwko Japonii zadebiutował w dorosłej reprezentacji Francji, z którą kilka dni później wywalczył Puchar Konfederacji. Debiut w reprezentacji był dla niego niesamowitym przeżyciem ."Byłem zaszczycony mogąc grać z takimi piłkarzami jak Zidane, Henry, Trezeguet, Barthez czy Dessailly. Jeszcze kilka lat wstecz oglądałem ich i podziwiałem na ekranie telewizora. Nagle stałem się częścią tego zespołu." Mimo zwycięstwa w Pucharze Konfederacji dla Jean-Alaina Boumsonga były to jedne z najgorszych chwil w karierze. Reprezentacji Francji przyszło się zmierzyć z ... piłkarzami Kamerunu, w szeregach których zabrakło zmarłego kilka dni wcześniej podczas półfinałowego spotkania z Kolumbią Marca-Viviena Foé. "To był wielki sportowy i ludzki dramat. Przeżywaliśmy wówczas koszmarne chwile. Czułem jednak wówczas wielką więź, łączącą mnie z drużyną naszych przeciwników."

Kolejny bardzo dobry sezon w barwach Auxerre zaowocował powołaniem Boumsonga na Mistrzostwa Europy rozgrywane w Portugalii. Reprezentacja Francji nie zaprezentowała się jednak na nich najlepiej a sam Boumsong nie grał za wiele. Pod koniec roku w zimowym oknie transferowym pojawiła się oferta z Glasgow Rangers.

Życie na Wyspach

Jean-Alain skorzystał z okazji i po czterech latach gry w Auxerre przeniósł się do Szkocji. "Wielu ludzi krytykowało mój wybór. Ja jednak chciałem spróbować czegoś nowego, a zanim podpisałem kontrakt z Rangersami nie dostałem żadnych innych konkretnych propozycji. Liverpool nie zaoferował mi nic szczegółowego, w Glasgow natomiast czułem się potrzebny. Oni ubiegali o mnie już od dłuższego czasu."

Przygoda z Rangersami nie trwała jednak długo. Po półrocznym pobycie w Szkocji i zdobyciu mistrzostwa przyszedł czas na eliminację Ligi Mistrzów. Tam jednak Rangersi musieli uznać wyższość CSKA Moskwa i The Gers musieli zadowolić się jedynie grą w Pucharze UEFA. Nie musiał natomiast Jean-Alain i kiedy tylko pojawiła się oferta z Newcastle, skorzystał z niej bez wahania. "Mimo tak krótkiego i niezbyt udanego dla mnie pobytu w Szkocji nigdy nie żałowałem przenosin na Ibrox Park. Zdobyłem mistrzostwo Szkocji i bardzo wiele się tam nauczyłem."

W Newcastle Boumsong spędził kolejne dwa lata swojej kariery. Nauczył się tam typowego angielskiego stylu gry, dojrzewał także do gry w reprezentacji Francji. Nie grywał jednak regularnie. W pierwszym sezonie wybiegł zaledwie czternastokrotnie, sezon później wystąpił w dwudziestu sześciu meczach. Bardzo dobre występy przeplatał z rozczarywującymi. Na Mistrzostwa Świata do Niemiec pojechał tylko w roli rezerwowego i nie dostał okazji by pokazać swoją wartość.

Trudne zadanie

Jean-Alain BoumsongPo przybyciu Boumsonga do Turynu Didier Deschamps był zachwycony. "To rasowy obrońca ze świetnymi warunkami fizycznymi. Ma doświadczenie, gra przecież w reprezentacji i oferuje bezpieczeństwo, którego szukamy w obronie. Będzie dużym wzmocnieniem" - zachwala nowego Juventino. Sam Jean-Alain również nie krył swojego zadowolenia. "Wybrałem Juve, ponieważ to wielki klub. Ich historia mówi wszystko. Jestem dumny z bycia częścią tej niezwykłej drużyny. Poza tym udowodnili, że chcą mnie mieć. Inne zespoły pytały o mnie, ale to Juventus podjął prawdziwy wysiłek. Dali mi stabilizację, której potrzebowałem, podczas gdy inne kluby były zainteresowane tylko wypożyczeniem." Boumsong zaakceptował także fakt, że najbliższy sezon będzie musiał spędzić w Serie B. "Drużyna przechodzi proces rekonstrukcji, ale fundamenty już są - historia Juve. Mam nadzieję dołożyć się do tego projektu. Nie mogę doczekać się założenia koszulki Bianconerich."

Przed Juventusem stoi niezwykle ciężkie zadanie. Jean-Alain Boumsong ma pomóc w perfekcyjnym jego wykonaniu - bo tylko takie da zamierzony efekt. Czy jednak dwudziestosześcioletni obrońca sprawdzi się w biało-czarnej koszulce? W tej poprzedniej wyszło mu średnio. Nam pozostaje jedynie wierzyć, że z herbem Juve na piersi da z siebie wszystko.


Autor: DeeJay
Źródło: Hurra Juventus (10/2006)
www.jeanalainboumsong.fr

Mendus | 25.10.2006 | 6:36:55
Musi dawać z herbem Juve na piersi z siebie wszystko! Świetny artykuł!

Piotrekk | 26.10.2006 | 19:07:58
Nic dodać nic ujać,naprawde warto przeczytac.

Wojfi | 26.10.2006 | 19:52:13
Jest dobrym pilkarzem mysle ze sie przydaje jak narazie oby tak dalej!!Tekst jest wpozo choc calego nie przeczytalem

Maly | 27.10.2006 | 17:29:02
a kiedy bedzie ten artukol o juvepoland z hurrajuventus?:> czu jzu byl i przegapilem?:>

[RA]MACIUS | 27.10.2006 | 18:56:36
Kibicowalem mu jush za czasow gry w Newcastle... Super ze teraz gra u Nas... 3mam za Niego kciuki ! :) PzDr

gabii1987 | 27.10.2006 | 21:13:25
ZASTĘPCA tHURAMA


Kicek7 | 28.10.2006 | 9:09:59
inaczej o nim mowilismy po meczu z Rimini

artykul extra

Adi=Smyk(FORZA JUVE) | 28.10.2006 | 13:02:06
jeżcze do thurama troche mu brakuje ale napewno za kilka lat będzie jego godnym następcą !!!!!!Boumsong RULES!!!!!!!

warszu1 | 30.10.2006 | 18:53:11
Bardzo mi sie podoba ten artykuł ale i osiągnecia obroncy też sa nienajgorsze i oczywiscie podoba mi sie ten obrońca hehe pozdro



Aby móc komentować, musisz być zarejestrowany i zalogowany.




Znaki towarowe JUVENTUS, JUVE i logo Juventusu są własnością Juventus F.C. Spa, Turyn, Włochy.

The trade names and marks JUVENTUS, JUVE and Shield Device are the exclusive property of Juventus F.C. Spa, Turin, Italy.